Archiwum

Posts Tagged ‘recenzja’

Garmin Forerunner 10 – test

Lipiec 14, 2013 13 Komentarzy

Ciężko było mi się zabrać do tej recenzji. Miałem przyjemność testować prawie wszystkie zegarki z aktualnej oferty Garmina. Niestety zacząłem od przysłowiowego Mercedesa a kończę teoretycznie na maluchu. Oczywiście maluch nie jest zły, gdyż spełnia swoją funkcję. Ponieważ jaka jest funkcjonalność auta? Przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Zarówno Mercedes i maluch spełniają taką funkcję. Jednak są drobne różnice…

Pisałem o 910XT, o rewelacyjnym (moim ulubionym) 610 oraz o 210. Dziś recenzja Garmin Forerunner 10. Recenzja prostego zegarka biegowego wyposażonego w funkcję GPS. Takiego malucha wśród zegarków Garmina, ze względu na cenę oraz dostępne funkcję. Pamiętajmy jednak, że nie każdy potrzebuje wypasionego zegarka z mnogością funkcji, których 70% i tak nie wykorzysta. Długo się zastanawiałem co o nim napisać. Podstawowe pytanie to dla kogo jest ten zegarek. Gdy poznamy odpowiedź, będziemy w stanie odpowiednio sklasyfikować ten produkt.

Co znajdziemy w pudełku:

– zegarek Forerunner 10
– zaczep do ładowania/zapisu danych
– skrócony podręcznik użytkownika

Nie ma paska pomiaru tętna. Ten zegarek nie ma takiej funkcjonalności. Kupując Forerunner 10 będziemy mieli dostępne takie funkcję jak:

– pomiar czasu
– pomiar dystansu w oparciu o gps
– licznik kalorii
– pomiar tempa
– Virtual Pacer
– pomiar tempa lub prędkość okrążenia

To wszystko. Więcej funkcji nie ma. No bo i po co. Dostępność podstawowych parametrów biegu takich jak czas i tempo jasno określa grupę docelową tego produktu.
Jest to prosty zegarek biegowy dla osób rekreacyjnie uprawiających bieganie. Dla takich, którzy może nie do końca myślą o biciu rekordów i o zaawansowanych i skomplikowanych treningach.

Jest niedzielny poranek. Wstajesz z łóżka, ubierasz się.  Zakładasz zegarek i idziesz na poranny jogging do parku. Dzięki Forerujuner 10 wiesz jaki dystans udało Ci się przebiec w trakcie porannego biegania po parku. Dzięki Garmin Connect możesz się podzielić ze znajomymi swoim treningiem. Masz możliwość sprawdzenia i analizy swoich postępów. Dzięki funkcji rekord możesz na bieżąco monitorować swoje postępy i automatycznie je zapisywać.

Wygląd
Zegarek jest niewielki
i lekki. To jest jego zaleta. Większość zegarków biegowych z GPS jest sporych rozmiarów. Tutaj udało się stworzyć bardzo fajny, stylowy sportowy zegarek. Każdy znajdzie coś dla siebie dobierając odpowiednią wersję kolorystyczną. Dostępność wielu wersji tego zegarka trafia idealne w kobiecy gust. Myślę, że właśnie głównie dla kobiet został stworzony ten zegarek biegowy.

Cztery przyciski: podświetlenie tarczy, start-stop, przycisk wyboru oraz menu. Nawigacja po funkcjach jest bardzo prosta. Tak naprawdę jednym przyciskiem uruchamiamy pomiar czasu i po zakończonym treningu kończymy.

Ekran dostarcza nam tylko dwa wiersze ale to jest wystarczające. Mamy info o czasie i przebiegniętym dystansie. W trakcie biegu możemy przełączyć ekran i uzyskać dodatkowe informacje o czasie okrążenia lub aktualnej godzinie.

zdjęcie 1

watchesWersje kolorystyczne Forerunner 10

GPS
Moduł GPS działa prawidłowo. Łapanie sygnału satelity zajmuje trochę więcej czasu, jak w przypadku Forerunner 610 (testowałem mając oba zegarki na ręce) ale i tak jest to tylko chwila. Bardzo duży plus za jakość pomiaru trasy i wytyczoną ścieżkę, którą możemy zobaczyć importując nasze treningi do Garmin Connect. Foreruner bardzo ładnie rysuje przebiegniętą trasę. Dokładność jest na bardzo wysokim poziomie. To jest niewątpliwie zaleta i mocna strona Garmina.

Funkcje
Bieg/chód to bardzo przydatne narzędzie zwłaszcza dla początkujących biegaczy. Jeśli bieganie sprawia tobie jeszcze trudności i przeplatasz je intensywnym marszem, masz możliwość zdefiniowania czasu biegu oraz marszu podczas treningu.

Virtual Parnter Pacer jest przydatną funkcją, kiedy chcemy przebiec określony dystans w czasie szybszym niż poprzednio. Jeśli bierzemy udział w zawodach na określonym dystansie możemy kontrolować nasze tempo. Dzięki Virtual Partner zegarek informuje nas ile mamy zysku/straty do celu jakim jest przebiegnięcie dystansu w określonym czasie.

AutoLap informuje nas o tym, że przebiegliśmy np. kolejny kilometr. Kiedy w trakcie biegania zatrzymamy się, aby uzupełnić płyny lub chcemy porobić ćwiczenia, funkcja AutoPasue zatrzyma czas naszego biegu. Zegarek przestanie liczyć czas. Po zakończonych ćwiczeniach kiedy zaczniemy biec dalej, zegarek ponownie zacznie mierzyć czas i dystans.

Dane z zegarka do komputera zgrywany za pomocą kabla USB. Zegarek bez najmniejszego problemu możemy połączyć z kablem. Nie jest to takie oczywiste ponieważ w Forerunner 210 początkowo miałem kłopoty. Po zaimportowaniu naszych treningów, możemy jest przeanalizować na platformie Garmin Connect.

