Archiwum

Posts Tagged ‘bieg niepodległości’

XXIV Bieg Niepodległości w Warszawie 2012 – relacja

Listopad 11, 2012 7 komentarzy

Stało się.  Dziś nadszedł ten dzień, o którym myślałem już od jakiegoś czasu. Po 15 startach w zawodach w których poprawiałem swoje wyniki na poszczególnych dystansach przyszedł ten dzień. Dzień bez życiówki. Dziś pobiegłem powyżej 46:00 minut. Zasadniczo to ostatni start na 10 km w tym sezonie. Powinien być szczyt formy. Nie było. Od półtora tygodnia chodzę z przeziębieniem  W tygodniu zrobiłem tylko jeden trening. To za mało aby pobiec poniżej 46 minut.

Medale

Dużym sukcesem jest sam udział w zawodach. Pakiety startowe rozeszły się po dwóch dniach. 8 500 zawodników to jest coś. To kolejny przykład, że bieganie w Polsce jest coraz bardziej popularne. Ludzi którzy nigdy nie biegali, zaczynają się ruszać. To fajne 🙂

Dzisiejszy bieg jest szczególny. Jest Biegiem Niepodległości. My świętowaliśmy biegnąc. Inni, jak się potem okazało, jednak świętowali w marszach  nie do końca pokojowych – tak jak w zeszłym roku.

Przed startem ustawiłem się w okolicach tabliczki 45:00. Miałem nadzieje, że szczyt formy jest na tyle mocny, że dam sobie radę z choroba. Bartek zrobił życiówkę bez treningów, to dlaczego ja nie mam. Ustawiłem testowany przy okazji, dzięki uprzejmości Decathlon, zegarek W KALENJI 500 SD na „wyścig”, definiując dystans 10 km i czas 46:00. Od tego momentu „duszek” miał mi pokazywać czy jest dobrze czy źle.
Po odśpiewaniu hymnu o godzinie 11.11,  8,5 tysiąca biegaczy wystartowało. Czerwone koszulki po lewej, białe po prawej. Tak powstała flaga narodowa.

fot. http://www.maratonczyk.pl

Do 3 km szło/biegło całkiem dobrze. W okolicach 4:30 co dawało nadzieje. Niestety siły szybko się skończyły. Po 3 km zobaczyłem, że Kalenji jest źle skalibrowany ponieważ pokazywał dystans z błędem rzędu około 150 metrów. To już sporo. Jakiś kilometr przed nawrotem (który jest na piątym km) po przeciwnej stronie ulicy zobaczyłem samotnie biegającego Mariusza Giżyńskiego – który jak się potem okazało oczywiście zwyciężył. Zobaczyłem go mniej więcej w tym samym miejscu co rok temu. Krzyknąłem: „dawaj Mariusz dawaj !!!!”, Nie wiem czy słyszał, ale wiem, że w zeszłym roku pisał, że takie okrzyki były dla niego bardzo pomocne i miłe 🙂
Fajnie, że tacy zawodnicy biorą udział w zawodach takich jak ten bieg. Przed startem widziałem także nasza maratonkę Iwonę Lewandowską – co prawda była w cywilu (nie biegła dziś a i nie była w mundurze wojskowym). Iwona w ostatnim maratonie z czasem 2:28:32 udowodniła PKOl, że miejsce na igrzyskach olimpijskich w Londynie jej się należało.

Do 8 km biegłem spokojnie. Zakładałem, że jeśli będą siły to pod koniec przyspieszę  Udało się delikatnie. Zegarek pokazywał, że jestem przed „duszkiem” – oczywiście była to bzdura. Co ciekawe na jakieś pól kilometra przed metą zegarek oznajmił, że przebiegiem 10 km i że jestem „win”. Od tego momentu przestał pokazywać czas. Nie dało się (albo ja nie umiałem) zobaczyć dalej odmierzanego czasu. I tak wbiegałem na metę z nieznanym mi czasem 🙂

Jak się potem okazało było to 00:47:17. Tak wyszło. Odebrałem bardzo ładny medal. Na zdjęciu wygląda pięknie. W rzeczywistości delikatnie gorzej. Organizator miał świetny pomysł na medal. Wykonanie lekko nie wyszło. Ale i tak jest to jeden w ładniejszych medali w mojej kolekcji.

