Archive

Posts Tagged ‘plecak biegowy’

III Cross Półmaraton nad Pilicą – relacja, zdjęcia

Czerwiec 9, 2013 3 komentarze

Pobudka o 6 rano. Przed nami godzina drogi z Warszawy, aby dojechać do Nowego Miasta nad Pilicą. W bagażniku sprzęt biegowy oraz kask i „lowelek” trzyletniego synka. Kiedy tata będzie biegał po lesie, synek musi mieć jakieś zajęcie. Jak się potem okazało większość czasu spędził na walce z robakami (muszki, komary i inne latające stworzenia).

Do biura zawodów dojechaliśmy kilka minut po 8.00. W pakiecie startowym numer, agrafki, bawełniana koszulka, talon na wyżywienie oraz dwie ulotki.  Przybrałem się, założyłem plecak, przypiąłem numer startowy i zacząłem się rozgrzewać. Wiedziałem, że czekają mnie trzy siedmiokilometrowe pętle po lesie. Czytając zeszłoroczną relację wiedziałem, że nie będzie łatwo. To dobrze. Taki crossowy bieg doskonale wpisuje się w plan moich przygotowań do Chudego Wawrzyńca. Z życiówką 1:46 na asfalcie, miałem w planie zmieścić sie spokojnie w dwóch godzinach. Jak się potem okazało, zabrakło pawie trzech minut.

zdjęcie 4

fot.: ZBIGNIEW MAJEWSKI

O 9.00 pojawiłem się na lini startu. Mała ilość biegaczy i kameralna atmosfera. Lubię takie biegi. 3,2,1 start…
Biegniemy ścieżką przez las. Trochę ziemi, trochę piachu. Znalazł się nawet dość ciekawy podbieg. Tempo na poziomie 5:10 – 5:15. Za szybko cholera. Początkowo, biegnąc w grupie, chciałem utrzymać tempo zamiast biec swoje. Nie wiedziałem jeszcze jaka zapłacę za to cenę. Biegło się fajnie. 3,4,5 kilometr. Trochę w cieniu, trochę w słońcu. Były nawet dość spore kałuże i błotniste fragmenty. Na pierwszych dwóch kilometrach miałem kłopot z plecakiem, ponieważ przez złą regulację latał na wszystkie strony. Jednak udało mi się w biegu go odpowiednio wyregulować. Ułożył się na palcach. Było już potem ok. Fajnie się pije z rurki 🙂 Kolejne kilometry a tempo nadal szybkie.

zdjęcie 5

fot.: ZBIGNIEW MAJEWSKI

Pierwsze kółko chyba w 37 minut. Po przebiegnięciu pierwszego okrążenia, widząc tętno i rosnącą temperaturę, wiedziałem, że dalej już będzie tylko walka. Zjadłem żel. 8, 9 km. Pomyślałem sobie, że nie lubię biegać pętli. Znowu ta sama górka, ten sam piach. To drzewo. Za mniej więcej pól godziny jeszcze raz będę tu biegł. To nie jest dobre dla psychiki. Wolę proste trasy. No cóż. W myśli chciałem, aby drugie kółko przeszło bez historii. Bez myśli. Tak szybko, żeby już wbiec na ostatnie, trzecie okrążenie. A pojawiły się myśli czy nie zakończyć na dwóch okrążeniach. Źle się biegło. No ale jest konkurs i trzeba go zakończyć. Przecież za dwa miesiące chce latać po górach przez wiele długich godzin. Muszę się trzymać. W głowie nadal myśli o czasie krótszym niż 2 godziny. Czas pierwszego kółka dawał nadzieje.  Podłączyłem się do zawodnika w czerwonej koszulce, chyba Kaljeni, z którym przebiegłem kilka kilometrów. W miarę równe tempo. Biegliśmy bez słowa. Raz on przede mną, a raz ja przed nim. Pod koniec (chyba to było wtedy) drugiego okrążenia niestety wysiadłem z tego dwuosobowego autobusu. Już brakowało sił. Wbiegłem na ostatnie okrążenie. Tempo spadło bardzo. Wiedziałem już że nie ma co myśleć o wyniki, tylko trzeba myśleć o tym żeby ukończyć w całości  nie zatrzymać się.

