Archiwum

Archive for the ‘Sprzęt’ Category

Chudy Wawrzyniec 2013 – relacja 50+

Sierpień 13, 2013 20 Komentarzy

Od czego zacząć? Przecież to najważniejszy start w tym sezonie. Całe pół roku przygotowań.
Zacznijmy od najważniejszego: jakby nie patrzeć jestem ultramaratończykiem. Tak, przebiegłem 52 km po górach Beskidu Żywieckiego i czuje się z tym rewelacyjne.

Podziękowania

Zazwyczaj są na końcu, ale ja od nich zacznę. Przede wszystkim dziękuję mojej lepszej połowie za wyrozumiałość i znoszenie moich weekendowych wybiegań. Za to, że przystała na mój szaleńczy plan wyjazdu rodzinnego w góry. Za wsparcie i wiarę w to, że się uda. Dzięki skarbie 🙂

Wielkie podziękowania dla Tomasza Krawczyka, Kuby Wolskiego, Adama Folanda, Magdy Ostrowskiej-Dołęgowskiej, Krzysztofa Dołęgowskiego – czyli organizatorów Chudego Wawrzyńca z napieraj.pl Bardzo dobra robota. Stworzyliście świetne zawody,które mają swój klimat. Fakt pogody jaka była rok temu i teraz dodaje mistycyzmu tej imprezie. Mam nadzieje, że za rok także będzie mgła 🙂 Do organizacji praktycznie nie mam zastrzeżeń. Świetne oznaczenie trasy (miałem koszmary senne, że gdzieś tam się zgubiłem na trasie – nie było opcji, żeby źle pobiec). Dzięki dla wolontariuszy Pokojowego Patrolu, który zabezpieczali trasę biegu. To on stali przez kilkanaście godzin w miejscu i czekali na nas, biegaczy.

50 czy 80 – magia cyfr

Ostatecznie pobiegłem trasę 50+. Taki plan miałem od samego początku. Cały czas zaznaczałem, że nie wiem jaki cud musiałby się wydarzyć, aby na 44 km wybrać dłuższą trasę. Cudu nie było i poleciałem w lewo, W takcie biegu miałem myśli, że może jednak 80. Jednak pojawiające się zmęczenie i bóle szybko sprowadziły mnie na ziemię. Pozostaje lekki niedosyt, że to jednak na zawodach wybrałem, krótszą trasę. Jednak jak na górski debiut nie jest źle. Trasa nie była łatwa, warunki pogodowe także.
Znam swój organizm i wiem, że nie byłem przygotowany na 80km. Wybór tej trasy wiązałby się z dyskwalifikacją ze względu na przekroczenie limitu czasu lub kontuzji. Muszę pamiętać o tym, że jesienią jest jeszcze jedno biegowe wyzwanie – pobiec maraton dużo poniżej 4 godzin, więc zdrowie trzeba szanować.

Beskid Żywiecki

Zawody zostały jak rok temu, zorganizowane na szlakach Beskidu Żywieckiego. Start w Rajczy a meta w Ujsołach, gdzie wynajęliśmy górską chatkę nad strumykiem. Nocleg w Ujsołach szukaliśmy na kilka miesięcy przed zawodami i powiem Wam, że nie było łatwo znaleźć wolny domek w tym terminie.

Dlaczego Chudy Wawrzyniec – od Hudów Wawrzyńcowych. Lokalnego święta ludowego. Obchody Hudów były tydzień wcześniej, więc nas niestety ominęły ogniska i tańce, Ale w przyszłym roku będziemy i na Hudach i na Chudym.

Ostatnio byłem w górach wiele lat temu. Teraz przypomniałem sobie ten klimat. Kocham góry. Uwielbiam te szlaki, wzniesienia, górskie chatki, potoki, spokój, zapach drewna i wszechobecne szczyty i las. Beskid to także lokalne piekarnie i sklepiki na wioskach. Jak ja dawno nie jadłem tak dobrego pieczywa. Mieszkając na co dzień w Warszawie może człowiek zapomnieć jak smakuje bułka czy chleb z górskiej, miejscowej piekarni. Trzymając się aspektów kulinarnych nie mogę pominąć Gospody u Wandzi i Jędrusia w Milówce. Od wizyty tam pizza już nigdy nie będzie taka sama. Za 12 zł dostaliśmy kawał wielkiej domowej pizzy z duża ilością sera i wielkimi kawałkami mięsa. W życiu nie jadłem tak dobrej pizzy, za tak małe pieniądze. Do tego zamówione góralskie placki ziemniaczane ze śmietaną i boczkiem. Uczta dla podniebienia w niedziele po zawodach. A co, zasłużyłem sobie 🙂

Biała noc

Wrócimy jednak na start. A właściwie to na noc poprzedzającą start w zawodach. Do Ujsoł przyjechaliśmy w piątek w południe. Wysoka temperatura i duchota nie zapowiadały dobrych warunków. Prognozy pogody mówiły o deszczu i burzach. I stało się. Od wieczora do 2 w nocy szalała burza i padał intensywny deszcz. Takiej burzy nie pamiętam. Kierowniczka ośrodka w którym mieszkaliśmy potwierdziła, że takiej burzy bardzo dawno nie było. Pioruny, błyski – koszmar. Planowałem obudzić się o 3.00, żeby zdarzyć się ubrać i dojść pod szkole w Ujsołach na autobus, który miał nas zawieść do Rajczy, gdzie był start zawodów. Nie spałem za wiele. Byłem przerażony. Co jeśli taka burza będzie podczas zawodów. Przecież mogą je odwołać. Na szczęście o 3.00 przestało padać i grzmieć… Ubrałem się, sprawdziłem sprzęt i wyruszyłem. Wychodząc zobaczyłem, że strumyk zamienił się w rwący potok. Oj dużo było tam wody. „Będzie ciekawie” – pomyślałem.

Autobus zawiózł nas pod amfiteatr w Rajczy.

Zawody

3,2,1 start. O 4:35 ruszyliśmy.

zdjęcie(3)Start w Rajczy

Początkowe 6 km to spokojny bieg po asfalcie w tempie ok 6 min/km. Spokojnie, żeby się nie spalić na samym starcie. Pierwsza górka to Rachowiec, gdzie był zlokalizowany punkt kontrolny. W miarę spokojnie udało się przebiec ten fragment trasy. Ostatecznie zdecydowałem się nie brać kijków ze sobą. Nadal nie wiem czy to błąd czy nie. Wiem już, że w dalszej części trasy byłby przydatne. Podbiegi pokonywałem szybkim (początkowo) marszem a zbiegi możliwe szybkim zbieganiem. Na podejściu na drugi szczyt czyli Kikulę pojawił się problem. Mianowicie na podejściu zacząłem odczuwać ból dolnego odcinka kręgosłupa. Ból chyba był spowodowany moja pozycja podczas wbiegania i napięciem mięśni. Był to znak ostrzegawczy i sygnał: „Marcin – za mało stabilizacji. Za mało ćwiczeń„. Na szczęście na dalszej trasie ból minął ale początkowo było to niepokojące i przestraszyłem się. Zbiegi pokonywałem szybko. Nawet udało mi się wyprzedzać zawodników. Podbiegi to niestety było powolne wchodzenie. Noga za nogą. Kijkarze mieli przewagę na podbiegach i mnie wyprzedzili. A na zabiegach ja ich wyprzedzałem.