Podsumowanie
Czy cena około 500 zł to dużo jak na zegarek z funkcją GPS.  Myślę, że nie. Co prawda nie ma pulsometru, ale nie każdy tego potrzebuje. Nie każdy potrzebuje zegarka z tymi wszystkimi funkcjami. Jeśli cenisz sobie wolność, ten zegarek jest dla Ciebie. Nie będziesz niewolnikiem techniki. Liczysz tylko czas i dystans. Nie patrzysz na strefy tętna i inne parametry. Nie interesuje Ciebie czy masz dobrze wyznaczone HRmax i czy biegniesz w odpowiedniej strefie tętna. To jest w tym zegarku fajne. Tylko podstawowe funkcję.
Tak jak maluchem przejedziemy i cały kraj, tak z Forerunner 10 jesteśmy w stanie biegać ku wolności, przyjemności ciała i ducha. Jeśli chcesz biegać bez telefonu (z GPS), czuć się lekko, a jednak masz zamiar kontrolować czas i przebiegnięty dystans, ten zegarek jest dla Ciebie. Moja lepsza, mniej (niż ja) biegająca połowa powiedziała: „Ten zegarek jest dla mnie!” – to jest chyba najlepsza rekomendacja dla tego Garmin Forerunner 10 🙂

Dziękuje firmie Garmin za udostępnienie zegarka na potrzeby powyższej recenzji.

Reklamy

Nike Flyknit Lunar1+ – recenzja – but doskonały (?)

Czerwiec 2, 2013 3 Komentarze

Kilka dni temu przeczytaliście na blogu recenzję fenomenalnych Cascadii 8. Teraz, zgodnie z zapowiedzą przyszedł czas na recenzję kolejnej pary moich ulubionych butów. Gdzieś na początku lutego doznałem olśnienia. Wtedy to do drzwi zapukał kurier z paczką od Nike. W środku znalazłem parę butów, która początkowo zadziwiła mnie swoim wyglądem. Otóż ja, trzydziestoletni facet, mąż i ojciec dwójki dzieci, dostałem do biegania buty koloru….. różowego. Ta para butów to – Nike Flyknit Lunar1+. Pierwsze wrażenia opisałem po kilku tygodniach tutaj. Teraz przyszedł czas na moją ocenę. Uważny czytelnik bloga już wie jakim określeniem nazywam nowe Najki – fantastyczne.

zdjęcie

Pierwsze wrażenie

Kolor. To jest słowo klucz dla tej serii od Nike. Każda odmiana kolorystyczna (a wersji jest naprawdę sporo) ma jaskrawe akcenty przez co siłą rzeczy but rzuca się w oczy i widać, że biegniemy w butach firmy Nike. 

Po założeniu na nogę od razu można odczuć bardzo dobre dopasowanie. Bez przesady można powiedzieć, że po kilku kilometrach biegu zapominasz o tym, że masz na nogach buty. Biegniesz w skarpetkach. Komfort stopy jest bardzo duży. But przez swoją budowę jest lekki i przez to szybki. Bardzo fajnie się w nich biega krótkie odcinki, jak i długie zawody.

Nowy model to kontynuacja butów Nike Flynkit Racer i Trainer. Pierwszych butów wykonanych w technologi bezszwowej cholewki. W tym roku Nike wypuścił wersję tańszą, opartą o podeszwę znaną z Lunarglidów – Lunaron. Tak powstał Flyknit Lunar1+.

Plan testowania

Z racji, że jest to but startowo-treningowy założyłem, że będę w nich biegał głównie szybkie treningi oraz uliczne zawody. I tak od lutego biegam w nich interwały oraz niektóre długie wybiegania na zmianę z Cascadiami. Ze względu na mało łaskawą zimę większą część wiosny buty spędziły w ciepłej szafeczce. Jednak jak się tylko zrobiło ciepło i w miarę sucho…. Ogień! 🙂  Zawodów ulicznych wiele nie było, ponieważ w tym okresie pobiegłem tylko Półmaraton Warszawski i Bieg Konstytucji 3 Maja. Jednak to wystarczyło, żeby zobaczyć jak się sprawują w trakcie zawodów. Buty latają aż miło 🙂

Opis producenta

W tym sezonie biegowym na rynku pojawiły się dwie rewolucje i innowację. Jedna to bardzo mocno promowany „styropian” od Adidasa a druga, bliższa moim stopom, to technologia Flyknit od Nike (formalnie premiera miała miejsce w 2012 ale u nas na rynku pojawiły się w sumie dopiero w tym roku). A co to Flyknit? To jest w pełni bezszwową cholewką. Dodatkowo miękką i sprężystą amortyzacją Lunarlon. Inspiracją do powstania technologii był materiał używany przy budowie foteli pilotów promów kosmicznych, bardzo sprężysty i odporny na wstrząsy.

Cholewka:

Specjalnie dziana, pozbawiona szwów cholewka odwzorowuje strefy wsparcia i budowę stopy, redukując wagę buta oraz zmniejszając ryzyko występowania otarć i podrażnień naskórka. W tym modelu nie mogło również zabraknąć technologii Flywire. Wyjątkowo lekkie, a przy tym wytrzymałe „nitki” powodują, że but dopasowuje się do stopy zapewniając jednocześnie wysoką oddychalność i komfort użytkowania.

Podeszwa:

Technologia amortyzacji Lunarlon to miękka i wytrzymała pianka wbudowana w sztywniejszą piankę nośną, łącząca lekkość i miękkość amortyzacji z wysoką sprężystością i silnym wsparciem stopy. Bieżnik w najbardziej narażonych na ścieranie podeszwy punktach wykonany został z trwałej gumy węglowej, która zapewnia maksymalną ochronę i przyczepność, jak również zwiększa żywotność całej konstrukcji. W pozostałych miejscach podeszwę zewnętrzną tworzy lekka i sprężysta guma Duralon.