zdjęcie 1

Gorąco. Zapomniałem posmarować stopy kremem. Zacząłem odczuwać to ciepło w stopach. Tak, właśnie zaczęły się tworzyć bąble. Jak mogłem zapomnieć o posmarowaniu stóp. Co za głupek. Podłączyłem się do kolejnego zawodnika. Chłopaka w niebieskiej koszulce. Bieg wolno, ale ja także biegłem wolno. I z nim dobiegłem prawie do mety. Na 500 metrów przed finiszem, chcąc zakończyć to cierpienie, przyspieszyłem. Przed linią mety zobaczyłem biegającego w moja stronę Mateuszka oraz małżonkę robiącą zdjęcia. Chwyciłem młodego pod ramię i wbiegliśmy razem na metę. Dostałem medal. Bardzo ładny 🙂 Garmin Forerunner 610 pokazał dystans 21,3 km i czas 02:02:51. Średnie tętno 175 bpm najlepiej świadczy o tym ile czeka mnie pracy przez najbliższe dwa miesiące.

zdjęcie 3

Tak zakończył sie 3. Cross Półmaraton. Możliwe, że wrócę tutaj za rok, gdyż mam coś do udowodnienia. Zawody przegrałem na pierwszy okrążeniu. Gdybym pobiegł wolniej i mądrzej, wynik i moja forma byłaby znacznie lepsza. Jestem o tym przekonany. Wypaliłem się na samym początku.
Poza słabym wynikiem sportowym zawody dały mi dużo do myślenia. Kolejna bardzo ważna lekcja. Jaką strategię przyjąć przed biegiem górskim. Jak przynajmniej spróbować rozłożyć siły. Na co uważać i co najważniejsze, nie dać się ponieść fantazji w pierwszym etapie biegu.

Konkursu na razie nie zakończę, ponieważ nie ma jeszcze wyników na stronie organizatora. Może będą jutro… Jednocześnie dziękuję wszystkim, którzy typowali mój wynik w tych zawodach. Dziękuję tym, którzy we mnie wierzyli i w moje możliwości 🙂

Plecak biegowy RT Team 10L QUECHUA – Chudy Wawrzyniec – cz.2/2 – sprzęt

Maj 31, 2013 8 komentarzy

Dwa miesiące temu pisałem o przygotowaniach do „Chudego”. W tym odcinku będzie trochę o sprzęcie i akcesoriach jakie zamierzam ze sobą zabrać na zawody. Kompletna check-lista będzie dopiero opracowana i opisania. Na dziś kilka informacji głównie o plecaku do biegania, ale nie tylko.

zdjęcie 4(2)

Quechua RT Team 10l

zdjęcie 2(3)

Plecak do biegania po górach – RT Team 10L QUECHUA z sieci Decathlon.
Biegnąc w górskim ultra maratonie jedną z pozycji obowiązkowych jest plecak do biegania. Plecak, w którym można schować odżywianie, płyny, środki pierwszej pomocy i inne przydatne rzeczy. Plecaka szukałem od kilku tygodni. Czytałem i analizowałem. Wybór plecaków biegowych jest dość spory. Poszukiwałem niewielkiego rozmiarem, lekkiego, 10-cio litrowego plecaka, takiego, który będzie optymalny na zawody. Plecaki do biegów górskich są generalnie drogie. Takie marki jak RaidLight, Inov-8 czy Salomon można kupić za kilka stówek. Zadałem sobie pytanie czy na moim poziomie biegowym i ilości zawodów górskich w jakich startuje (słownie jeden w tym roku) wydawanie takiej kasy ma sens. Z pomocą przyszła mi znana sieciówka ze sprzętem sportowym oraz dwie recenzje znalezione na sieci. Recenzja Marcina jednego i Marcina drugiego (kolejność przypadkowa). I tak w moje ręce trafił niedrogi, ponieważ kosztujący niecałe 150 zł plecak Quechua RT Team 10l.
Plecak ma pojemność 10 litrów i jest w sumie dość lekki – 320g. W zestawie znajduje się oczywiście bukłak, który może zostać zalany wodą lub izotonikiem. Instrukcja obrazkowa zabrania wlewać do środka piwa. Ciekawe dlaczego 🙂

zdjęcie 1(2)Bukłak

zdjęcie 1(3)Ustnik rurki. Dla naszego bezpieczeństwa plecak posiada także gwizdek.