Na trasie spotkałem Pawła maratoniarz.pl Kawałek biegliśmy razem, pogadaliśmy. Na jednym z podejść jednak leciał za szybko i mi uciekli. Paweł z kolega biegł 80+, jak się potem okazało z sukcesem.

Po nocnej burzy w górach było sporo błota i wody. Całe szczęście póki co nie padało. Gdzieś w oddali było słychać grzmoty. Już po pierwszych kilometrach biegu w lesie, buty miałem całe mokre. Zaleta Cascadii to fakt, ze szybko schną i odprowadzają wodę, Także dało się biec. W plecaku miałem 1,5 litra wody i butelkę 0,5 izotonikiem. Co jakiś czas chwytałem rurkę i piłem wodę. W biegu wciągałem żel, potem zjadałem batona i leciałem dalej. Tak minąłem Kikule i wbiegałem na wysoką Wielka Raczę. W pewnym momencie, gdy chciałem napić się z rurki, zabulgotało w plecaku i okazało się, że nic nie leci. Wypiłem wszystko. Piłem dużo na trasie. Nie mam wody, a do punktu odżywiania na Przełęczy Przegibek jeszcze daleka droga. Byłem trochę w kropce. Na szczęście miałem jeszcze z 0,3 izotonika. Zacząłem oszczędzać płyn.

zzPołowa drogi za mną – schronisko na Wielkiej Raczy

Chwile później wdrapałem się na Wielką Raczę. Było tam schronisko PTTK. To był też półmetek mojej wyprawy. Jak się okazało w schronisku można było zakupić wodę, jedzenie i inne smakołyki. Na szczęście miałem ze sobą pieniądze i kupiłem sobie wodę niegazowana oraz gorąca herbatę. Dość długa kolejka w sklepiku i czas picia herbaty kosztował mnie około 20 minut. To była realna strata czasu. W przyszłym roku nie mogę tak zrobić. Nie miałem jednak wyjścia. Musiałem mieć wodę na dalsza drogę, gdyż do punktu żywieniowego było jeszcze prawie dwie godziny biegu. I tutaj moim zdaniem chyba jest jeden minus całej imprezy. Skoro jest taki charakterystyczny punkt jak schronisko, to tutaj także powinien być punkt odżywiania lub chociaż miejsce gdzie można uzupełnić wodę. Pomijam fakt, ze straciłem 9 zł na butelkę wody i herbatę, bo nie o to chodzi. Kluczem tutaj jest stracony czas. Z drugiej strony ten krótki odpoczynek pomógł mi napierać dalej.

1Gdzieś za Wielką Raczą

Z Wielkiej Raczy dość szybko zbiegałem w dół, wyprzedzając zawodników z kijkami. Czułem się w miarę dobrze. Nogi bolały, ale nie było tragicznie. Zbieg z Raczy to otwarta przestrzeń. Normalnie byłby widać piękny krajobraz. Tego dnia wszędzie było mgliście. Ale miało to swój ogromny urok. Było bardzo klimatyczne. Chatki wyłaniające się zza mgły,
inni biegacze do których dobiegałem. Mistyczne klimaty.

Dobiegłem do punktu żywieniowego. Tutaj starałem się nie tracić czasu. Szybko uzupełniłem wodę, izotonik, zjadłem drożdżówkę i dwa batoniki. Stół na schronisku na Przełęczy Przegibek był obficie zastawiony smakołykami. Ciasto, czekolada i inne pyszności.

Dystans i czas kontrolowałem zegarkiem Sunnto Ambit2, który jest rewelacyjny. Ma absolutnie wszystko a nawet więcej. Jednak za mało byłem z nim zaznajomiony i popełniłem błąd. Widząc, że poziom baterii spadł (jak się potem okazało i tak było jeszcze 50%) chciałem przełączyć w trakcie biegu tryb sportowy z biegania (odczyt gps co 1 sek) na tryb górski (odczyt co 60 sek i oszczędność baterii). Taka zmiana jest możliwa, jednak tak nawciskałem, że wyłączyłem obecny trening i nie mogłem go kontynuować 😦 Za dużo opcji 😉 Od tego momentu wiedziałem, że do mety jest jakieś 13-14 km i miałem to w pamięci. Zegarkiem uruchomiłem nowy trening.

Napierałem dalej. Ale było ciężko, coraz bardziej. Podbiegi to już mozolne wleczenie się krok za krokiem. Nie byłem w stanie zwiększyć tempa. Wyprzedzili mnie kijkarze.

Przed zawodami obawiałem się o swój żołądek. Wciągałem kolejne żele isostara, jadłem batony z Decathlonu oraz czekoladę z orzechami. Nic, wszystko było ok. Jestem dumny ze swojego żołądka 🙂 Tak wielu miało rożne przygody, że się tego obawiałem. Udało się bez sensacji. Ciekawostka to nawadnianie. Podczas zawodów wypiłem 3 litry wody i litr izotonika. Wszystko chyba wypociłem, bo na trasie tylko raz pod koniec dosłownie na chwilę zatrzymałem się za potrzebą.

Dobiegłem do rozwidlenia tras. W lewo 50+ w prawo 80+. Mogłem pobiec i tu i tu. Może przez ułamek sekundy się zawahałem. Zgodne z planem poleciałem w lewo. Ze zdwojoną siła, ponieważ wiedziałem, że to już tylko dycha została. Patrząc na tempa, to powinny być jakieś niecałe dwie godziny. Grzałem dalej. W dół zbiegałem ile sił, ile się da i jak szybko się da. Po kamieniach zwalniałem, aby jednak nie zaliczyć upadku, ale po pewnym podłożu leciałem ile sił. To był wspaniały moment. Wielkie zmęczenie, ale i wielka siła. Ogromny plus dla butów. Wgryzały się w podłoże i byłem w stanie utrzymać równowagę. Nawet na błocie nie ślizgałem się za bardzo. Maksymalnie mokre, całe w błocie dawały radę…

1376329534_3be86f1f1a97bf118b6bb2c75392a7e3Gdzieś miedzy Wielką Rycerzową a Muńcułem
Prawda, że jest pięknie?

Przede mną ostatnie wzniesienie. Piep@#$ Muńcuł. Prawda, że było tam pięknie? Już miałem dość wspinania. Nogi już nie dawały rady. Dlatego piep@#$%. Wiedziałem jednak, że za nim będzie spory zbieg i już będę w drodze na metę w Ujsołach. Na podejściu wyprzedziło mnie kilka osób. Po zdobyciu góry, zaczęło się ostre zbieganie w dół. To był ten moment kiedy poczułem kolejny wiatr w skrzydłach. Zacząłem szybko lecieć w dół. Nogi bolały, kolana prosiły o postój a ja leciałem w dół wyprzedzając kolejnych zawodników. „Lewa, prawa” – wolałem, aby zrobić trochę miesiąca na wąskiej ścieżce. Z mną było kilku takich co lecieli jeszcze szybciej, to ich puszczałem.

Lecę w dół. Widzę już domki w Ujsołach. Biegnę po wąskiej ścieżce, po której płynie woda. Błotniście, mokro i ślisko. No i stało się. Na kamieniu zanurzonym w wodzie źle postawiłem już zmęczoną nogę, zabrakło sił i zaliczyłem glebę uderzając kolanem w kamień. Pojawiła się krew i ból. Całe szczęście bardzo szybko się pozbierałem i z grymasem bólu poleciałem dalej. Adrenalina zadziałała.

