Archiwum

Archive for Czerwiec 2013

KONKURS Wygraj pakiet startowy na Bieg Powstania Warszawskiego

Czerwiec 18, 2013 2 komentarze

Zgodnie z zapowiedzią mam dla Was kolejny konkurs ! 🙂

Nagrodą w konkursie jest pakiet startowy na Bieg Powstania Warszawskiego, który odbędzie  się 27 lipca.
Fundatorem nagrody jest PKO Bank Polski w ramach programu Biegajmy razem.

bieg-powstania-warszawskiegoStrona  zawodów: http://wosir.waw.pl/bieg-powstania-warszawskiego/

Co należy zrobić, aby wygrać pakiet?

1. Trzeba polubić fanpage Biegamblog

2. Na fanpage podać linka do swojego zabawnego zdjęcia z treningu lub z zawodów. Może być jakaś śmieszna poza w trakcie biegu lub wesoła mina. Zdjęcia dodawajcie w komentarzach pod wątkiem o konkursie.

3. Zbieraj lajki. Ten, kto w czasie trawina konkursu uzbiera najwięcej „Lubię to” wygrywa konkurs i zdobywa nagrodę w postaci pakietu startowego.

Proszę o udział w konkursie tylko te osoby, które  na pewno chcą wystartować w Bieg Powstania Warszawskiego i będą w tym czasie w Warszawie. Nie ma możliwości późniejszej zamiany pakietu startowego.

Powodzenia !

Regulamin:
1. Konkurs trwa od 18.06.2013 do 30.06.2013 r.
2. Udział w konkursie może wziąć każda osoba, która na portalu facebook.com polubi fanpage https://www.facebook.com/pages/Biegamblog/271893436157769
3. Nagrodą jest pakiet startowy na XXIII Bieg Powstania Warszawskiego, który odbędzie się 27 lipca 2013 r. Bieg odbywa się na dystansie 5 lub 10 km.
3.1. Nagrodę wygrywa osoba, która w trakcie trwania konkursu uzbiera najwięcej „Lubię to” pod swoim zdjęciem.
4. Wyniki zostaną ogłoszone najpóźniej 02.07.2013 r. na stronie biegamblog.pl oraz na facebooku.
5.Umieszczając zdjęcie na facebook uczestnik konkursu oświadcza, że ma pełne prawa do publikowanego zdjęcia.
5. Zgłoszenie swojego udziału w konkursie jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na opublikowanie imienia, nazwiska.
6.Ostateczna interpretacja niniejszego regulaminu należy do organizatora.

VII LOTTO Bieg Ursynowa 2013 – relacja

Czerwiec 16, 2013 5 komentarzy

Najważniejszy start tego roku na dystansie 5 km. Bieg Ursynowa. Otwarte Mistrzostwa Polski w Biegu Ulicznym na 5 km. Bardzo dobra organizacja i szybka trasa. Czego chcieć więcej? Otóż wyniku drogi Panie…

zdjęcie

Miesiąc temu pobiegłem na „piątkę” w Biegu Konstytucji w czasie 22:42. Miałem w planie na Ursynowie poprawić wynik z zeszłego roku. Pobiec szybciej niż 21:50.
Zanim napiszę o samych zawodach, to najpierw kilka zdań o planie treningowym – którego nie ma. Generalnie trzymam się założeń z zeszłorocznego planu od Wojtka Staszewskiego, który przygotował mnie do Maratonu Warszawskiego. Nie ukrywam, że wprowadzam swoje modyfikacje głowie pod kątem sierpniowego Chudego Wawrzyńca (dłuższe wybiegania i więcej siły biegowej) – wiem, że truję na blogu z tymi zawodami ale musicie zrozumieć, że to jest mój cel na 2013 i całe bieganie jest właśnie  podporządkowane, aby ten cel dobrze zrealizować 🙂 Wiem także,  że dobre przygotowanie do Chudego zaowocuje w końcu złamaniem 4h w maratonie na jesień.

Kontynuując. Nie specjalnie trenowałem pod 5 km. Miałem nadzieję, że skoro mój staż biegowy jest większy niż 365 dni temu to wynik powinien przyjść sam. Niestety nie przyszedł. Nie zrobiłem życiówki. Wyrównałem ją. Pobiegłem dokładnie tak samo jak w zeszłym roku, co do sekundy. 21:50. Nie będę za bardzo rozpisywał się nad tymi zawodami, doskonale zorganizowanymi. W zawodach uczestniczyło wielu szybkich biegaczy,  łącznie z czołówką polskiego biegania: Arkadiusz Gardzielewski (14,04), Artur Kozłowski (14,13), Dominika Nowakowska (16,07), Agnieszka Mierzejewska (16,35); gość honorowy: Lidia Chojecka, a na stoisku jednego ze sponsorów szeregowa Iwona Lewandowska. Naprawdę super, że można się ścigać z takim zawodnikami. Świetna sprawa.

Start zaplanowany został na 12.00. Sobota, 25 stopni. Gorąco.  W takich warunkach ciężko o jakiś fenomenalny wynik. Nie można jednak zwalać wszystkiego na pogodę. Przecież inni biegli w takich samych warunkach a zrobili życiówki.