Raport z terenu

Idealne dopasowanie stopy. Buty są cholernie wygodne. Po kilku kilometrach nie myślisz o nogach tylko delektujesz się biegiem. Zwłaszcza szybkim biegiem. Ciężko w nich biec wolno, gdyż ich lekkość wymusza szybsze przebieranie nogami. But przez swoją budowę jest bardzo przewiewny i doskonale nadaje się do biegania w cieplejsze dni. Niestety spotkanie z kałużą lub wodą nie kończy się zbyt dobrze. Jednak jeśli uważamy to możemy biec nawet po śniegu. Biegłem we Flyknitach podczas wiosennego Półmaratonu Warszawskiego, gdzie temperatura oraz warunki były mocno zimowe.

Spotkałem się z opinią, że spokojnie w tych butach można biegać bez skarpetek. Niestety nie w moim przypadku. Pierwszy taki kilkukilometrowy eksperyment zakończył się zdartą skórą w okolicach dolnego fragmentu ścięgna achillesa. Na początku jednak było fajnie, niestety potem coś mocno obcierało.

W butach z powodzeniem wystartowałem w Półmaratonie Warszawskim. Wtedy miałem przebiegnięte  w nich raptem kilkanaście kilometrów. Półmaraton był pierwszym poważnym testem i biegiem na dłuższym dystansie. Biegło się świetnie. Bardzo wygodnie  i szybko. Buty spisały się na medal. Gdzieś tam nawet zadziałały na psychikę ponieważ mając świadomość, że w nich biegnę czułem się bardzo dobrze 🙂 Na mecie może to Adidas jest „all” wszędzie, ale to Marcin jest „in” Nike 🙂
Kolejnymi szybkimi zawodami był Bieg Konstytucji 3 Maja. Zawody bez historii ze względu na brak życiówki, jednak po raz kolejny biegło się wyśmienicie.

Podsumowanie i ocena

Początkowo obawiałem się wytrzymałości cholewki. Wiele treningów w różnych warunkach póki co nie uszkodziło buta. Co prawda na liczniku nie mają pół tysiąca kilometrów ale myślę, że wytrzymają wiele.

Czy to jest but doskonały? Jest na pewno świetny i fantastyczny. Do doskonałości chyba troszkę brakuje. Jednak jaki but jest doskonały? Jakie są parametry buta doskonałego? Z pewnością Flyknit Lunar1+ jest blisko doskonałości. Ja je uwielbiam. Wszystkie Asicsy i wcześniejsze Lunarglidy leżą głęboko w szafie. Tylko Flyknit i Cascadia 🙂

Polecam wszystkim jako but startowo-treningowy. Taki na szybkie bieganie i szybie zawody. Z tymi butami Twoje dotychczasowe rekordy mogą być zagrożone 🙂

Buty kosztuję około 550 zł i są dostępne w większości profesjonalnych sklepów biegowych.
Co mnie teraz zaskoczy?

Dziękuję firmie Nike za udostępnienie butów na potrzeby powyższej recenzji.

Plecak biegowy RT Team 10L QUECHUA – Chudy Wawrzyniec – cz.2/2 – sprzęt

Maj 31, 2013 8 Komentarzy

Dwa miesiące temu pisałem o przygotowaniach do „Chudego”. W tym odcinku będzie trochę o sprzęcie i akcesoriach jakie zamierzam ze sobą zabrać na zawody. Kompletna check-lista będzie dopiero opracowana i opisania. Na dziś kilka informacji głównie o plecaku do biegania, ale nie tylko.

zdjęcie 4(2)

Quechua RT Team 10l

zdjęcie 2(3)

Plecak do biegania po górach – RT Team 10L QUECHUA z sieci Decathlon.
Biegnąc w górskim ultra maratonie jedną z pozycji obowiązkowych jest plecak do biegania. Plecak, w którym można schować odżywianie, płyny, środki pierwszej pomocy i inne przydatne rzeczy. Plecaka szukałem od kilku tygodni. Czytałem i analizowałem. Wybór plecaków biegowych jest dość spory. Poszukiwałem niewielkiego rozmiarem, lekkiego, 10-cio litrowego plecaka, takiego, który będzie optymalny na zawody. Plecaki do biegów górskich są generalnie drogie. Takie marki jak RaidLight, Inov-8 czy Salomon można kupić za kilka stówek. Zadałem sobie pytanie czy na moim poziomie biegowym i ilości zawodów górskich w jakich startuje (słownie jeden w tym roku) wydawanie takiej kasy ma sens. Z pomocą przyszła mi znana sieciówka ze sprzętem sportowym oraz dwie recenzje znalezione na sieci. Recenzja Marcina jednego i Marcina drugiego (kolejność przypadkowa). I tak w moje ręce trafił niedrogi, ponieważ kosztujący niecałe 150 zł plecak Quechua RT Team 10l.
Plecak ma pojemność 10 litrów i jest w sumie dość lekki – 320g. W zestawie znajduje się oczywiście bukłak, który może zostać zalany wodą lub izotonikiem. Instrukcja obrazkowa zabrania wlewać do środka piwa. Ciekawe dlaczego 🙂

zdjęcie 1(2)Bukłak

zdjęcie 1(3)Ustnik rurki. Dla naszego bezpieczeństwa plecak posiada także gwizdek.