Meta

Na mecie pojawiałem się z czasem 08:36:02. Tak ukończyłem swoje pierwsze zawody górskie. Zostałem ultramaratończykiem. Tego uczucia, które mnie ogarnęło na mecie nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć. Spełnienie, radość, satysfakcja – to za słabe słowa.

zdjęcie 1(1)mostek przed metą

zdjęcie 3meta 🙂

zdjęcie 4dekoracja

Kopia zdjęciez najwspanialszym małym kibicem, który wypatrywał taty na trasie

Videorelacja


Krótka videorelacja.

1376395891_3af6c283f6b55839d0f2fef72fff0c72Medal, numer startowy i opaska

Na mecie oprócz medalu i kaszy z mięsem czekało ma mnie pyszne piwo. Wielki plus dla organizatorów za to. Taka mała rzecz a tak ucieszyła. Do wyboru, albo bezalkoholowe, albo smakowe lub klasyczny Lech z puszki. Wybrałem to ostatnie, przelałem do kubka i wypiłem. Takie piwo smakuje inaczej. Sam czułem się inaczej. Szczęśliwy, spełniony. Zrealizowałem cel. Mega zadowolenie.

Sprzęt
– buty Brooks Cascadia 8. Jak napisałem wcześniej, spisały się bardzo dobrze. Bardzo dobre trzymanie na trasie poza jednym upadkiem na śliskim kamieniu. Żadnych bąbli, otarć i innych przykrości. To też na pewno zasługa smarowania stóp Sudocremem, no i oczywiście skarpet Compressport.

zdjęcie 5mokre i ubłocone Brooks Cascadia, które bardzo dobrze się spisały. Dzięki Wam moje towarzyszki

plecak spisał się na „5”. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Największe rozczarowanie to pasek Compressport, na którym możemy zamocować numer startowy oraz włożyć żele. Tak jak na płaskim terenie jest wszystko ok, tak podczas zbiegów pasek się poluźniał przez co cały czas się zsuwał. Musiałem go na nowo ściągać a on i tak podczas szybkich zbiegów zsuwał się. Podczas treningów nie biegałem w sumie górek z tym paskiem, także ten element powiedzmy nie został przez mnie dopracowany na 100%
– zegarek Sunnto Ambit2 to jest petarda jeśli chodzi o zegarki biegowe. Pocisk, który moim zdaniem zdeklasował Garmina. Ma wszystko i jeszcze więcej. Na trasie spisał się bardzo dobrze. Jedynie moje niedouczenie w opcjach i za mała znajomość zegarka spowodowała, że z zawodów mam trzy zapisy zamiast jednego 🙂 Na dniach przeczytacie bardziej obszerną recenzję tej maszynki do odliczania kilometrów.

Ścieżka

Tutaj możecie podejrzeć moje zmagania na trasie. Zapis pochodzi z zegarka Sunnto Ambit2. Wielkie dzięki dla Sunnto Polska za udostępnienie tego rewelacyjnego zegarka na czas zawodów.

http://www.movescount.com/moves/move16987539

http://www.movescount.com/moves/move16987581

http://www.movescount.com/moves/move16987586

Podsumowanie

Z pewnością wrócę za rok. Po to, aby zmierzyć się z trasą 80+. I nie na zasadzie ukończenia gdzieś w okolicach 14-15 godzin. Mam zamiar powalczyć na trasie. Z Chudego wyniosłem ogromne doświadczenie. Wiem jakie błędy popełniłem nad czym należy popracować. Mam rok. Przez ten rok zamierzam ostro popracować i w III edycji Chudego pościągać się już na poważnie. Tak, aby w tym górskim biegu było więcej biegania a mniej marszu.

zdjęcie 2(2) Do zobaczenia za rok

Reklamy

Tydzeń do Chudego – Suunto Ambit2 vs. Garmin Forerunner 610 vs. Timex Run Trainer – wprowadzenie

Sierpień 3, 2013 10 Komentarzy

Za tydzień o tej porze, być może będę już na mecie. Być może będę gdzieś umierał na trasie Beskidu Żywieckiego. ZNP trwa w najlepsze. Zespół Napięcia Przedstartowego. Jestem już tak podekscytowany, że odliczam kolejne dni do wyjazdu w góry. Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej jest coraz większa niepewność, czy jestem przygotowany. Czy dam radę?

Dziś odbył się Maraton Karkonoski. Mistrz górskiego napierania – Marcin Świerc dopiero 9 😦 Wysoka temperatura i przeszło 30 stopni w cieniu z pewnością miało znaczenie. Wielkie gratulację dla wszystkich, którzy ukończyli te zawody, a także dla tych którzy zeszli z  trasy. Sam udział i chęć walki jest dużym osiągnięciem. Także wielkie brawa  dla wszystkich.

Chyba jestem przygotowany. Dziś zrobiłem ostatnie zakupy w aptece. Mam folię ratunkową, plastry na sutki. Kupiłem plastry Compeed na odciski i proszek Dermatol na rany i podrażnienia – dzięki Paweł J. za rady – to może faktycznie się przydać. Sudocrem już miałem. Wcześniej także zaopatrzyłem się w odżywanie. W Decathlonie kupiłem batony, żele Isostara oraz tubki z BCAA taj samej firmy.

Jutro na 20 km wybiegnie, ubieram się tak jak na Chudego i zabieram cały ekwipunek, aby ostatecznie wszystko sprawdzić.

redfruits

Trochę nieoczekiwanie Chudy Wawrzyniec będzie wiekiem testem trzech zegarków biegowych. Rywalizować miedzy sobą będą: Garmin Forerunner 610, o którym pisałem tutaj, Timex Run Trainer 1.0, którego recenzję przeczytacie na blogu za kilka tygodni. W przypadku Timexa zastanawiałem się czy jest sens recenzować zegarek, który doczekał się już kolejnej, ulepszonej wersji 2.0, która miała niedawno premierę. Myślę, że warto przyjrzeć się bliżej wersji 1.0, gdyż teraz jest ten model dość atrakcyjny cenowo. Na koniec, jako trzeci zegarek absolutna perełka: nowiutki Suunto Ambit2. Od dłuższego czasu czaiłem się na ten zegarek. Wtedy była jeszcze (jak w przypadku Timexa) wersja 1. Wiosną tego roku pojawił się Ambit2. Zegarek wizualnie prezentuje się super. Jest to jedyny mi znany model zegarka sportowego z gps, który spokojnie można nosić na co dzień do jeansów i koszuli. Zaraz po Chudym zobaczycie video recenzję Ambita2. Postaram się w niej odpowiedzieć na pytanie czy zegarek wart jest swojej wysokiej ceny. A ta nie jest mała. Nowy zegarek w wersji Sapphire kosztuje przeszło 2,5 tys złotych.

zdjęcieod lewej: Garmin Forerunner 610, Timex Run Trainer, Suunto Ambit2
Jak zobaczycie na Chudym  kolesia biegnącego z trzema zegarkami – to będę Ja – żarcik 🙂

Suunto Ambit 2

Global-ProductImages-Suunto-Ambit2-Suunto-Ambit2-Sapphire-ss019182000_l


to odbiornik GPS dla odkrywców i sportowców. Oferuje wszystko, czego potrzebują sporty outdoorowe — nawigację, pomiar prędkości, tętna i wysokości, warunki pogodowe oraz funkcje związane z bieganiem, jazdą na rowerze i pływaniem. Tysiące aplikacji Suunto Apps umożliwiają rozbudowę zegarka o nowe funkcje. Trwała obudowa wzmocniona włóknem szklanym i czas pracy akumulatora 16/50 h to urządzenie Suunto Ambit2, które jest gotowe na każdą przygodę.