Ustawiłem Virtual Partnera w Garminie na 4:22, czyli na takie tempo, jakie miałem w zeszłym roku. 3,2,1 start. Przeszło półtora tysiąca biegaczy wystartowało. Biegnę szybko, jest dobrze. Mijam pierwszy kilometr. Wyprzedzam wolniejszych od siebie, choć ustawiłem się w dobrej strefie. Jak zwykle na zawodach są ludzie, którzy za nic mają zasady. Byle stać jak najbliżej startu,  co z tego, że biegnę ledwo: 5:30. Chwilę później mijam drugi kilometr. Nagle małe (właściwie to duże – nie spodziewałem się tego) zaskoczenie na drodze. Kilka metrów przede mną gwałtownie zatrzymuje się jeden zawodnik i zaczyna na środku trasy wiązać buta. Szok! Mi udaje się go wyminąć, ale kilku zawodników wpada wprost na niego. Padają niecenzuralne słowa. Nie dziwię się. Jak można tak nie mieć wyobraźni? Przecież logiczne jest, że za tobą biegną ludzie. Zbiegaj na lewą lub prawą stronę jak chcesz się zatrzymać. Nie można nagle z tempa 4:30 stanąć w miejscu. Nie na zawodach, gdzie biegnie spora ilość zawodników. Czasami na innych blogach pojawiają się porady dla początkujących (i nie tylko) biegaczy. Niektóre rady mogą wydawać się banalne. Życie pokazuje, że nie ma banalnych porad.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biegnie się dobrze, ale zarazem robi się ciężko. W głowie myśl, że teraz szybko 3 km „bez historii” (bez myśli), potem powalczy się trochę na 4 km a dalej to już finisz. Virtual Partner pokazuje 30 sekund przewagi. Jestem na 3 km. Jest dobrze z czasem, nawet bardzo ale ze mną jest źle. Czuję, że zaczynam zwalniać. Po nawrocie na alei KEN, gdzie do mety zostaje jakieś 1,8 km, przewaga spada do 10 sekund. Często patrzę na Garmina. Za często. Zamiast skupić się na biegu i na walce, analizuje cyfry. Patrzę jak uciekają sekundy. Leszek miał dobrze, że nie zabrał zegarka ze sobą. Chyba dzięki temu pobiegł tak świetnie. Nie kalkulował, nie liczył, nie patrzył na czas. Po prostu biegł.

Z daleka widać budynek Urzędu Dzielnicy Ursynów. Tam jest meta. Jakieś 1,5 km. Długa prosta. Garmin pokazuje 5, a chwilę potem 0 przewagi. Dupa myślę. Nie będzie życiówki. Na chwilę próbuje uspokoić tempo i oddech. Biegnę na „0” z założeniem, że na koniec przyspieszę. Na 500 metrów przed metą staram się przyspieszyć. Przyspieszam. Wpadam na metę. Zegarek pokazuję chyba 21:53. Widocznie tylko na tyle było mnie stać tego dnia. Dostaję medal i wodę. Po chwili przychodzi SMS z wynikiem. 21:50. „Ku#;); mać” pomyślałem. Wyrównałem życiówkę. Na „piątkę” jestem tam,  gdzie byłem rok temu…

Kategorie:Zawody Tagi: , , ,

Podróż w czasie – relacja z Chudego Wawrzyńca 50+ 2012

Czerwiec 16, 2013 Dodaj komentarz

Przedstawiam Wam relacje z zeszłorocznego Chudego Wawrzyńca.  Relacja została napisana przez Pawła Jaczewskiego z Obi-Boki Running Crew. Biegając po górach Beskidu Żywieckiego, Paweł był w połowie okresu przygotowawczego do debiutu w  Maratonie Poznański. Jako ciekawostkę warto podać, że maksymalny dystans jednorazowy jaki wcześniej przebiegł Paweł to 25 km. Także tym bardziej wielkie gratulację dla Pawła, że udało się ukończyć te trudne zawody.

W ramach wstępu suche fakty. Trasa 50+ miała według różnych pomiarów od 52-53,5 km, więc przyjąłem że miała 52 km, co by się zgadzało z moim odczuciami (5 punkt pomiarowy był na 48km i  do mety moim zdaniem nie było 5 km). W sumie wiec przebiegłem 52 km + 1 km (o tym napiszę za chwilę), suma podejść/zejść: 2117/2064, w 9 h 21 min 49 sek.

A teraz od początku …

Start był o 4 rano, a że miał on miejsce w miejscowości obok i zawoził nas do niego autokar, pobudkę mieliśmy o 2.40, czyli spaliśmy z Patrykiem (kolega z którym pojechałem) niecałe 4h. Wieczorem przygotowaliśmy cały „sprzęt” więc rano tylko się ubraliśmy, do autobusu i na linię startu. Generalnie, w mojej kategorii wagowej, nie widziałem nikogo (ale było nas 271 osób, wiec mogłem nie zauważyć). Cała reszta wyglądała dość profesjonalnie i nie mówię o ewentualnych kosztach strojów, ale o stalowych łydkach i masie oscylującej w granicach 40-65 kg 🙂  –  Paweł pisał, że jego waga wynosiła wtedy 95 kg.

zdjęcie 1foto: Marcin Franke

O 4.00 równo ze startem zaczął padać deszcz, zgodnie zresztą z prognozą, ale prognoza przewidywała przelotne opady od 4-8, a w rzeczywistości padało przez cały dzień, a momentami lało 🙂 Na początku biegu żałowałem ze nie kupiłem sobie jakiejś lekkiej przeciw deszczówki, ale później widziałem, że nie ma kurtki, która da ochronę przed deszczem przez 9h więc tylko by mi przeszkadzała. Jeśli chodzi o ciuchy to wystartowałem w bluzie z długim rękawem (w plecaku miałem koszulkę techniczna z biegu Powstania), trailowe spodenki do kolan (Nike dry fit), buty nowe Brooks Cascadia 7 (tego się strasznie balem, bo krotko je testowałem, ale sprawdziły się niesamowicie, ani jednego pęcherza nie mam na nodze), skarpetki Nike dry fit, też bardzo fajne, krótkie stuptuty, no i na głowie buffiego.