Zaletą plecaka jest kilka łatwo dostępnych kieszeni. Jedna zewnętrzna na suwak, dwie w pasku oraz dwie elastyczne na bidon lub kijki.

zdjęcie 3(2)Kieszeń w pasku

zdjęcie 3(3)Zewnętrzna kieszeń

zdjęcie 2(2)Elastyczna kieszeń na bidon lub kijki

Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Plecak dobrze leży, a możliwości regulacji pozwalają na odpowiednie dopasowanie. Pierwszy mały test jutro podczas dwugodzinnego wybiegania. Bardziej poważny już za tydzień podczas zawodów 3. CROSS MARATON NAD PILICĄ. Te podobno niełatwe zawody będą kolejnym sprawdzianem przed sierpniowym startem. Trasa zawodów poprowadzona została w lasach przylegających do rzeki Pilicy i biegnie 7-kilometrową pętlą. Jestem ciekaw jak tam będzie. Dwie poprzednie edycje były zorganizowane na wysokim poziomie. Mam nadzieje, że w tym roku będzie podobnie.

trasaTrasa zawodów 3. CROSS MARATON NAD PILICĄ

W zawodach oczywiście pobiegnę w Cascadiach, których recenzje mogliście przeczytać kilka dni temu. But idealny na takie zawody. Będzie to kolejny sprawdzian butów w trudnym terenie. Przed „Chudym” trzeba je porządnie zmieszać z błotem 🙂

Kije trekkingowe
Trudny temat. Nadal się zastanawiam czy brać na zawody czy nie. Jeśli brać to musiałbym je mieć najpóźniej na początku lipca, ponieważ z kijami trzeba też nauczyć się biegać. Wybór kijków jest w sumie ograniczony i niewielki. Od typowo biegowych, ultralekkich i wytrzymałych RaidLightów za grubą kasę poprzez bardzo tanie i pewnie badziewne (oraz ciężkie) kijki do wędrówek górskich za kilkadziesiąt złotych. I znowu pytanie. Czy na jedne zawody jest sens wydawać 200 – 300 zł na kijki? Chyba nie…. a może jednak…nie atakuję rekordu świata. Możne znaleziony badyl wystarczy…

Pasek na numer startowy COMPRESSPORT
Wydatek niewielki a rzecz bardzo przydatna. Za pomocą tego paska możemy zamocować numer startowy bez konieczności przekuwania agrafkami naszych koszulek do biegania. Dodatkowo pasek ma dodatkowe kieszonki na żele. Przetestowane już podczas trzech startów. Pasek spełnia swoją funkcję. Nie przeszkadza i jest wygodny.

Co dalej…
Biegać, biegać i jeszcze raz biegać. Mam świadomość, że tygodniowa ilość treningów oraz kilometraż nie zachwyca. Znowu mało. Za tydzień Cross Maraton, który pobiegnę na spokojnie. Za dwa tygodnie już mocniejszy akcent, ponieważ Bieg Ursynowa gdzie mam zamiar poprawić życiówkę na 5 km. Czy uda się złamać 21:50? Czas pokaże. Jest jeszcze trochę czasu aby porobić interwały i nadrobić stracony czas.

Było o fenomenalnych Cascadiach a dosłownie za kilka dni będzie o fantastycznych Nike Flyknit One. Jestem w połowie pisania recenzji. Jeszcze zrobię kilka zdjęć i będę mógł opublikować tekst. Obiecuję 🙂

Dziś Bieg Rzeźnika. O tej porze już chyba większość zawodników jest na mecie. Niektórzy przegrali walkę, inny ją wygrali. Ja do swojej rzeźni mam jeszcze dwa miesiące. Wiem, że będzie bolało. Ale domyślam się także co będę czuć na mecie. Gratuluję wszystkim, którzy w Rzeźniku wystartowali i tym, którzy go ukończyli.

Brooks Cascadia 8 – recenzja – As trialowych ścieżek

Maj 25, 2013 6 Komentarzy

W tej chwili biegam głównie w dwóch parach butów. W fantastycznych Nike Flyknit One oraz fenomenalnych trialowych Brooks Cascadia 8, których recenzję znajdziecie poniżej.

ResizedImage500292-cascadia8

Pierwsze wrażenie

Czy można się zachwycać nad parą butów do biegania? Wiele czasu zabrało mi znalezienie odpowiednich słów jakimi można opisać te buty. Zacznijmy od początku. Jest to moje pierwsze spotkanie z obuwiem marki Brooks. Wiedziałem, że produkty tej firmy mają uznanie w środowisku biegaczy, sam jednak nie byłem do końca pewien czego się spodziewać. Dzięki uprzejmości firmy 4Run w moje ręce trafił najnowszy model Brooks Cascadia 8.  Po otworzenia pudełka i wyciągnięciu butów doznałem szoku. Urzekł mnie ich kolor i wygląd. Piękne czerwono-żółte buty. Mogą się podobać, rzucają się bowiem w oczy i o to chodzi. But jest kolorowy i bardzo fajnie zaprojektowany pod względem wizualnym. W butach się jednak biega a nie na nie patrzy. Pierwszy trening był bardzo ciekawym doznaniem, to co zaraz na początku poczuła moja stopa to bardzo dobre dopasowanie. Wizualnie but nie jest obszerny i szeroki. W porównaniu z Nike czy Asisc jego budowa jest stosunkowo wąska. But jest jednak idealnie dopasowany, a stopa ma sporo komfortu  wewnątrz buta.

 Plan testowania

Buty przyszło mi testować w okresie zimowo-wiosennym. Dość długa zima i spore ilości śniegu obecne jeszcze wczesną wiosną pozwoliły mi solidnie sprawdzić buty w różnych warunkach. Począwszy od świeżego śniegu poprzez deszcz, błoto i chlapę po suchy piasek i temperaturę niemal 30 stopni. Ponieważ mieszkam w centrum dużego miasta siłą rzeczy część treningów odbywała się w terenie miejskim, natomiast do miejsca dla którego but ten jest stworzony, czyli leśnych bezdroży i pagórków, miałem parę kilometrów. Udało mi się pobiec w kilku zawodach przełajowych i sprawdzić buty podczas startu. Moim głównym celem do testów było przebiegnięcie jak największej ilości kilometrów w mieszanym terenie, łącznie z długimi wybieganiami, ponieważ but ten ma przynieść mi sukces podczas sierpniowego Chudego Wawrzyńca – górskiego biegu ultra na dystansie ponad 80 km. Na takie zawody jedzie się tylko ze sprawdzonym sprzętem.