Zaawansowane funkcje outdoorowe i multisport

  • Wysokość barometryczna korygowana wysokością GPS (FusedAlti)
  • Przełączanie pomiędzy trybami sportowymi podczas rejestrowania treningu
  • Obsługa rowerowego sensora mocy
  • Metryki pływackie

Personalizacja zegarka przy pomocy ponad tysiąca aplikacji Suunto Apps

  • Nachylenie terenu
  • Przewidywany czasu ukończenia pełnego maratonu w czasie rzeczywistym
  • Ghost Runner (trening z wirtualnym biegaczem; prędkość docelowa, wskazówki dotyczące biegu: szybciej / wolniej)
  • Tysiące innych aplikacji

Solidna konstrukcja z długim czasem pracy akumulatora

  • Wodoszczelność do 100 m (ISO 2281)
  • Akumulator z maksymalnym czasem pracy do 16 godzin (rejestrowanie pozycji GPS co 1 sek.) i 30 dni w trybie normalnym zegarka
  • Obudowa BuildToLast i wysokiej jakości materiały

Dziś przebiegłem pierwsze 10 km z Ambitem. Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Bardzo duża Ilość dostępnych danych podczas biegu robi wrażenie. Odczyt tempa chwilowego i czas reakcji na jego zmianę jest bezkonkurencyjny. Wydaje mi się, że tutaj Garmin wysiada. Podoba mi się funkcja wyznaczania trasy, która będzie bardzo przydatna, zwłaszcza w górach. Można sobie wyrysować trasę w Google Maps, zaimportować do Ambitu i podążać wyrysowaną ścieżką. Jest jedna wada. Zegarek jest dość ciężki. Trzeba się do niego przyzwyczaić. Cały czas podczas biegu wiesz, że go masz. Jestem przyzwyczajony do „plastikowych” zegarków i tutaj waga Ambita jest odczuwalna. Ale czy to do końca wada? Powiem Wam za kilkanaście dni. Uwierzcie mi, że zabawy i dostępnych opcji jest masa. Idę się bawić 🙂

Jutro długie wybieganie, ostatnie przed godziną X. Nadal nie  wiem co lepsze, czy słońce czy deszcz. Patrząc na Karkonoski dziś, to chyba deszcz jest lepszy…

New Balance M880GY3 – wprowadzenie

Sierpień 1, 2013 1 komentarz

W tych butach z pewnością będziesz czuł się bezpiecznie 🙂 Jaskrawa zieleń to wizytówka nowego modelu M880GY3 firmy NewBalance. Po raz pierwszy mam kontakt z butami tej firmy. Muszę przyznać, że to co je wyróżnia to jakość wykonania. Buty są made in UK, co jest rzadko spotykane aktualnie na rynku. Nie żadne Chiny czy Wietnam jak w przypadku innych czołowych producentów. NewBallance to marka już kultowa, zwłaszcza w kontekście modnych butów, w których chodzą celebryci. Mnie interesuje jednak bieganie, więc skupiam się tylko na czysto sportowym aspekcie produktów NB. Po kilku treningach mogę napisać, że buty są bardzo wygodne. Idealnie nadają się do szybkich treningów na asfalcie, a odpowiednia amortyzacja gwarantuje nam komfort podczas pokonywania kolejnych kilometrów.

Więcej na temat NB M880GY3 napiszę Wam za mniej więcej dwa miesiące. Myślę, że pobiegnę w nich półmaraton w Tarczynie. Z pewnością będą mi towarzyszyć podczas przygotowań do jesiennych maratonów, kiedy będę odhaczał w dzienniczku kolejne pokonane kilometry. Tak jak napisałem na FB, Asiscy już totalnie leżą na najniższej półce i ich degradacja trwa dalej. W dziale butów startowo-treningowych nadal rządzi Nike Flyknit (but doskonały?) i ich pozycja jest póki co niezagrożona. Jednak M880 mogą być fajną alternatywą.

Jeśli macie jakieś pytania dotyczące New Balance M880GY3, zapraszam do komentarzy. Buty są już dostępne w sprzedaży i można je kupić w sklepie NB w cenie 399,99 zł
Ja póki co skupiam się na bieganiu tylko i wyłącznie w Brooks Cascadia 8, aby maksymalnie przyzwyczaić nogi i stopy, ponieważ Chudy Wawrzyniec już za…..9 dni 🙂

4

Informację producenta:

Obuwie dla biegaczy ze stopą neutralną oraz supinującą, przeznaczone na twarde nawierzchnie. Jest to już trzecia generacja serii 880, która idealnie nadaje się zarówno do krótkich, jak i długich dystansów, dzięki bardzo dobrej amortyzacji. Dodatkową ochronę zapewnia nam technologia Tbeam kontrolująca ruchy skrętne oraz stabilizująca stopę podczas treningu.

Sezon: obuwie całoroczne
Kategoria wagowa: 80+
Waga: 319g (rozm. 943)

T-Beam
Technologia T-BEAM wzorowana jest na desce surfingowej. Dzięki jej unikalnej budowie doskonale stabilizuje śródstopie oraz ruchy skrętne.
acteva-lite
Wysokiej klasy, lekka pianka tworząca podeszwę środkową. W porównaniu z tradycyjnymi materiałami Acteva Lite ma lepszą amortyzację i zwiększoną odporność na zgniecenia. Lżejsza od pianki Acteva o 14 %.
Abzorb
Doskonałe rozwiązanie dla amortyzacji podeszwy buta. Wykonany z polimeru komponent absorbuje i rozprasza energię powstającą przy uderzeniu buta o podłoże.

5

newballanceZielone NB pasują do skarpet Inov-8 😉

Dawno nie było konkursu. Trzeba jakiś fajny wymyślić 🙂

Kategorie:Sprzęt Tagi: , , ,

Nike przedstawia – Nike Free Flyknit i Nike Free Hyperfeel

Lipiec 24, 2013 1 komentarz

Czołowe miejsce na mojej półce z butami do biegania zajmuje Nike Flyknit Lunar 1. Teraz Nike zamienia Lunarową podeszwę na ta znaną z modelu Free. Czy będzie kolejna rewolucja? Powiem szczerze, że nie mogę się doczekać pierwszych treningów w Nike Free Flyknit. Czy bieganie bez skarpetek się sprawdzi? Jak z wytrzymałością  i praniem?

Nike Inc. –  światowy lider technologii sportowych – podczas oficjalnej prezentacji w siedzibie głównej Nike w Beaverton, w stanie Oregon, przedstawił cztery  nowe  technologie biegowe. Nowe produkty zostały zaprojektowane zgodnie z konceptem „Nature Amplified”. U jego podstaw leży idea wykorzystania i rozwijania naturalnego potencjału ludzkiego organizmu, która została wsparta szczegółowymi badaniami naukowymi oraz doświadczeniami profesjonalnych sportowców.
Podczas premiery zaprezentowano dwa nowe modele butów biegowych – Nike Free Flyknit oraz Nike Free Hyperfeel – a także dwie innowacyjne technologie Aeroloft i Dri-FIT Knit, które znajdą zastosowanie w odzieży sportowej.