Ale wracając do biegu.  Pierwsze 7 km było po asfalcie po ciemku, ale że był „tłum” to nie odpalałem nawet czołówki, tempo troszkę jak zwykle przesadzone pierwsze 3 km w tempie 6.05 min/km, potem 5:40 min/km, jak zaczął się szutr i podejście od razu zobaczyłem, że Patryk ma znacznie lepszą technikę podejścia i powiedziałem mu żeby leciał (i dobrze skończył z czasem 7:33, a i tak miał swoje problemy) ja sam odpaliłem czołówkę, bo zaczęła się ścieżka i tempem grupy ruszyłem pod górkę. Po 1h15m dotarłem z tą grupką do punktu kontrolnego na 10km (450 m przewyższenia) i napierałem w ich stylu czyli podejścia marsz, płasko i w dół zbieganie (tutaj zobaczyłem wielki plus cascadii, mimo mokrej nawierzchni błota i trawy, świetnie się trzymały podłoża i mogłem naprawdę niezłym tempem zbiegać – oczywiście znacznie odbiegającym od czołówki 🙂 ale udawało mi się wyprzedzać niektóre osoby. Mniej więcej na 13/15 km zjadłem pierwszy żel (isostar jabłkowy paskudny w porównaniu z ludzkim jedzeniem, ale naprawdę dobry w porównaniu z reszta z chemii). Cały czas napierałem stosując technikę w górę marsz/płasko i w dół bieg.

Na około 17/18 km trafiłem na przysłowiową „ścianę” psychiczno–fizyczną. Było to na dość stromym (ale wtedy wydawało mi się pionowe – w rzeczywistości było do pokonania 300 m przewyższenia) podejściu – miałem zadyszkę, starałem się trzymać tempo podchodzenia osób przede mną, nie wiedziałem gdzie jestem i czy mogę pić (nie mam doświadczenia ile wypijam z camelbacka, a jak się później okazało miałem jeszcze cale mnóstwo isostara w bukłaku) zaczęły mnie nachodzić same czarne myśli, że nie dam rady, że przeliczyłem się, że to głupota, że chyba póki jestem w stanie powinienem zejść do drogi, że buty na pewno wywołają pęcherze i otarcia itp. itd. – i wtedy po raz pierwszy stanąłem, zszedłem ze szlaku żeby nie hamować drogi i zatrzymałem się na około 30 sek. żeby uspokoić oddech. Ruszyłem dalej ale po 20 metrach nic się nie zmieniło myśli te same, zadyszka, dramat. Zszedłem ze szlaku, trochę było mi wstyd, że jak ktoś na mnie patrzy to myśli „o proszę pierwszy odpada” wiec poszedłem w krzaki, (w wiadomym celu) napiłem się tak żeby czuć, że zaspokoiłem pragnienie, ciśnienie trochę opadło i stwierdziłem, że trudno, muszę coś zmienić bo nie dam rady, mam gdzieś innych, ważne żebym dotarł chociaż do 1 schroniska (28 km). Wróciłem na szlak i śmieszne bo przypomniałem sobie jak się chodzi po górach, że w zasadzie to nie bieg, a klasyczna wędrówka górska, których w życiu „kilka” zaliczyłem i skupiając się na kroku i odpowiednim stawianiu za każdym razem stopy ruszyłem do przodu. Krok za krokiem, skupiając się na tym żeby nie dostawać zadyszki i myśląc tylko o oddechu i kroku parłem do przodu.

zdjęcie 2 foto: Marcin Franke

Od tej pory stwierdziłem ze będę biegał tylko kiedy będę sie dobrze czul, a generalnie do schroniska będę maszerował. Okazało się, że nie jest to głupi pomysł, bo mimo iż na płaskim i zbiegach osoby mnie wyprzedzały, to na podejściach doganiałem je i w zasadzie były cały czas w zasięgu mojego wzroku, przy łatwych zbiegach i na płaskim włączałem bieganie wiec tempo też miałem niezłe (działało mi wtedy jeszcze endomondo i jak później sprawdziłem miałem 3km w tempie około 6:40 min/km). Wtedy zaczęło sie wejście na najwyższy szczyt (ponad 1200m, 300 m do pokonania) i technika sie sprawdzała, przegoniłem sporo osób co mnie wyprzedziły wcześniej, dołączyłem się do grupki co szła odpowiednim dla mnie tempem i z nimi dotarłem do schroniska.

28 km godzina 8:00 czyli 4h biegu. W schronisku zamówiłem herbatę (marzyłem o niej już od około 2h) 2 butelki wody, żeby uzupełnić bukłak i… piwo 🙂 Herbatę wypiłem od razu, uzupełniłem bukłak (wtedy okazało się, że spokojnie mogłem pić więcej, bo wypiłem około litra z 2,5, wiec po wlaniu 1,5 miałem teraz 3 litry isotoniku), wziąłem 3 łyki piwa (czytałem że na tego typu biegach fajnie sobie robić niespodzianki, typu na „przepaku” załadować puszkę coli, cukierki itp – piwo to była moja przyjemność) i co najważniejsze założyłem pod bluzę koszulkę z biegu powstania (i cale szczęście bo na następnym odcinku lalo jeszcze bardziej). Niezbyt chętnie, ale opuściłem ciepłe schronisko i ruszyłem na następny deszczowy 11 km odcinek.