Zaletą plecaka jest kilka łatwo dostępnych kieszeni. Jedna zewnętrzna na suwak, dwie w pasku oraz dwie elastyczne na bidon lub kijki.

zdjęcie 3(2)Kieszeń w pasku

zdjęcie 3(3)Zewnętrzna kieszeń

zdjęcie 2(2)Elastyczna kieszeń na bidon lub kijki

Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Plecak dobrze leży, a możliwości regulacji pozwalają na odpowiednie dopasowanie. Pierwszy mały test jutro podczas dwugodzinnego wybiegania. Bardziej poważny już za tydzień podczas zawodów 3. CROSS MARATON NAD PILICĄ. Te podobno niełatwe zawody będą kolejnym sprawdzianem przed sierpniowym startem. Trasa zawodów poprowadzona została w lasach przylegających do rzeki Pilicy i biegnie 7-kilometrową pętlą. Jestem ciekaw jak tam będzie. Dwie poprzednie edycje były zorganizowane na wysokim poziomie. Mam nadzieje, że w tym roku będzie podobnie.

trasaTrasa zawodów 3. CROSS MARATON NAD PILICĄ

W zawodach oczywiście pobiegnę w Cascadiach, których recenzje mogliście przeczytać kilka dni temu. But idealny na takie zawody. Będzie to kolejny sprawdzian butów w trudnym terenie. Przed „Chudym” trzeba je porządnie zmieszać z błotem 🙂

Kije trekkingowe
Trudny temat. Nadal się zastanawiam czy brać na zawody czy nie. Jeśli brać to musiałbym je mieć najpóźniej na początku lipca, ponieważ z kijami trzeba też nauczyć się biegać. Wybór kijków jest w sumie ograniczony i niewielki. Od typowo biegowych, ultralekkich i wytrzymałych RaidLightów za grubą kasę poprzez bardzo tanie i pewnie badziewne (oraz ciężkie) kijki do wędrówek górskich za kilkadziesiąt złotych. I znowu pytanie. Czy na jedne zawody jest sens wydawać 200 – 300 zł na kijki? Chyba nie…. a może jednak…nie atakuję rekordu świata. Możne znaleziony badyl wystarczy…

Pasek na numer startowy COMPRESSPORT
Wydatek niewielki a rzecz bardzo przydatna. Za pomocą tego paska możemy zamocować numer startowy bez konieczności przekuwania agrafkami naszych koszulek do biegania. Dodatkowo pasek ma dodatkowe kieszonki na żele. Przetestowane już podczas trzech startów. Pasek spełnia swoją funkcję. Nie przeszkadza i jest wygodny.

Co dalej…
Biegać, biegać i jeszcze raz biegać. Mam świadomość, że tygodniowa ilość treningów oraz kilometraż nie zachwyca. Znowu mało. Za tydzień Cross Maraton, który pobiegnę na spokojnie. Za dwa tygodnie już mocniejszy akcent, ponieważ Bieg Ursynowa gdzie mam zamiar poprawić życiówkę na 5 km. Czy uda się złamać 21:50? Czas pokaże. Jest jeszcze trochę czasu aby porobić interwały i nadrobić stracony czas.

Było o fenomenalnych Cascadiach a dosłownie za kilka dni będzie o fantastycznych Nike Flyknit One. Jestem w połowie pisania recenzji. Jeszcze zrobię kilka zdjęć i będę mógł opublikować tekst. Obiecuję 🙂

Dziś Bieg Rzeźnika. O tej porze już chyba większość zawodników jest na mecie. Niektórzy przegrali walkę, inny ją wygrali. Ja do swojej rzeźni mam jeszcze dwa miesiące. Wiem, że będzie bolało. Ale domyślam się także co będę czuć na mecie. Gratuluję wszystkim, którzy w Rzeźniku wystartowali i tym, którzy go ukończyli.