Opis producenta

Firma Brooks stworzyła Cascadię do pokonywania piaszczystych bezdroży. Model ten dedykowany jest do biegów ultra oraz rajdów w trudnym terenie. But posiada wiele rozwiązań takich jak technologia DNA, która w inteligentny sposób pozwala dopasować amortyzację do indywidualnych cech biegacza, czy też system dostosowania się do podłoża PiVot, który zmniejsza niebezpieczeństwo utraty kontaktu z powierzchnią na nierównym terenie. Muszę przyznać, że to naprawdę działa. W tych butach, podczas nawrotów i szybkich ostrych zakrętów, czułem jak but trzyma się nawet na piasku, gdzie w normalnym bucie, noga by wpadła w poślizg i odjechała. Natomiast system HPR dodatkowo zapewnia odporność na ścieranie. Wiele kilometrów pokonanych na drodze asfaltowej to potwierdza – podeszwa jest taka jaka była w momencie wyjęcia z pudełka butów za pierwszym razem.  Jestem pod wrażeniem.

Raport z terenu

Treningi w Brooksach zaczynałem w lutym. Praktycznie środek zimy i pełno śniegu. Buty bardzo dobrze się sprawdziły w takich warunkach. Śmiało można biegać w nich w głębokim śniegu i błocie pośniegowym, kontakt ze śniegiem bowiem nie powodował mokrych skarpetek. Jednak wpadnięcie w sporą kałużę schowaną pod świeżym lodem, siłą rzeczy, psuło trening. Oczywiście na lodzie ciężko zachować równowagę, ale nie ma butów bez kolców, w których można biegać interwały po lodzie.  Najważniejsze dla mnie było bardzo dobre trzymanie podłoża podczas ćwiczenia kilkusetmetrowych podbiegów po śniegu. To ważne, że noga nie uciekała i stopa się nie ślizgała. Zwieńczeniem zimowych testów był Bieg Łosia w Puszczy Kampinoskiej. Zawody odbywały się na początku kwietnia więc wszyscy sądzili, że będzie już ciepło. Nic z tych rzeczy. Puszcza przywitała nas śniegiem. To był trudny sprawdzian dla butów, praktycznie 18 km w głębokim śniegu. Ja jednak czułem stabilność. Dzięki temu z powodzeniem mogłem wyprzedzać innych zawodników, a buty po raz kolejny zdały egzamin i miło mnie zaskoczyły.

W końcu przyszła wiosna, zrobiło się ciepło i można było pobiec w las. Ziemia i Cascadia 8. Idealne połączenie. Do tego skarpety kompresyjne i można hasać po lesie przez kilka godzin. Podczas pokonywania leśnych podbiegów czułem jak but wgryza się w ziemię. W trakcie szybkiego zbiegania z górki czułem tak ważną w tym momencie stabilność stopy i trzymanie podłoża. Ważne jest to, że pomimo wąskiej budowy buty i – jakby to nazwać – mocnego dopasowania masz świadomość dobrego prowadzenia buta. Stopa ma sporo przestrzeni w bucie, przez co można zareagować w momencie kontaktu z kamieniem lub korzeniem.

Letnim testem butów były zawody górskie na 5 km. Sporo ostrych podbiegów i zbiegów. Podłoże to asfalt, kostka brukowa, piasek, trawa i ziemia. I kolejne miłe zaskoczenie. Świetne trzymanie butów na suchym piachu, podczas pokonywania szybkich zakrętów but doskonale trzymał się podłoża. Urzekło mnie to. Rok temu brałem udział w podobnych zawodach, biegnąc w zwykłych butach i pamiętam jak się momentami ślizgałem się i traciłem podłoże. Teraz tego nie było.

Podsumowanie i ocena

W butach przebiegłem łącznie prawie 400 km. Różne warunki pogodowe. Różna nawierzchnia. Na początku tej recenzji zapytałem czy można się zachwycić nad parą butów do biegania. Otóż można. Ja jestem zachwycony tymi butami. Początkowo zachwycił mnie ich wygląd, a potem właściwości biegowe. But doskonale nadaje się do pokonywania bezdroży i trudnego terenu.

Nie napisałem o rzeczy dość istotnej, przynajmniej dla mnie. Każde nowe buty u mnie wiążą się z otarciami i bąblami. Ale nie w Cascadiach. Idealnie dopasowały się do mojej stopy. Zero, nic. Żadnych obtarć ani odcisków.

Mały drobiazg: sznurówki. Są tak zrobione, że ani razu się nie rozwiązały. Inne buty wiele razy rozwiązywały mi się w trakcie treningu. Zwłaszcza gdy były mokre. Z Brooksami nie miałem tego problemu.

Jak pisałem wcześniej buty wizualnie prezentują się bardzo dobrze. Nie ma problemu z ich konserwacją. Czyszczą się łatwo i przyjemnie. Dzięki temu można cieszyć oczy ich ciągle świeżym wyglądem.

Szukałem jakiejś wady w tych butach. Nie znalazłem. Nawet ich cena nie jest wadą. Uważam, że dobry produkt musi mieć swoją cenę. Buty kosztują około 450 zł.

But polecam wszystkim którzy chcą pokonywać leśne i górskie szlaki. Stworzony jest do biegania po bezdrożach. Tak więc jeśli szukasz butów do biegania uważam, że Brooks Cascadia 8 jest trafnym wyborem. Wiem o tym, że poprowadzą mnie do zwycięstwa (ukończenia w sensownym czasie) podczas sierpniowych zawodów ultra.

PUNKTY

KRYTERIA

OCENA

NA

PRZEWIEWNOŚĆ/IZOLACJA

4,5

5

AMORTYZACJA

5

5

PRZYCZEPNOŚĆ

5

5

KOMFORT

5

5

TRWAŁOŚĆ/WYTRZYMAŁOŚĆ

5

5

WAGA

5

5

WYGLĄD/DESIGN

5

5

OCZEKIWANIA

5

5

STOSUNEK CENA-JAKOŚĆ

5

5

RAZEM

44,5

45

Powyższa recenzja została napisana dla 4Run.pl
Buty do kupienia w sklepie sklep.4run.pl

top_logo

Garmin Forerunner 210 – test – video recenzja

Kwiecień 15, 2013 6 Komentarzy

Testowałem już Garmin Forerunner 910xt oraz Forerunner 610.
Teraz przyszedł czas na kolejny model: Garmin Forerunner 210.