Początek był ciężki, bo było mega zimno lalo i wiało, ale było z górki lub płasko więc truchtając szybko sie rozgrzałem, niestety błoto było tak wielkie, że w pewnym momencie wywinąłem orła przy zbiegu i w błocie pojechałem z 2/3 m. Stwierdziłem wtedy że trudno wracam do marszu i zachowam siły na finisz. I dalej technika szybkiego marszu zacząłem wyprzedzać kolejne osoby, szczególnie te z patykami. Śmiesznie, bo czasami z niektórymi bawiłem sie w „ciuciubabke” przez 20 min, ale koniec końców wszystkich wyprzedzałem i już nikt mnie z nich nie dogonił. W zasadzie od schroniska do mety wyprzedziło mnie w sumie około 15 osób (większość „napieraczy” wyprzedziła mnie na pierwszym odcinku ;), a ja wyprzedziłem spokojnie ze 20 osób.

Też od tego momentu, pomijając doganianie i wyprzedzanie, raczej byłem sam na szlaku, więc mogłem sobie gadać do siebie klnąc na trasę (zapomniałem już co to teren górski i że 1 km takiego samego podłoża to rzadko się zdarza. Pomijając, że wszędzie było błoto, to było błoto w trawie, błoto pomiędzy korzeniami, błoto z kamykami, płynące błoto i morza błota…itd :). 2 godziny zajęło mi pokonanie tych 11 km jak wpadłem na następne schronisko byłem mocno wychłodzony (miałem skostniałe ręce tak że w ogóle nie wyczuwałem obrączki), wypiłem wiec 2 herbaty, otworzyłem 2 żel energetyczny i zobaczyłem faceta, który pakuje folie NRC pod kurtkę. Stwierdziłem, że to niezły pomysł więc na koszulkę owinąłem się folia i na to nałożyłem bluzę i wybiegłem w sumie w schronisku spędziłem 10-15 min.

Do schroniska trzeba było zboczyć z trasy więc wracając mijało się osoby, które szły do schroniska i nagle tuż przed wejściem na „mój” odcinek trasy facet mijający mnie pyta się po góralsku czy to ‚ja jestem pomocą”. Zdziwiony zapytałem się o co chodzi, a on po góralsku mówi że tam leży facet, że jego kumpel owija go folia NRC, ale że „licho z nim” to mówię mu, że niech on idzie do schroniska po pomoc, a ja pobiegnę pomóc jego koledze. Po jakiś 500 m (3/4 min biegu) dobiegłem do nich, ale już jakiś inny biegacz dobiegł do nich i też zaczął pomagać wiec chłopak już wstał i powoli go prowadzili. Chłopak chyba się przeliczył, bo był blado przezroczysty, cały drżał i chyba ostro dała mu się we znaki temperatura (odczuwalna była 8C więc przy tym deszczu było naprawdę zimno). Góral podziękował mi i jak dowiedział się że do schroniska jest około 10 min kazał mi wracać na szlak, no i ruszyłem. Pewnie ze względu na adrenalinę, naprawdę trudne podejście szybko pokonałem (a były momenty że i rękami musiałem sobie pomagać, bo były wychodnie skalne) i dotarłem do rozejścia 50 i 80 km, szczęśliwy, wiedząc że już końcówka, ruszyłem na ostatni odcinek.

Na początku było fajnie bo łąki, otwarta przestrzeń, folia dogrzewała, bo w rekach wróciło czucie, wiec znowu zacząłem trochę biec, niestety okazało się że to nie koniec  i przede mną jeszcze jedno podejście i co gorsza bo beznadziejnej trasie „zwózki drewna” czyli generalnie tony kamieni, drewna i błota… Ale nie to było najgorsze, najgorsze okazało się 5 km zejście…

Mięśnie nie przyzwyczajone po 2 km zaczęły boleć, po 3 km parzyć, po 3,5 chciałem sobie je odrąbać 🙂 Wyszły niedostatki w treningu, próbowałem trochę zbiegać (zmieniając przez to mięśnie, które pracują i dając odpoczywać innym) ale i tak nogi miąłem tak zmęczone że wszystko mnie bolało. Pod sam koniec machnęło mnie jeszcze 2 typów, którzy non stop biegli, troszkę za jednym pobiegłem, ale dałem za wygrana.

Koniec – jak wybiegłem na asfalt, to mimo że go nie trawię, to prawie go ucałowałem 🙂 Wiedząc, że to ostatnie metry, czując się w swoim terenie, przyśpieszyłem przegoniłem jeszcze faceta, co nie miał siły biec i po 9h 21 min 49 sek przebiegłem przez metę 😀

 

III Cross Półmaraton nad Pilicą – relacja, zdjęcia

Czerwiec 9, 2013 3 komentarze

Pobudka o 6 rano. Przed nami godzina drogi z Warszawy, aby dojechać do Nowego Miasta nad Pilicą. W bagażniku sprzęt biegowy oraz kask i „lowelek” trzyletniego synka. Kiedy tata będzie biegał po lesie, synek musi mieć jakieś zajęcie. Jak się potem okazało większość czasu spędził na walce z robakami (muszki, komary i inne latające stworzenia).