Innowacyjność nie powinna być traktowana jako „sztuka dla sztuki”, lecz zamierzone
i świadome działanie, którego celem jest tworzenie nowych, ale przede wszystkim lepszych rozwiązań
i produktów. Bieganie, które jest sercem i duszą Nike, nieustannie inspiruje do opracowywania
i wdrażania rewolucyjnych technologii, stanowiących siłę napędową oraz podstawę przyszłego rozwoju spółki
– powiedział Mark Parker, Prezes i Dyrektor Generalny Nike Inc.

Innowacyjne obuwie             

Nike Free Flyknit to fuzja dwóch najbardziej innowacyjnych technologii, stosowanych w obuwiu biegowym: idealnie dopasowanej, lekkiej i dzianej cholewki Flyknit oraz elastycznej podeszwy Free. Dzięki wykorzystaniu technologii mapowania ciśnienia, które pozwoliło wskazać kluczowe obszary nacisku na stopę podczas biegu, model ten oferuje maksimum korzyści wynikających z naturalnego ruchu. Unikalna, tkana struktura buta gwarantuje z kolei świetną wentylację oraz wrażenie „drugiej skóry”.

freeflyknit

Nike _Free_Flyknit

Nike Free Hyperfeel to but zaprojektowany, aby idealnie odwzorowywać ruch stopy. Wkładka z poprzecznymi nacięciami sprawia, że stopa ma bezpośredni kontakt z systemem amortyzacji Lunarlon, a ultra-cienka, kratkowana podeszwa pozwala na pełne wykorzystanie zalet naturalnego ruchu.

Nike_Free_Hyperfeel

Technologie odzieżowe

Nike Aeroloft to technologia spełniająca potrzebę zapewnienia właściwej temperatury ciała
w chłodniejszych warunkach. Rozwiązanie to zadebiutowało w lekkim bezrękawniku biegowym Nike Aeroloft 800 Vest, posiadającym ultra-cienką warstwę izolacyjną, która w połączeniu z precyzyjnym systemem wentylacji pozwala na skuteczne odprowadzenie wilgoci.

Nike Dri-FIT Knit to ultra-miękka tkanina zaprojektowana, by umożliwić sportowcom zachowanie optymalnej temperatury ciała w każdym warunkach. Zastosowana w jej produkcji technologia wykorzystuje widoczną gołym okiem strukturę o zróżnicowanej gęstości splotu, zapewniającą optymalny poziom chłodzenia. Otwarta struktura po bokach ubiorów zwiększa wentylację w kluczowych strefach,
a bezszwowa konstrukcja gwarantuje idealne dopasowanie.

Kluczowym założeniem „Nature Amplified” jest projektowanie dla ciała znajdującego się w ruchu
i tworzenie niezwykłych produktów, które intuicyjnie dopasowują się do potrzeb i wymagań ludzkiego organizmu
– powiedział Trevor Edwards, Nike Brand President i dodał – Obuwie i odzież,
którą zaprezentowaliśmy światu to połączenie wytężonej pracy naukowców z Nike Sport Research Lab
z bezcennymi doświadczeniami profesjonalnych sportowców oraz opiniami miłośników biegania.

Więcej informacji o produktach znajduje się na Nike.com.

Chudy Wawrzyniec – zostały trzy tygodnie

Lipiec 21, 2013 17 Komentarzy

Zostały trzy tygodnie do Chudego. Niewiele już mogę poprawić. Teraz muszę myśleć o tym,  aby niczego nie zepsuć. Nadal mam świadomość, że biegam za mało. Cztery treningi tygodniowo i jakieś 50-60 km to jednak nie jest dużo. Ograniczony czas nie pozwala biegać więcej. Mam nadzieję, że jakość tych treningów jest optymalna i nie odetnie mnie na trasie. Po wczorajszym treningu (20 km wybiegania połączone z bieganiem po górce) zdecydowałem, że nastawiam się ostatecznie na trasę 50+ (jakieś 55km). Na prawdziwe ultra przyjdzie czas w przyszłym roku, kiedy będę miał lepszą stabilizację (ciągle za mało ćwiczeń stabilizacyjnych), a przede wszystkim doświadczenie w bieganiu po górach. Nie wiem co musiałoby się stać i jak musiałbym się dobrze czuć, aby na 40 kilometrze skręcić w prawo i wybrać trasę 80+ (85km). Nie jestem na to gotowy. Mój cel na Chudy Wawrzyniec to minimum: dobiec do mety w limicie czasu w dobrym zdrowiu. Plan optymalny to przebiec trasę w sensownym czasie i napierać ile się da. 7-8 godzin będzie chyba dobrym wynikiem. Obawiam się o pogodę. Gdy będzie padać, jak rok temu, to nie będzie wesoło. Mam nadzieję, że teraz będzie znacznie mniej wody i błota na trasie.

1011498_547152242015861_1579175187_n

Przygotowania trwają. Liczę na to, że start w Chudym pomoże mi zrealizować inny cel na 2013. Czyli w końcu przebiec maraton poniżej 4h i to ze sporym zapasem. 3:45 – tyle zakładam. O realnym czasie pomyślę po Półmaratonie Tarczyńskim w połowie września. Aha, czy mówiłem już, że w tym roku maraton biegnę w Poznaniu? Nie – no to mówię 🙂

Taktyka

Trenuje dużo podbiegów. Nie ma opcji żeby to nie przyniosło pozytywnych efektów. Najbardziej jednak obawiam się zbiegów. Wiem, że do tego potrzeba odpowiedniej techniki. Ja jej nie mam. No bo skąd na płaskim terenie mam niby mieć. Nie da się wszystkiego wytrenować na Górce Szczęśliwickiej czy Kopie Cwila.

Kopa Cwila – fot. Wikipedia

Nie biegałem jeszcze o 4 nad ranem, także to będzie dla mnie nowe doświadczenie. Będę biegł w półśnie 🙂 Kluczem do dobrego samopoczucia jest spokojny start. Bez rwania do przodu. Podbiegi lekkie będę pokonywać biegiem. Na tych bardziej stromych będę przechodził do marszu. W drugiej fazie biegu będę korzystał chyba z kijków. Zwłaszcza Wielka Racza i Wielka Rycerzowa. Tak przynajmniej wskazuje profil trasy. Na początku będę napierać do góry opierając ręce na nogach. Taki sposób wspinania się chyba jest dobry. Gdy zabraknie sił użyję kijków. Najgorsze będą paradoksalnie zbiegi. Tam można najwięcej zyskać ale i stracić. Nie mam opanowanej techniki zbiegu. Będę się uczył na trasie. Zakładam, że w drugiej części trasy mięśnie będą na tyle zmęczone, że szybkie zbieganie będzie niemożliwe. Zawsze jednak można przymknąć oczy i lecieć…. 🙂

Sprzęt

Najważniejsze są buty. Pobiegnę w trialowych Brooks Cascadia 8. Pisałem o nich jakiś czas temu. Biegam w nich regularnie. Moje stopy bardzo je lubią. Są wygodnie, dobrze trzymają stopę i co najważniejsze, są na tyle wybieganie, że można je zabrać na górskie zawody. Nadal rozważał zabranie zapasowej pary butów na przepak. Może zabiorę Nike Lunarglide 4 w razie czego,  gdyby coś stało się na trasie z Brooksami. Jeszcze zobaczymy.