Co znajdziemy w pudełku:

– oczywiście zegarek,
– czujnik tętna oraz pasek,
– kabel USB z klipsem pełniący funkcje ładowarki oraz transmisji danych do Garmin Connect,
– instrukcję.

W moje ręce trafiła biało-jasnozielona wersja kolorystyczna. Garmin oferuje kilka wersji kolorystycznych tego modelu. Do wyboru do koloru:)

Z zegarkiem biegam od lutego i zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Gdyby to był mój pierwszy Garmina, może nawet byłbym zachwycony. Niestety wcześniej miałem 610 i moje wymagania co do zegarka treningowego są znaczenie wyższe.

Zegarek posiada podstawowe funkcje takie jak pomiar dystansu w oparciu o GPS, pomiar tętna i oczywiście pomiar czasu 🙂 W zegarku możemy zdefiniować profil zawodnika, określając jego wiek, wagę, wzrost oraz strefy tętna. Fajna i przydatna funkcja to możliwość konfiguracji interwałów. Definiujmy czas lub dystans i ilość powtórzeń. Odpalamy trening i możemy ćwiczyć szybkość.

zdjęcie 1

Zegarek nie jest zbyt energochłonny. Na jednym ładowanie można spokojnie biegać kilkanaście treningów.
Stosunkowo mały ekran jest czytelny, ale ogranicza ilość wyświetlanych danych do minimum. Niestety nie możemy konfigurować poszczególnych ekranów. Tak więc chcąc monitorować tętno i czas danego okrążenia musimy się przełączyć miedzy ekranami. Jest to z pewnością mała wada.

Kolejne minusy to:
– brak wibracji i sygnału (sygnał jednak jest i można go aktywować, lecz biegając w słuchawkach niestety go nie słychać) podczas łapania międzyczasów (co 1 km np.). Trzeba patrzeć na zegarek podczas kończącego się danego kilometra aby zobaczyć jaki dokładnie mieliśmy czas okrążenia. Zwłaszcza podczas zawodów, gdy chcemy kontrolować czas okrążenia jest to niewygodne.

– ładowanie i zgrywanie danych na komputer. Technologia bezprzewodowa ANT+ jest bardzo wygodna. Tutaj należy podłączyć kable. Mocowanie ładowarki do zegarka jest jakby to napisać: słabo rozwiązane. Klips nie jest fajny. Kilka razy miałem problem z dokładnym podłączeniem styków. Parę razy zrywało mi połączenie. Nie lubię.

– łapanie sygnału GPS. Czasami trochę czasu zajmuje lokalizacja satelit. Właściwie to ja chyba trochę źle robiłem. Włączałem zegarek wychodząc z domu. Będąc w windzie zegarek już próbował łapać satelity. Po wyjścia na dwór (pole) szukał i szukał. Nawet kilka minut. Gdy jednak włączyłem zegarek dopiero po wyjściu na dwór (pole), gdy byłem na otwartym terenie łapanie sygnału odbywało się bardzo szybko, w kilkanaście sekund. Nie jest to do końca wada. Trzeba wypróbować w jaki sposób najszybciej nawiązać kontakt z satelitami. Niektórzy przed wyjściem z domu wieszają Garmina na klamce. Ubierają się, wychodzą na trening i sygnał już jest 🙂 Ten sposób dotyczy jednak starszych modeli. Nowe Garminy wyposażone w Hotfix naprawdę szybko pozwalają na lokalizację.
– ergonomia. 210 jest trochę toporna w porównaniu z wyższymi modelami. Jest to prosty zegarek bez fajerwerków.


video recenzja

Czas na plusy

Garmina cechuje bardzo dobra jakość GPS. W 210 działa ten sam czipset co w wyższych modelach. Daje nam to gwarancję dokładnego pomiaru dystansu i odwzorowania dokładniej ścieżki treningu, bez poszarpanego wykresu. Na trasie Półmaratonu Warszawskiego zegarek wskazał 21,350. Także różnicę 250 metrów uważam za bardzo dobry wynik.

Kolejne plusy to:
– zegarek jest prosty i funkcjonalny. Wszystko jest praktycznie pod ręką. Nie ma konieczności konfigurowania, ustawiania.
Po prostu uruchamiamy zegarek, wciskamy start i idziemy biegać. Co więcej potrzeba do szczęścia?

zdjęcie 5

zdjęcie 4

zdjęcie 3

Cena – tanie to nie jest, ale drogie też nie. Cena to niecałe tysiąc złotych. Ale czy dysponując takimi środkami nie lepiej jeszcze zaoszczędzić trochę i kupić już 610?. Moim zdaniem warto. 610 jest rewelacyjna i póki co zdania nie zmienię.

Garmin Forerunner 210 jest idealny dla początkujących biegaczy, którzy nie mają wielkich wymagań. Monitorowanie tętna, dystansu i czasu.
Jeśli biegasz amatorsko lub jesteś początkującym zawodnikiem możesz śmiało brać 210’tke. Spełni Twoje oczekiwania. Można powiedzieć: Będzie Pan zadowolony 🙂  (ale nie tak jak w znanym kawale -> http://youtu.be/Za7W70VVLpg) Poważnie – będziesz zadowolony.

Jeśli jednak masz większe wymagania, myślisz o zaawansowanym treningu, chcesz podczas biegu analizować wiele danych i myślisz o triathlonie to 210 może nie być dla Ciebie. Powtórzę raz jeszcze. Gdybym nie miał wcześniej w rękach 610 to 210 byłbym zachwycony. A tak…bardzo fajny zegarek lecz ja wolę czarną dotykową sześćset dziesiątkę 🙂

Dziękuje firmie Garmin za udostępnienie zegarka na potrzeby powyższej recenzji.