Do biura zawodów dojechaliśmy kilka minut po 8.00. W pakiecie startowym numer, agrafki, bawełniana koszulka, talon na wyżywienie oraz dwie ulotki.  Przybrałem się, założyłem plecak, przypiąłem numer startowy i zacząłem się rozgrzewać. Wiedziałem, że czekają mnie trzy siedmiokilometrowe pętle po lesie. Czytając zeszłoroczną relację wiedziałem, że nie będzie łatwo. To dobrze. Taki crossowy bieg doskonale wpisuje się w plan moich przygotowań do Chudego Wawrzyńca. Z życiówką 1:46 na asfalcie, miałem w planie zmieścić sie spokojnie w dwóch godzinach. Jak się potem okazało, zabrakło pawie trzech minut.

zdjęcie 4

fot.: ZBIGNIEW MAJEWSKI

O 9.00 pojawiłem się na lini startu. Mała ilość biegaczy i kameralna atmosfera. Lubię takie biegi. 3,2,1 start…
Biegniemy ścieżką przez las. Trochę ziemi, trochę piachu. Znalazł się nawet dość ciekawy podbieg. Tempo na poziomie 5:10 – 5:15. Za szybko cholera. Początkowo, biegnąc w grupie, chciałem utrzymać tempo zamiast biec swoje. Nie wiedziałem jeszcze jaka zapłacę za to cenę. Biegło się fajnie. 3,4,5 kilometr. Trochę w cieniu, trochę w słońcu. Były nawet dość spore kałuże i błotniste fragmenty. Na pierwszych dwóch kilometrach miałem kłopot z plecakiem, ponieważ przez złą regulację latał na wszystkie strony. Jednak udało mi się w biegu go odpowiednio wyregulować. Ułożył się na palcach. Było już potem ok. Fajnie się pije z rurki 🙂 Kolejne kilometry a tempo nadal szybkie.

zdjęcie 5

fot.: ZBIGNIEW MAJEWSKI

Pierwsze kółko chyba w 37 minut. Po przebiegnięciu pierwszego okrążenia, widząc tętno i rosnącą temperaturę, wiedziałem, że dalej już będzie tylko walka. Zjadłem żel. 8, 9 km. Pomyślałem sobie, że nie lubię biegać pętli. Znowu ta sama górka, ten sam piach. To drzewo. Za mniej więcej pól godziny jeszcze raz będę tu biegł. To nie jest dobre dla psychiki. Wolę proste trasy. No cóż. W myśli chciałem, aby drugie kółko przeszło bez historii. Bez myśli. Tak szybko, żeby już wbiec na ostatnie, trzecie okrążenie. A pojawiły się myśli czy nie zakończyć na dwóch okrążeniach. Źle się biegło. No ale jest konkurs i trzeba go zakończyć. Przecież za dwa miesiące chce latać po górach przez wiele długich godzin. Muszę się trzymać. W głowie nadal myśli o czasie krótszym niż 2 godziny. Czas pierwszego kółka dawał nadzieje.  Podłączyłem się do zawodnika w czerwonej koszulce, chyba Kaljeni, z którym przebiegłem kilka kilometrów. W miarę równe tempo. Biegliśmy bez słowa. Raz on przede mną, a raz ja przed nim. Pod koniec (chyba to było wtedy) drugiego okrążenia niestety wysiadłem z tego dwuosobowego autobusu. Już brakowało sił. Wbiegłem na ostatnie okrążenie. Tempo spadło bardzo. Wiedziałem już że nie ma co myśleć o wyniki, tylko trzeba myśleć o tym żeby ukończyć w całości  nie zatrzymać się.

zdjęcie 1

Gorąco. Zapomniałem posmarować stopy kremem. Zacząłem odczuwać to ciepło w stopach. Tak, właśnie zaczęły się tworzyć bąble. Jak mogłem zapomnieć o posmarowaniu stóp. Co za głupek. Podłączyłem się do kolejnego zawodnika. Chłopaka w niebieskiej koszulce. Bieg wolno, ale ja także biegłem wolno. I z nim dobiegłem prawie do mety. Na 500 metrów przed finiszem, chcąc zakończyć to cierpienie, przyspieszyłem. Przed linią mety zobaczyłem biegającego w moja stronę Mateuszka oraz małżonkę robiącą zdjęcia. Chwyciłem młodego pod ramię i wbiegliśmy razem na metę. Dostałem medal. Bardzo ładny 🙂 Garmin Forerunner 610 pokazał dystans 21,3 km i czas 02:02:51. Średnie tętno 175 bpm najlepiej świadczy o tym ile czeka mnie pracy przez najbliższe dwa miesiące.

zdjęcie 3

Tak zakończył sie 3. Cross Półmaraton. Możliwe, że wrócę tutaj za rok, gdyż mam coś do udowodnienia. Zawody przegrałem na pierwszy okrążeniu. Gdybym pobiegł wolniej i mądrzej, wynik i moja forma byłaby znacznie lepsza. Jestem o tym przekonany. Wypaliłem się na samym początku.
Poza słabym wynikiem sportowym zawody dały mi dużo do myślenia. Kolejna bardzo ważna lekcja. Jaką strategię przyjąć przed biegiem górskim. Jak przynajmniej spróbować rozłożyć siły. Na co uważać i co najważniejsze, nie dać się ponieść fantazji w pierwszym etapie biegu.

Konkursu na razie nie zakończę, ponieważ nie ma jeszcze wyników na stronie organizatora. Może będą jutro… Jednocześnie dziękuję wszystkim, którzy typowali mój wynik w tych zawodach. Dziękuję tym, którzy we mnie wierzyli i w moje możliwości 🙂

Timex Run Trainer 2.0 – informacja prasowa

Czerwiec 8, 2013 Dodaj komentarz

Timex posłuchał uwag biegaczy i wypuścił wersję 2.0 zegarka Run Trainer, który jest udoskonaloną wersją poprzedniego modelu. Mnogość funkcji oraz konkurencyjna cena może zainteresować wielu czytelników. Więcej o zegarku dowiecie się już wkrótce. Póki co informacja prasowa:

Timex Ironman Run Trainer 2.0._T5K742

I’M A RUNNER

Biegaj świadomie, poznaj swoje możliwości, monitoruj postępy!