Krótkie, czarne leginsy Asics.  Są obcisłe,  przez co minimalizuję ryzyko wystąpienia otarć. Po odpowiednim nasmarowaniu kremem powinno być wszystko ok. W krótkich, luźnych spodenkach na dłuższych dystansach niestety jestem dość poobcierany i nie potrafię rozwiązać tego problemu. Dlatego decyzja o leginsach.

————–
Mateusz w komentarzach napisał o kompresji. Zapomniałem tutaj o tym napisać  🙂  Oczywiście na zawody zabieram skarpety kompresyjne COMPRESSPORT Full Socks,
które są towarzyszem podczas weekendowych wybiegań. Biegam w nich od listopada 2012 i jestem zdania, że kompresja działa, a skarpety przynoszą ulgę i przyśpieszają regenerację. Jakość wykonania tych skarpet jest na bardzo wysokim poziomie. Wiele innych skarpet po pół roku użytkowania posiada widoczne oznaki przetarć, zmechaceń. W Compressportach tego nie ma.

————–

Koszulka to albo czerwona Drużyny Szpiku na krótki rękaw albo moja ulubiona, treningowa niebieska Nike z Praskiej Dychy. Obie maja ze sobą setki kilometrów i są dobrze przetestowane.

Kurtka
Jeszcze nie mam ale mam zamiar zakupić w Decathlonie taką zwykłą biegową wiatrówkę . Coś muszę mieć w razie deszczu, wiatru lub niskiej temperatury. Najważniejsze żeby złożona zabierała mało miejsca w plecaku.

Kijki
Zabiorę ze sobą. Nie zakładam raczej dużo z nich korzystać, ale mogą się przydać. Nigdy nic nie wiadomo. Lepiej mieć kijki, jak szukać na trasie jakiegoś badyla. Mam zamiar jeszcze trochę pobiegać z kijkami, aby bardziej się z nimi zaznajomić. Nie kupowałem ich. Dostałem je od rodziny. Są to (chyba) dość zwykle kijki trekingowe. Składa się je na trzy części i są dość lekkie. Mam porównanie z RaidLight i ANT z napieraj.pl Oczywiście pewnie nie są tak wytrzymałe i wygodne, ale jak na ten jeden raz powinno być ok.

zdjęcie

Plecak
Decathlonowy plecak QUECHUA RT Team 10l wypróbowany na weekendowych wybieganiach. Muszę dobrze zaplanować jego zapakowanie. Wszystko musi być ułożone i maksymalnie wygodne podczas biegu. Plecak w sumie jest świetny. Jedynie co przeszkadza mi to rurka od bukłaka, która dość często się zsuwa i zaczyna latać podczas biegu. Nie mogę jej skrócić i włożyć głębiej do plecaka ponieważ się zagina i nie można pić. Nic nie leci. Muszę jeszcze nad tym popracować. Najgorsze są szybkie zbiegi z plecakiem. Wtedy to rurką już kompletnie lata na wszystkie strony i się wysuwa. Poszukam jakiegoś rozwiązania.

Lampka Petzl TIKKA2, którą mam od dwóch lat. Kupiłem ja z myślą o wieczornym zimowym bieganiu. W mieście zdała egzamin. Zasięg światła to 29 metrów. Czy w beskidzkich ciemnościach będzie ok? Myślę, że nie gdyż strumień światła jest dość krótki, jednak ilość biegaczy na starcie w odpowiedni sposób oświetli drogę. To tylko mniej więcej jedna godzina do czasu kiedy wstanie słońce, więc damy radę. Zanim zawodnicy się rozbiegną to minie kilka kilometrów a wtedy będzie już jasno.

Buff to bardzo fajna i przydatna rzecz. Można zrobić czapkę, opasek lub na przykład chustę. Może się przydać. Nic nie waży a może ochronić głowę lub szyję. Zabieram 🙂

Dodatki: telefon, folia ratunkowa, podręczna apteczka, krem, kasa, mapa
Mapę dostanę od organizatorów. Trzeba mieć przy sobie ponieważ zagrożenie pomylenia trasy lub co gorsza – zagubienia się jest spore. Właściwie to jest jedyna rzecz, której się obawiam w kontekście zawodów. No może jeszcze kontuzja. Tego też się boję. Dlatego będę miał ze sobą telefon oraz podręczną apteczkę (bandaż, plastry). Na ręce obowiązkowo opaska ICEstripe w razie poważniejszego wypadku i utraty świadomości. Folię NRC zabieram głównie z myślą o ogrzaniu się, w razie pogorszenia pogody. Jest możliwość, że w sierpniu w górach będzie tylko kilka stopni.

Zegarek bez pulsometru. Nie ma sensu i potrzeby. Zabieram sprawdzonego Garmin Forerunner 610 bez paska. Mam nadzieje, że bateria wytrzyma cała trasę.
Może uda mi się zorganizować na czas zawodów coś super fajnego – nowego Sunnto Ambit2 🙂 To dopiero byłaby zabawa, zobaczymy….

Odżywianie

I tu jest mały problem. Co prawda testuje na trasie jedzenie, ale nie wiem jak po 5-6 godzinach będzie się zachowywał mój żołądek. Temat odżywiania nadal jest otwarty. W bukłaku będzie oczywiście woda, do tego bidon z izotonikiem i żele. Zabieram do plecaka także banana oraz czekoladę. Na przepaku spróbuje zjeść jakieś kanapki. Pewnie skuszę się na rodzynki inne suszone owoce. Czy to wystarczy?

Nocleg
Na zawody jadę z rodzinką. Spędzimy w górach kilka dni.  Udało nam się znaleźć domek w Ujsołach,  także z mety do domu nie będę miał daleko 🙂 Liczę na wsparcie moich osobistych kibiców na trasie.

Zdjęcia
Biorąc udział w takich zawodach człowiek chciałby mieć pamiątkę w postaci dokumentacji zdjęciowej. Całe szczęście będę miał osobistego fotografa, który będzie mi robił zdjęcia 🙂

mateuszekaparatOsobisty fotograf 😉

Co o tym wszystkim myślicie. Jakieś rady dla debiutanta? Czy zapomniałem o czymś ważnym?

Garmin Forerunner 10 – test

Lipiec 14, 2013 13 Komentarzy

Ciężko było mi się zabrać do tej recenzji. Miałem przyjemność testować prawie wszystkie zegarki z aktualnej oferty Garmina. Niestety zacząłem od przysłowiowego Mercedesa a kończę teoretycznie na maluchu. Oczywiście maluch nie jest zły, gdyż spełnia swoją funkcję. Ponieważ jaka jest funkcjonalność auta? Przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Zarówno Mercedes i maluch spełniają taką funkcję. Jednak są drobne różnice…

Pisałem o 910XT, o rewelacyjnym (moim ulubionym) 610 oraz o 210. Dziś recenzja Garmin Forerunner 10. Recenzja prostego zegarka biegowego wyposażonego w funkcję GPS. Takiego malucha wśród zegarków Garmina, ze względu na cenę oraz dostępne funkcję. Pamiętajmy jednak, że nie każdy potrzebuje wypasionego zegarka z mnogością funkcji, których 70% i tak nie wykorzysta. Długo się zastanawiałem co o nim napisać. Podstawowe pytanie to dla kogo jest ten zegarek. Gdy poznamy odpowiedź, będziemy w stanie odpowiednio sklasyfikować ten produkt.