A Wy co sądzicie o tym modelu Garmina? Zapraszam do dyskusji 🙂

Kolejna recenzja już niedługo – będzie to test rewelacyjnych butów Brooks Cascadia 8

Nike Flyknit Lunar1+ – wstęp

Luty 20, 2013 3 Komentarze

Jakieś dwa tygodnie temu przyjechały do mnie nowe Nike Flyknit 1+ w kolorze jak ja to nazywam „męskiego różu” 🙂 Niestety pogoda za oknem jak na razie pozwoliła tylko na trzy treningi w tych bucikach. Przebiegłem w nich niecałe 40 km. Póki co jestem zachwycony. Lunarowa podeszwa sprawdza się bardzo dobrze. Bezszwowa cholewka pasuje do stopy niczym rękawiczka. Nie mogę się doczekać kiedy będzie cieplej i będę mógł pobiegać bez skarpetek. Planuje wystartować w Flyknit’ach  w Półmaratonie Warszawskim. Wtedy przeczytacie i zobaczycie pełną recenzję tych butów. Obiecuję intensywnie je eksploatować. Jestem ciekaw ich wytrzymałości. Czas pokaże 🙂 Na ten moment obok Brooks Cascadia 8 jest to mój drugi but treningowy. W Brooks’ach biegam „górki” oraz w trudnym terenie a w Nike’ach interwały i długie wybiegania. No chyba, że jest tak jak dziś chlapa i mokro – dzisiejszy trening zrobię w shield’ach. Wiosno – przybywaj !!!

521298_608219992525110_1140448030_n

W zeszłym roku Nike zaprezentowało but, który zmienił oblicze profesjonalnego biegania, co doskonale było widać na bieżniach głównych imprez lekkoatletycznych na świecie. Modelem tym był Nike Flyknit.
W tym roku, z myślą o biegaczach będących na różnym poziomie zaawansowania, koncern z Oregonu przygotował nową propozycję: Nike Flyknit Lunar 1+. Ich znakiem rozpoznawczym jest połączenie dzianej, w pełni bezszwowej cholewki wykonanej z podeszwą Lunarlon. Dzięki temu rozwiązaniu każdy będzie miał możliwość poczuć się niczym prawdziwy czempion.
Najmłodsze dziecko ze stajni Flyknit zapewnia perfekcyjne dopasowanie, wsparcie, amortyzację oraz komfort. Ponadto, but wyróżnia się bardzo małą wagą oraz świetną stylistyką, co z pewnością ucieszy każdego biegacza.

Biegacze przygotowujący się do wiosennego sezonu startowego mają dość wyrzeczeń. Potrzebują buta, który idealnie sprawdzi się podczas pokonywania długich dystansów – buta zapewniającego perfekcyjne dopasowanie, wsparcie, amortyzację i niesamowity komfort, połączony z oryginalną sportową stylistyką. Odpowiedzią na to wyzwanie jest nowy, ultralekki Nike Flyknit Lunar1+, który charakteryzuje się wykonaną w technologii Nike Flyknit w pełni bezszwową cholewką oraz miękką, a jednocześnie sprężystą amortyzacją Lunarlon.

Nike_Flyknit_Lunar1plus_m¦Öski

Wiosenna edycja Nike Flyknit Lunar1+ zapewnia wsparcie, elastyczność i przewiewność buta oraz jeszcze lepszą amortyzację. To doskonałe rozwiązanie dla wszystkich biegaczy, bez względu na poziom zaawansowania.

Nike Flyknit Lunar1+ łączy w sobie technologię Flyknit z bardzo miękką, ale zachowującą sprężystość amortyzacją Lunarlon, która zapewnia lekkość i dynamikę. Inspiracją do powstania tej technologii był materiał używany przy budowie foteli pilotów promów kosmicznych, bardzo sprężysty i zarazem odporny na duże przeciążenia.

Nike_Flyknit_Lunar1plus_kolekcja

Nike Flyknit Lunar1+ wyposażono w neutralną platformę, która spełni oczekiwania szerokiej grupy biegaczy poszukujących szybkich, dynamicznych i doskonale amortyzujących butów. Bieżnik
w najbardziej narażonych na ścieranie podeszwy punktach (m.in. na pięcie) wykonany został z trwałej gumy węglowej, która zapewnia maksymalną ochronę i przyczepność, jak również zwiększa żywotność całej konstrukcji. W pozostałych miejscach podeszwę zewnętrzną tworzy lekka i sprężysta guma Duralon, która dodatkowo amortyzuje każdy krok i jest odporna na ścieranie.

But posiada również dynamiczny system dopasowania, w którym specjalnie ze sobą splecione, nylonowe włókna Nike Flywire oplatają stopę, naciągając się i luzując, wtedy gdy jest to potrzebne. System
ten w połączeniu z dzianinową cholewką adaptuje się do ruchu stopy i zapewnia jej pełną swobodę.

Nike_Flyknit_Lunar_1plus

Podobnie jak w przypadku jego poprzedników – modelach Nike Flyknit Racer oraz Nike Flyknit Trainer – przy produkcji cholewki Nike Flyknit Lunar1+ wyeliminowano potrzebę wykorzystywania wycinanych
z większych arkuszy materiału komponentów, znacznie redukując ilość powstających odpadów.

Technologia Nike Flyknit ceniona jest przede wszystkim za swoją innowacyjność, spełniającą wymagania nawet najbardziej zaawansowanych biegaczy, funkcjonalność oraz niebanalną stylistykę uzyskaną dzięki wyjątkowej konstrukcji cholewki.

Materiały: Nike

Garmin Forerunner 910XT – test

Luty 16, 2013 5 Komentarzy

Najlepszy z najlepszych, niewątpliwie największy „kombajn” wśród produktów Garmina. Najwyższy dostępny model spośród akcesoriów dla biegaczy.

Trudno jest mi napisać recenzje zegarka z gps będącego najwyższym modelem w ofercie Garmina, kosztującego prawie 2 tys złoty i nie mieć przekonania, że jest to najlepszy produkt. Może inaczej. Foreunner 910XT jest najlepszy i najbardziej wypasiony. Ale dla mnie, przeciętnego biegacza amatora jest za bardzo wypasiony. Bardziej do gustu przypadł mi nowy model Forerunner 610.