Warszawa, czerwiec 2013 – Wywodzący się z elitarnej marki Ironman zegarek Timex Run Trainer 2.0. to odpowiedź firmy na potrzebę społeczności biegaczy, w zakresie dostępności produktu, który byłby jednocześnie zaawansowany technologicznie, prosty w obsłudze i funkcjonalny. Wbudowany moduł GPS w technologii SiRFstarIV pozwala śledzić i rejestrować dystans, prędkość i tempo w czasie rzeczywistym – wznosząc trening na wyższy poziom satysfakcji i zaawansowania. Sześć timerów interwałowych z dedykowanymi i programowalnymi przedziałami tętna, to sposób na  personalizację założeń treningowych i aktywność w bezpiecznej dla organizmu, tlenowej strefie. Pas HRM korzysta z cyfrowej transmisji danych przy pomiarze pracy serca, pozwalającej unikać zakłóceń w trakcie grupowych startów np. podczas maratonu.

Model charakteryzuje duży, przejrzysty ekran z dwoma lub trzema liniami wyświetlania, co ułatwia odczytywanie informacji podczas treningu. Warto docenić możliwość zmiany sposobu i liczby wyświetlanych informacji – jednym przyciskiem podczas trwania treningu. Ekran zegarka można dostosować do własnych preferencji w zakresie proporcji kolorystycznych, wybierając czarne cyfry na białym tle lub odwrotnie.

Run Trainer 2.0. posiada alarmy hydracyjne, pomagające w optymalnym nawodnieniu organizmu podczas wysiłku. Funkcja ”pace” pozwala utrzymać zawodnika w pożądanym tempie treningu – przy pomocy sygnału dźwiękowego informuje o konieczności zwolnienia bądź wzmożenia aktywności. Model posiada także funkcję Hands-free Chronograph czyli możliwość automatycznego zapisywania międzyczasów w oparciu o odległość lub czas oraz pamięć 15 treningów.

Najnowszy model 2.0. jest efektem pracy nie tylko inżynierów i projektantów – to produkt wypracowany wspólnie z ekipą najlepszych sportowców z całego świata z Timex Mulisport Team, mówi Paweł Sawicki, Sport Category Specialist Timex Group Polska. Za ich sugestią zaimplementowaliśmy alarm wibracyjny w zegarku informujący o ważnych zdarzeniach treningowych takich jak np. ostrzeżenia o przekroczeniu wartości granicznych stref. Będziemy dalej rozwijać nasze produkty i cieszymy się, że możemy czerpać doświadczenie i inspiracje od osób, dla których sport jest nie tylko drogą do rozwoju osobistego i do pokonywania słabości, ale jest przede wszystkim sposobem na życie.

Timex Ironman Run Trainer współpracuje się z komputerem umożliwiając przegląd i planowanie tras oraz treningów z wykorzystaniem platformy TrainingPeaks oraz Endomondo, a wszystkie ustawienia dostępne są z poziomu klawiatury. Akumulator działający 8 godzin przy włączonym trybie GPS oraz monitorem pracy serca i wodoszczelność w klasie 50M zapewniają komfort użytkowania  treningu w każdych warunkach.

Zegarek jest również kompatybilny z czujnikiem kadencji Foot Pod.

Zegarki dostępne są w punktach sprzedaży Timex w całej Polsce oraz w sklepie internetowym www.timex.pl/.

 Cena: 1199 PLN z pasem HRM

Timex Ironman Run Trainer 2.0._T5K744_hero

Kategorie:Sprzęt Tagi: , , ,

KONKURS – Dogonić Kenijczyków i Energy Daily Pack

Czerwiec 4, 2013 13 komentarzy

Wyniki konkursu:

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie i za typowanie mojego wyniku.

Są już dostępne oficjalne wyniki na stronie organizatora:
http://www.biegiemprzezpolske.pl/docs/cross_maraton/wyniki_cross_polmaraton_2013.pdf

Zająłem 44 miejsce. Najbliżej tego wyniku w typowaniu był Krzychu, który podał 45 lokatę . Gratuluję wygranej !!!

———————–

Mam dla Was pierwszy konkurs na blogu! 🙂

konkurs2
Do wygrania w konkursie jest książka od Wydawnictwa Galaktyka, Dogonić Kenijczyków.

Adharanand Finn, współpracownik „Runner’s World”, przez wiele lat przyglądał się kenijskim biegaczom i ich zwycięstwom w najsłynniejszych biegach długodystansowych, maratonach oraz biegach ulicznych, aż w końcu zapragnął poznać sekret ich niebywałej szybkości i przekonać się, czy zdoła dotrzymać im kroku.

Zabrawszy rodzinę (i sprzęt do biegania), przeniósł się z angielskiego hrabstwa Devon do niedużego miasteczka Iten w Kenii, światowej stolicy biegania, ojczyzny setek najwybitniejszych kenijskich sportowców. Finn zawiązał buty, postawił nogę na szlaku i zaczął biegać ramię w ramię z mistrzami olimpijskimi, młodymi obiecującymi sportowcami i bosonogimi dziećmi. Jadł to samo, co oni, jeździł z nimi na obozy treningowe, rozmawiał z ich trenerami i wstawał o piątej rano, by biegać po wzgórzach. Zwieńczeniem tego trudu była realizacja marzeń: start u boku Kenijczyków w pierwszym maratonie Adharananda, niełatwym wyścigu przez krainę lwów.