Co znajdziemy w pudełku:

– zegarek Forerunner 10
– zaczep do ładowania/zapisu danych
– skrócony podręcznik użytkownika

Nie ma paska pomiaru tętna. Ten zegarek nie ma takiej funkcjonalności. Kupując Forerunner 10 będziemy mieli dostępne takie funkcję jak:

– pomiar czasu
– pomiar dystansu w oparciu o gps
– licznik kalorii
– pomiar tempa
– Virtual Pacer
– pomiar tempa lub prędkość okrążenia

To wszystko. Więcej funkcji nie ma. No bo i po co. Dostępność podstawowych parametrów biegu takich jak czas i tempo jasno określa grupę docelową tego produktu.
Jest to prosty zegarek biegowy dla osób rekreacyjnie uprawiających bieganie. Dla takich, którzy może nie do końca myślą o biciu rekordów i o zaawansowanych i skomplikowanych treningach.

Jest niedzielny poranek. Wstajesz z łóżka, ubierasz się.  Zakładasz zegarek i idziesz na poranny jogging do parku. Dzięki Forerujuner 10 wiesz jaki dystans udało Ci się przebiec w trakcie porannego biegania po parku. Dzięki Garmin Connect możesz się podzielić ze znajomymi swoim treningiem. Masz możliwość sprawdzenia i analizy swoich postępów. Dzięki funkcji rekord możesz na bieżąco monitorować swoje postępy i automatycznie je zapisywać.

Wygląd
Zegarek jest niewielki
i lekki. To jest jego zaleta. Większość zegarków biegowych z GPS jest sporych rozmiarów. Tutaj udało się stworzyć bardzo fajny, stylowy sportowy zegarek. Każdy znajdzie coś dla siebie dobierając odpowiednią wersję kolorystyczną. Dostępność wielu wersji tego zegarka trafia idealne w kobiecy gust. Myślę, że właśnie głównie dla kobiet został stworzony ten zegarek biegowy.

Cztery przyciski: podświetlenie tarczy, start-stop, przycisk wyboru oraz menu. Nawigacja po funkcjach jest bardzo prosta. Tak naprawdę jednym przyciskiem uruchamiamy pomiar czasu i po zakończonym treningu kończymy.

Ekran dostarcza nam tylko dwa wiersze ale to jest wystarczające. Mamy info o czasie i przebiegniętym dystansie. W trakcie biegu możemy przełączyć ekran i uzyskać dodatkowe informacje o czasie okrążenia lub aktualnej godzinie.

zdjęcie 1

watchesWersje kolorystyczne Forerunner 10

GPS
Moduł GPS działa prawidłowo. Łapanie sygnału satelity zajmuje trochę więcej czasu, jak w przypadku Forerunner 610 (testowałem mając oba zegarki na ręce) ale i tak jest to tylko chwila. Bardzo duży plus za jakość pomiaru trasy i wytyczoną ścieżkę, którą możemy zobaczyć importując nasze treningi do Garmin Connect. Foreruner bardzo ładnie rysuje przebiegniętą trasę. Dokładność jest na bardzo wysokim poziomie. To jest niewątpliwie zaleta i mocna strona Garmina.

Funkcje
Bieg/chód to bardzo przydatne narzędzie zwłaszcza dla początkujących biegaczy. Jeśli bieganie sprawia tobie jeszcze trudności i przeplatasz je intensywnym marszem, masz możliwość zdefiniowania czasu biegu oraz marszu podczas treningu.

Virtual Parnter Pacer jest przydatną funkcją, kiedy chcemy przebiec określony dystans w czasie szybszym niż poprzednio. Jeśli bierzemy udział w zawodach na określonym dystansie możemy kontrolować nasze tempo. Dzięki Virtual Partner zegarek informuje nas ile mamy zysku/straty do celu jakim jest przebiegnięcie dystansu w określonym czasie.

AutoLap informuje nas o tym, że przebiegliśmy np. kolejny kilometr. Kiedy w trakcie biegania zatrzymamy się, aby uzupełnić płyny lub chcemy porobić ćwiczenia, funkcja AutoPasue zatrzyma czas naszego biegu. Zegarek przestanie liczyć czas. Po zakończonych ćwiczeniach kiedy zaczniemy biec dalej, zegarek ponownie zacznie mierzyć czas i dystans.

Dane z zegarka do komputera zgrywany za pomocą kabla USB. Zegarek bez najmniejszego problemu możemy połączyć z kablem. Nie jest to takie oczywiste ponieważ w Forerunner 210 początkowo miałem kłopoty. Po zaimportowaniu naszych treningów, możemy jest przeanalizować na platformie Garmin Connect.

Podsumowanie
Czy cena około 500 zł to dużo jak na zegarek z funkcją GPS.  Myślę, że nie. Co prawda nie ma pulsometru, ale nie każdy tego potrzebuje. Nie każdy potrzebuje zegarka z tymi wszystkimi funkcjami. Jeśli cenisz sobie wolność, ten zegarek jest dla Ciebie. Nie będziesz niewolnikiem techniki. Liczysz tylko czas i dystans. Nie patrzysz na strefy tętna i inne parametry. Nie interesuje Ciebie czy masz dobrze wyznaczone HRmax i czy biegniesz w odpowiedniej strefie tętna. To jest w tym zegarku fajne. Tylko podstawowe funkcję.
Tak jak maluchem przejedziemy i cały kraj, tak z Forerunner 10 jesteśmy w stanie biegać ku wolności, przyjemności ciała i ducha. Jeśli chcesz biegać bez telefonu (z GPS), czuć się lekko, a jednak masz zamiar kontrolować czas i przebiegnięty dystans, ten zegarek jest dla Ciebie. Moja lepsza, mniej (niż ja) biegająca połowa powiedziała: „Ten zegarek jest dla mnie!” – to jest chyba najlepsza rekomendacja dla tego Garmin Forerunner 10 🙂

Dziękuje firmie Garmin za udostępnienie zegarka na potrzeby powyższej recenzji.

Buty do biegania z Lidla – Crivit Sports – recenzja

Lipiec 10, 2013 12 Komentarzy

Po powrocie z urlopu czekała na mnie w domu paczka z Lidla, w której znalazłem dwie pary butów do biegania. Buty męskie oraz buty damskie dla mojej lepszej połowy. Poniżej przeczytacie krótką recenzję tych butów. Recenzję moją, jako bardziej doświadczonego biegacza oraz mojej małżonki, jako osoby nadal z niewielkim doświadczeniem biegowym.
Od jutra (11 lipca) buty będą dostępne w sieci sklepów LIDL w całej Polsce. Uważam, że za długo na półkach nie będą leżały. Jest to okazja.