Mój medal 🙂

Napiłem się niebieskiego powera i udałem się w stronę zaparkowanego auta. Szybko, aby zdarzyć przed marszami „pokojowymi”…

Co teraz? Teraz odpoczynek. Cały czas jeszcze rozmyślałem nad toruńskim półmaratonem Mikołajów w grudniu. Decyzje chyba podejmę w ostatniej chwili.

Za kilka dni napisze recenzje miCoach’a. Z nim się szykowałem do tych zawodów. Trudno mi ocenić jakość przygotowania, ponieważ odpuściłem wiele treningów ze swojej, chorobowej winy. Ale i tak aplikacje ocenami pozytywnie. Chodź z drugiej strony podbiegając na wiadukt pod Alejami Jerozolimskimi pomyślałem, jakie cholernie ważne były wtorkowe podbiegi trenowane na Górce Szczęśliwickiej wg planu Wojtka Staszewskiego.

No nic, teraz czas na podsumowanie sezonu….

Pozdrowienia dla wszystkich biegaczy. Dla tych którzy zrobili życiówki i dla tych, którzy tak jak ja, jej nie zrobili 🙂

XXIII Bieg Niepodległości 2011 Warszawa relacja

Listopad 11, 2011 3 komentarze

image

Tak. Pierwszy sezon zakończony.

Bieg Niepodległości za nami. Jestem dumny z tego, że uczestniczyłem w tym wydarzeniu. Ponad 7 500 zawodników. Rekord. Patrząc na dzisiejsze wydarzenia w stolicy…cóż.. jedni potrafią świetować i się bawić, inni wolą świętować inaczej wszczynając rozruby i polityczne burdy. Może dla nich także jest to zabawa. Nie wiem. Ja się cieszę, że uczcilem ten Dzień w ten sposób. Biegnąc 10 km w centrum stolicy.

Same zawody dość dziwne w moim wykonaniu.  Po pierwsze na starcie ustawiłem się za zającem na 45 minut.  Po zeszłotygodniowej 10 na Pradze czułem połera 🙂

Teraz wiem, że źle się ostawiłem. Wiele ludzi nic sobie nie robi ze stref czasowych. Byle do przodu. Tak więc od głośnego „start”, linie startu minąłem po prawie 2 minutach. 7 500 biegaczy robi swoje.

Pierwsze dwa kilometry to przedzieranie się do przodu. Tempo poniżej 5 minut. Od 3 km było znacznie lepiej, goniąc zająca ustaliłem najlepszy czas jednego km – endomondo pokazał 3:49 – gps dzisiaj coś szwankował, ale o tym później.

Kolejne kilometry przebiegały w miarę spokojnie. Niezbyt duże zmęczenie. Na wysokości 4 km, czołówka była po nawrocie. Widziałem Mariusza Giżyńskiego na czele. Był gdzieś na 6 km. Miałem przyjemność poznać Mariusza podczas odbioru pakietu przed Praska Dycha. Bardzo miły człowiek. Serdeczne pozdrowienia.

Jak już pozdrawiam, to oczywiście gorące pozdrowienia dla chłopaków z Drużyny.  Miło było spotkać się na trasie.

Na 8 km odczułem zmęczenie. Chyba to był 8 km. Nie wiedząc dlaczego gps twierdził, że już jestem na mecie 🙂 Ja dopiero po chwili dostrzegłem słup – 9km. Przyspieszyłem.  Sił było mało, ale jako, że to ostatni start postanowiłem iść na „pół wyrzygu” 🙂 czyli na pół maksa 🙂 – na maksa będę szedł w przyszłym roku.

Miejsce na mecie 1736,  czas: 00:50:05 netto: 00:48:08 w kategorii wiekowej M20 – 457
2 minuty różnicy brutto-netto !
Tak więc niby gorzej niż tydzień temu, ale i tak dobrze.

Idę oglądać mecz Polska – Włochy.
POLSKA , BIAŁO CZERWONI….

Jak się pojawia zdjęcia będzie aktualizacja wpisu.