Dogonić Kenijczyków to jednocześnie relacja z wnikliwych badań i opis osobistej przygody. To opowieść dla każdego, kto kiedykolwiek zastanawiał się, dlaczego Kenijczycy są tak szybcy i czego moglibyśmy się od nich nauczyć.

oraz zestaw odżywek Energy Daily Pack od PowerGym

ENERGY DAILY PACK – unikatowe połączenie trzech produktów marki POWERGYM, które do tej pory dostępne były tylko na zamówienie realizowane przez Kadry Narodowe i zorganizowane kluby sportowe, mające dostęp do lekarza medycyny sportowej.

W skład ENERGY DAILY PACK wchodzą:

– ENERGY PLUS sasz 90 g
1 saszetka ENERGYPLUS rozpuszczona w 500 ml wody tworzy wyjątkową formułę przedtreningową opartą na węglowodanach o niskim indeksie glikemicznym. Uzupełni Twoje zapasy glikogenu, dzięki czemu, będziesz miał mnóstwo energii nie obciążając układu trawiennego.

– ISOPOWER sasz 40 g
1 saszetka ISOPOWER na 700ml wody to wyjątkowy napój izotoniczny dla profesjonalistów. Uzupełnia: witaminy, minerały, oraz elektrolity w organizmie sportowca. Zapobiega skurczom mięśni oraz wspiera prawidłową i szybką regenerację po intensywnym wysiłku.
– POWER BOMB amp 10 ml
1 ampułka POWERBOMB, to bardzo szybki zastrzyk energii, pozwalający nawet na 6 godzinny wysiłek w pełnym skupieniu i na 100 % swoich możliwości. Jest produktem niezbędny przed treningiem lub zawodami.

Co należy zrobić, aby wygrać w konkursie?

W najbliższą sobotę (8 czerwca) startuję w 3. Cross Półmaratonie nad Pilicą.

Wasze zadanie to:
polubić stronę biegamblog na Facebook,
– dodając komentarz pod tym wątkiem, wytypować które miejsce zajmę w zawodach w kategorii OPEN. Zadanie jest o tyle trudne, że do końca nie wiadomo ilu zawodników wystartuje w półmaratonie. Równolegle będzie odbywać się maraton 🙂

Konkurs trwa do piątku 07.06.2013r. (do godziny 24.00)

Wygrywa ta osoba, która najtrafniej wytypuje moje miejsce w zawodach. Jeśli dwie lub kilka osób wytypuje to samo miejsce, wygrywa ta, która jako pierwsza umieści komentarz pod tym wątkiem.

Dla ułatwienia tutaj znajdziecie wyniki z zeszłego roku.
Trasa zawodów nie jest łatwa. W większości wiedzie po lasach przylegających do rzeki Pilicy. Zawodnicy do przebiegnięcia mają trzy 7-kilometrowe pętlę.

Będę biegł w miarę spokojnie, jednak mam w planie z zapasem zmieścić się w dwóch godzinach. Zawody te mają być kolejnym sprawdzianem przed sierpniowymi zawodami. Jeśli ma to jakieś znaczenie to biegnę z plecakiem 🙂

Mój wynik półmaratonie ulicznym z wiosny tego roku to: 01:46:15

Mała podpowiedź od organizatorów zawodów.
Na tą chwilę do półmaratonu zgłoszonych jest 88 zawodników.
🙂

Ogłoszenie wyników 10.06.

Powodzenia ! 🙂

Nike Flyknit Lunar1+ – recenzja – but doskonały (?)

Czerwiec 2, 2013 3 komentarze

Kilka dni temu przeczytaliście na blogu recenzję fenomenalnych Cascadii 8. Teraz, zgodnie z zapowiedzą przyszedł czas na recenzję kolejnej pary moich ulubionych butów. Gdzieś na początku lutego doznałem olśnienia. Wtedy to do drzwi zapukał kurier z paczką od Nike. W środku znalazłem parę butów, która początkowo zadziwiła mnie swoim wyglądem. Otóż ja, trzydziestoletni facet, mąż i ojciec dwójki dzieci, dostałem do biegania buty koloru….. różowego. Ta para butów to – Nike Flyknit Lunar1+. Pierwsze wrażenia opisałem po kilku tygodniach tutaj. Teraz przyszedł czas na moją ocenę. Uważny czytelnik bloga już wie jakim określeniem nazywam nowe Najki – fantastyczne.

zdjęcie

Pierwsze wrażenie

Kolor. To jest słowo klucz dla tej serii od Nike. Każda odmiana kolorystyczna (a wersji jest naprawdę sporo) ma jaskrawe akcenty przez co siłą rzeczy but rzuca się w oczy i widać, że biegniemy w butach firmy Nike. 

Po założeniu na nogę od razu można odczuć bardzo dobre dopasowanie. Bez przesady można powiedzieć, że po kilku kilometrach biegu zapominasz o tym, że masz na nogach buty. Biegniesz w skarpetkach. Komfort stopy jest bardzo duży. But przez swoją budowę jest lekki i przez to szybki. Bardzo fajnie się w nich biega krótkie odcinki, jak i długie zawody.

Nowy model to kontynuacja butów Nike Flynkit Racer i Trainer. Pierwszych butów wykonanych w technologi bezszwowej cholewki. W tym roku Nike wypuścił wersję tańszą, opartą o podeszwę znaną z Lunarglidów – Lunaron. Tak powstał Flyknit Lunar1+.