67821_682567908423651_772935891_n

Moim zdaniem – buty męskie
Warto zainteresować się tymi butami ze względu na ich cenę. Kwota 65 zł za parę butów to nie jest dużo. Za podobną cenę można zakupić najprostsze buty do biegania w sieci Decathlon. Jednak moim zdaniem buty z Lidla wypadają znacznie lepiej. Moje początki biegania to były właśnie Ekideny z Decathlonu za 59 zł. Moją małżonka także zaczynała w takich butach. Kiedy nie wiemy czy bieganie nam się spodoba, nie warto inwestować zbyt wiele w nowe buty. Takie rozwiązanie jak buty z Lidla dla początkujących biegaczy wydają się być prawie idealne. Kup, pobiegaj parę miesięcy. Jak ci się spodoba, wtedy zainwestuj kilkaset złotych w porządne, markowe buty do biegania.

W Crivitach przebiegłem raptem dwa treningi. Ale to wystarczy, aby mieć opinię na temat tych butów. But ma znacznie lepszą amortyzację niż Ekiden. Zastosowana pianka Eva powinna wytrzymać wiele kilometrów. But jest stosunkowo sztywny. Pytanie czy po większej ilości treningów bardziej się „wybiega”. Myślę, że tak. Przy obecnych upałach problemem jest wentylacja. Niestety w bucie jest gorąco. Stopa nie oddycha w odpowiedni sposób i się poci. Dawno tego nie czułem 🙂 Dłuższy bieg może nie być przyjemny dla naszej skóry. Buty są stosunkowo lekkie co jest ich plusem. Szybkie odcinki można spokojnie w nich biegać.

Na bardziej obszerną recenzję zapraszam za kilka miesięcy. Może wtedy będę po większej ilości treningów i będę mógł napisać o nich więcej. Choć raczej nie będę ich zbyt często używał. To są buty dobre na deszcz i błoto. W sensie, że nie będzie mi szkoda ich zniszczyć 🙂 Tak czy inaczej za tą cenę warto mieć taką zapasową parę butów. Osobiście polecam zwłaszcza dla początkujących nie będących pewnym systematyczności biegania lub jako parę butów zapasowych. Jeśli kupisz już te buty i nie będziesz z nich zadowolony, to pomyśl ile kosztowały. Jak wiele można oczekiwać za taką cenę?

Jej zdaniem – buty damskie
Muszę przyznać, że bieganie w butach z Lidla było dla mnie całkiem miłym doświadczeniem. Lidlowskie buty do biegania, mają wszystko co jest potrzebne początkującemu biegaczowi. I to należy podkreślić. Ale zacznijmy od początku. W tej klasie cenowej mamy do wyboru chociażby buty standardowe – że tak je nazwę – do biegania o nazwie KALENJI z serii Ekiden marki Decathlon, które również na początku mojej przygody z bieganiem miałam przyjemność używać. W międzyczasie, o zgrozo, biegałam aż dwa sezony również w butach tej marki, z tym, że była to już seria ELIOFEET – buty te również plasują się na podobnej półce cenowej. I głównie do nich będę porównywać lidliwskie buty do biegania. Zatem już w tym miejscu wypada napisać, że oceniam je wyżej niż standardowe buty do biegana Decathona. Dlaczego? Buty Ekiden, mimo iż reklamowane jako buty do biegania, nie różnią się zbytnio od przeciętnych „adidasów”, a buty KALENJI ELIOFEET to już w ogóle pomyłka, którym bliżej do chodaków niż butów biegowych, ale o tym może kiedy indziej ; -) Co natomiast na plus dla butów z Lidia? Przede wszystkim, są to buty, które bardzo dobrze trzymają stopę, but stabilnie i jednocześnie miękko opina stopę, nie powodując przy tym jakiegoś dyskomfortu, i tu także jak dla mnie spory plus w porównaniu z butami Decathlona; stopa jest na tyle stabilna, iż nie martwiłam się zbytnio o ewentualne potknięcia, a co za tym idzie – kontuzje. Amortyzacja naprawdę jest odczuwalna, piszę „naprawdę” bowiem trudno o takowej mówić porównując do Decathlonowych chodaków. W lidlowskich butach biegało mi się przyjemnie, przede wszystkim ze sporym komfortem dla stopy, jednak nie na tyle dużym, abym mogła napisać, że nie czułam ich na nogach.

Reasumując: buty do biegania z Lidla z pewnością zadowolą początkujących biegaczy, dla zaawansowanych amatorów mogą się już nie sprawdzić. Dla mnie – czyli weekendowego biegacza na krótkie dystanse – są to buty w zupełności wystarczające i spełniające moje oczekiwania. Mając na uwadze moje doświadczenia z butami ogólnodostępnymi w sklepach sieciowych, Lidlowskie buty wydają się być jednak lepsze pod względem amortyzacji, stabilności, komfortu dla stopy i poleciłabym je początkującemu biegaczowi chcącemu rozpocząć swoją przygodę z bieganiem, a także ludziom szukających butów do ćwiczeń tj. aerobik itd. Jedyne zastrzeżenia mam do jakości wykonania, choć zbyt krótko je testowałam, aby wydać pełną opinię, niemniej, na pierwszy rzut oka jakość wykonania – w szczególności przeszycia i materiał – sprawiają wrażenie dość nietrwałych. Jednak dla porównania napiszę, że nie różnią się zbytnio jakością wykonania od butów sieciowych z niższej półki (Decathlonowe chodaki przetrwały dwa sezony i z pewnością jeszcze z nich skorzystam), więc jak za tę cenę, czemu nie! Warto wypróbować i pobiegać 🙂

Bieganie to sport modny i urzekający w swojej prostocie. Aby go uprawiać, poza motywacją, niezbędne jest odpowiednie obuwie. Od czwartku, 11 lipca, w sklepach sieci Lidl pojawi się kolejna odsłona oferty biegowej. Zapraszamy wszystkich stawiających pierwsze biegowe kroki po buty do biegania!

Bieganie to wyjątkowy sport – wie to każdy, kto choć raz spróbował. Zgrabna sylwetka, kontakt z naturą i dobra kondycja to jedne z wielu zalet biegania. Lato w sposób szczególny sprzyja osobom, które zaczynają swoją biegową przygodę, do czego Lidl gorąco zachęca!

Lista rzeczy niezbędnych do biegania jest krótka. Poza chęciami liczy się też odpowiednie obuwie. Dostępne w modnych tego lata kolorach buty do biegania marki Crivit Sports z pewnością sprostają oczekiwaniom początkujących biegaczy – nie tylko pod względem estetycznym, ale przede wszystkim technicznym.

Biegi 3

Buty Crivit Sports wykonane są z przepuszczającego powietrze meshu, a anatomicznie uformowane wkładki wzbogacone są w system wentylacji Air-Vent. Międzypodeszwa z pylonu łagodzi uderzenia,a stabilizator śródstopia Carbonlite, podeszwa wewnętrzna EVA i zintegrowane elementy amortyzujące dają dodatkowy komfort w trakcie biegu. Odblaskowe elementy zapewnią bezpieczeństwo podczas wieczornych treningów. Dzięki antypoślizgowej podeszwie buty sprawdzą się także w trudniejszych warunkach.

Dobre obuwie biegowe dla początkujących nie musi kosztować fortuny. Buty marki Crivit Sports dostępne będą w różnych, ciekawych wzorach, w rozmiarach damskich 37-40 oraz męskich 41-45, w cenie 65 zł za parę.

Biegi 1

Kategorie:Sprzęt Tagi: , ,