429067_582290998451343_721871386_n

Ale od początku…

Zegarek ma wszystko co do szczęścia potrzeba, a nawet więcej. Ale nie jest on dla każdego. Trzeba mieć naprawdę spore wymagania aby w pełni skorzystać ze wszystkich możliwości i funkcji jakie daje nam 910.

Garmin przede wszystkim daje możliwość trenowania wielu rodzajów sportu. Pływanie, rower, bieganie.
To czyni go idealnym rozwiązaniem dla triatlonisty.

Garmin-910

Podstawowe funkcję Garmina to pomiar czasu (stoper), bardzo dokładny pomiar dystansu i tempa w oparciu o GPS. pomiar wysokości npm i zmiany wysokości oparty o GPS oraz co ważne i dające bardzo dużą dokładność – o wysokościomierz barometryczny – och – chciałbym go mieć ze sobą na Chudym Wawrzyńcu, aby dokładnie zmierzyć na trasie przewyższenia 🙂 Dodatkowy miernik mocy pozwala nam analizować dane przy wykorzystaniu funkcji kolarskich oraz pływackich.

Dość spory rozmiar tarczy daje nam dostęp do wielu parametrów biegu, które możemy indywidualnie zdefiniować. Duży ekran pozwala odczytać szybko wszystkie potrzebne informacje. Ten prostokątny ekran dla niektórych jest zaletą, dla innych wadą. Jest na pewno charakterystyczny dla Garmin’a.

Wcześniej jak wiecie testowałem dotykowy 610. Zachwyt nad tym modelem (pomimo ekranu dotykowego, który początkowo sprawiał mi problemy) trwa na tyle długo, że patrzę na 910 przez pryzmat 610.

610’tka ma wszystko co do szczęścia przeciętnemu biegaczowi potrzeba. Poza funkcja pływania. W 910 ta funkcja jest. Jest jeszcze jedna istotna różnica. Istotna zwłaszcza dla „górali”. 610 brała wysokość z gps a testowania 910 jak pisałem wcześniej ma barometryczny wysokościomierz, dzięki czemu poda dokładne informacje o wysokości podejścia. Mała rzecz a cieszy 🙂 Zegarek posiada dodatkowo czujnik bezwładnościowy, który wykorzystywany jest w trakcie pływania.

Trening

Za pomocą portalu Garminconnect mamy możliwość tworzenia własnych treningów ( np. interwałów), które potem wgrywamy na zegarek. Bardzo przydatna funkcja. Zegarek pełni funkcję trenera i pilnuje tempa, tętna podczas treningu.

Sygnały dźwiękowe lub wibracyjne informują nas o pokonanym kilometrze, lub zakończeniu interwału. Jeśli przekroczymy zdefiniowaną strefę również otrzymamy informacje podczas treningu. W praktyce podczas treningu możemy się skupić tylko na bieganiu. Nie musimy zerkać na ekran zegarka, gdyż ona nas o wszystkim sam poinformuję.

Nawigacja

Niewątpliwie jeden z najbardziej dokładnych urządzeń pomiarowych. Po uruchomieniu zegarka satelity są łapane po maks kilkunastu sekundach. W pochmurny dzień trwa to chwilę dłużej. Przez miesiąc biegania nie miałem sytuacji aby nie złapał satelit. Zmiana tempa jest wykrywana bardzo szybko. Dzięki temu można trenować interwały nawet na krótkich odcinkach i mieć rzeczywiste dane odnośnie tempa. Dokładność pomiaru trasy jest bardzo dobra. Na dystansie 10 km odnotowałem błąd pomiaru niecałych 50 metrów. Jest to bardzo dobry wynik. Zaznaczę tutaj jednak, że jest to tylko sprzęt. Na trasie maratonu błąd pomiaru może być większy. W terenie zabudowanym także mogą się pojawić niedokładności. Trochę śmiać mi się chce, kiedy na zawodach miejskich, gdzie trasa jest atestowana, niektórzy biegacze (zwłaszcza posiadacze Garmina 910 🙂 ) twierdzą, że trasa jest źle zmierzona bo Garmin pokazał inny dystans. Ja rozumiem, że wydatek 2 tyś zł na gadżet biegowy posuwa za sobą myślenie, że jak to taki zegarek może się pomylić. Pamiętajmy: to tylko elektronika uzależniona od sygnału z satelit GPS będących wysoko nad nami. Błąd pomiaru to rzecz normalna 🙂

Podsumowanie

Garmin Forerunner 910XT jest idealny dla triatlonistów. Ja osobiście wole jednak 610. W zasadzie tylko dlatego, że „tri” nie będę. 610 można nosić na co dzień jako zegarek sportowy (wersja czarna). Ma wszystkie funkcję dla biegacza poza wysokościomierzem barometryczny. 910 na co dzień nie możemy nosić (przynajmniej ja bym nie nosił). Zegarek za tyle kasy staje się tylko i wyłącznie zegarkiem sportowym (ale przecież z drugiej strony do tego został stworzony). Człowiek trenujący triatlon będzie zachwycony. To jest sprzęt dla niego ! Zdecydowanie. Jeśli jesteś „tylko” biegaczem 610 może być dla Ciebie wystarczająca.

Jak wypada 910 na tle Timex’a z serii Ironman – pozostawiam bez komentarza 🙂 Generalnie przed Timex’em jeszcze daleka droga… pozdrawiam Garminoholików 🙂

Zegarem miałem możliwość testować dzięki uprzejmości Centrum Biegowemu ERGO, gdzie oczywiście możecie go nabyć, tak jak i inne produkty dla biegaczy.

Promocja

Kupując teraz zegarek w Centrum Biegowym ERGO wpiszcie w uwagach do zamówienia hasło  „biegamblog.pl„, a dostaniecie 5% rabatu na Garmina 910xt!  –  LINK

 

ergologo_www_przezierne