Plan testowania

Z racji, że jest to but startowo-treningowy założyłem, że będę w nich biegał głównie szybkie treningi oraz uliczne zawody. I tak od lutego biegam w nich interwały oraz niektóre długie wybiegania na zmianę z Cascadiami. Ze względu na mało łaskawą zimę większą część wiosny buty spędziły w ciepłej szafeczce. Jednak jak się tylko zrobiło ciepło i w miarę sucho…. Ogień! 🙂  Zawodów ulicznych wiele nie było, ponieważ w tym okresie pobiegłem tylko Półmaraton Warszawski i Bieg Konstytucji 3 Maja. Jednak to wystarczyło, żeby zobaczyć jak się sprawują w trakcie zawodów. Buty latają aż miło 🙂

Opis producenta

W tym sezonie biegowym na rynku pojawiły się dwie rewolucje i innowację. Jedna to bardzo mocno promowany „styropian” od Adidasa a druga, bliższa moim stopom, to technologia Flyknit od Nike (formalnie premiera miała miejsce w 2012 ale u nas na rynku pojawiły się w sumie dopiero w tym roku). A co to Flyknit? To jest w pełni bezszwową cholewką. Dodatkowo miękką i sprężystą amortyzacją Lunarlon. Inspiracją do powstania technologii był materiał używany przy budowie foteli pilotów promów kosmicznych, bardzo sprężysty i odporny na wstrząsy.

Cholewka:

Specjalnie dziana, pozbawiona szwów cholewka odwzorowuje strefy wsparcia i budowę stopy, redukując wagę buta oraz zmniejszając ryzyko występowania otarć i podrażnień naskórka. W tym modelu nie mogło również zabraknąć technologii Flywire. Wyjątkowo lekkie, a przy tym wytrzymałe „nitki” powodują, że but dopasowuje się do stopy zapewniając jednocześnie wysoką oddychalność i komfort użytkowania.

Podeszwa:

Technologia amortyzacji Lunarlon to miękka i wytrzymała pianka wbudowana w sztywniejszą piankę nośną, łącząca lekkość i miękkość amortyzacji z wysoką sprężystością i silnym wsparciem stopy. Bieżnik w najbardziej narażonych na ścieranie podeszwy punktach wykonany został z trwałej gumy węglowej, która zapewnia maksymalną ochronę i przyczepność, jak również zwiększa żywotność całej konstrukcji. W pozostałych miejscach podeszwę zewnętrzną tworzy lekka i sprężysta guma Duralon.

Raport z terenu

Idealne dopasowanie stopy. Buty są cholernie wygodne. Po kilku kilometrach nie myślisz o nogach tylko delektujesz się biegiem. Zwłaszcza szybkim biegiem. Ciężko w nich biec wolno, gdyż ich lekkość wymusza szybsze przebieranie nogami. But przez swoją budowę jest bardzo przewiewny i doskonale nadaje się do biegania w cieplejsze dni. Niestety spotkanie z kałużą lub wodą nie kończy się zbyt dobrze. Jednak jeśli uważamy to możemy biec nawet po śniegu. Biegłem we Flyknitach podczas wiosennego Półmaratonu Warszawskiego, gdzie temperatura oraz warunki były mocno zimowe.

Spotkałem się z opinią, że spokojnie w tych butach można biegać bez skarpetek. Niestety nie w moim przypadku. Pierwszy taki kilkukilometrowy eksperyment zakończył się zdartą skórą w okolicach dolnego fragmentu ścięgna achillesa. Na początku jednak było fajnie, niestety potem coś mocno obcierało.

W butach z powodzeniem wystartowałem w Półmaratonie Warszawskim. Wtedy miałem przebiegnięte  w nich raptem kilkanaście kilometrów. Półmaraton był pierwszym poważnym testem i biegiem na dłuższym dystansie. Biegło się świetnie. Bardzo wygodnie  i szybko. Buty spisały się na medal. Gdzieś tam nawet zadziałały na psychikę ponieważ mając świadomość, że w nich biegnę czułem się bardzo dobrze 🙂 Na mecie może to Adidas jest „all” wszędzie, ale to Marcin jest „in” Nike 🙂
Kolejnymi szybkimi zawodami był Bieg Konstytucji 3 Maja. Zawody bez historii ze względu na brak życiówki, jednak po raz kolejny biegło się wyśmienicie.

Podsumowanie i ocena

Początkowo obawiałem się wytrzymałości cholewki. Wiele treningów w różnych warunkach póki co nie uszkodziło buta. Co prawda na liczniku nie mają pół tysiąca kilometrów ale myślę, że wytrzymają wiele.

Czy to jest but doskonały? Jest na pewno świetny i fantastyczny. Do doskonałości chyba troszkę brakuje. Jednak jaki but jest doskonały? Jakie są parametry buta doskonałego? Z pewnością Flyknit Lunar1+ jest blisko doskonałości. Ja je uwielbiam. Wszystkie Asicsy i wcześniejsze Lunarglidy leżą głęboko w szafie. Tylko Flyknit i Cascadia 🙂

Polecam wszystkim jako but startowo-treningowy. Taki na szybkie bieganie i szybie zawody. Z tymi butami Twoje dotychczasowe rekordy mogą być zagrożone 🙂

Buty kosztuję około 550 zł i są dostępne w większości profesjonalnych sklepów biegowych.
Co mnie teraz zaskoczy?

Dziękuję firmie Nike za udostępnienie butów na potrzeby powyższej recenzji.