Archiwum

Archive for Czerwiec 2012

Maraton Mazury – relacja

Czerwiec 27, 2012 14 Komentarzy


O Maraton Mazury 2013 ->
https://biegamblog.wordpress.com/2013/04/25/maraton-mazury-2013/

Maraton Mazury,
Piękne widoki, piękna trasa i ładny wynik: 04:04:55  (netto: 04:04:43). Nowa życiówka poprawiona o 35 minut 🙂

Ale od początku,
pomysł startu ma Mazurach zrodził się błyskawicznie, kiedy zobaczyłem na portalu biegowym pierwszą informację o tym biegu. Po krótkiej ale burzliwej naradzie z małżonką stwierdziliśmy, że spędzimy czerwcowy weekend na Mazurach. Na listę zapisałem się bardzo szybko. Skutkowało to otrzymaniem fajnego numeru startowego: „10”

Plan:
Nie miałem jakiegoś konkretnego celu co do czasu. Po cichu chciałem się zbliżyć do 4 godzin. Gdzieś tam miałem nadzieję na czas poniżej 4 godzin, ale chaos w planie treningowym oraz zatrucie pokarmowe tydzień przed maratonem studził moje emocje. Chciałem ukończyć maraton w dobrym nastroju i podziwiać piękno Mazur.

Przygotowania:
Cały czerwiec biegałem wg. Wojtka Staszewskiego 🙂 Teraz po maratonie sądzę, że to był bardzo dobry krok. Wiem już, że do Maratonu Warszawskiego również będę biegł zgodnie z wytycznymi trenera.

VIP

Maraton Mazury był organizowany przez małżonkę Pana Piotra Kraśko z TVP, który także brał udział w biegu. Maraton zakończył z czasem 5:15:28 – brawa za wytrwałość. Nie zabrakło innych ludzi świata show biznesu. Biegła w zawodach na 10 km – Kinga Rusin, na zdjęciach widziałem także Edytę Herbuś no i prowadząca pogodynkę Dorotę Gardias, która prowadziła relacje w Dzień Dobry Tvn. Takie oto były te zawody 🙂

http://dziendobry.tvn.pl/video/co-kinga-rusin-robila-w-galkowie,1,newest,49304.html

Dzień przed startem:
Na Mazurach zjawiliśmy się całą rodzinką w piątek rano. Baza była 10 km od Gałkowa, gdzie znajdowała się linia startu i mety. Jako, że pogoda dopisała w piątek wieczorem zrobiliśmy sobie grilla i tłuste kiełbaski popijaliśmy złotym napojem 🙂 Nawadniałem się 🙂

Dzień startu

Pogoda bardzo ładna, świeciło słońce. Około 17 stopni. Przyjemnie. Start był zaplanowany na 8.30. Na miejscu zjawiłem się parę minut przed 8. Nie wiem czy piątkowe nawadnianie miało na to wpływ, ale na miejscu uzmysłowiłem sobie, że zapomniałem zabrać kilka istotnych rzeczy takich jak… bananek, aby zjeść na pół godziny przed startem, no i rzeczy najważniejszej czyli plastrów na sutki. Na szczęście miałem wazelinę i dość obficie posmarowałem wszystkie miejsca narażone na otarcia. Po rozgrzewce ustawiłem się na starcie w końcowej grupie. Biegaczy było niecałe 180 osób. Na chwilę przed startem spiker ogłosił, że start będzie opóźniony o 15 minut ze względu na wejście na żywo w Tvn. Czad 🙂

Przed startem – zdjęcie Gałkowo.pl

0-15km
Ruszyłem. Chcąc przebiec maraton w zakładanym czasie postanowiłem zacząć naprawdę wolno. Na poziomie 6 min/km. Po mniej więcej dwóch kilometrach spojrzałem za siebie i zobaczyłem, że jestem prawie ostatni 🙂 Fajnie 🙂 Delikatnie przyspieszyłem. Udało się minąć kilku biegaczy. Gdzieś na 7 km uciąłem sobie krótką pogawędkę ze starszym panem, który miał za sobą o ile dobrze zrozumiałem…. 137 maratonów. Podziwiam.

Biegnę, przede mną weteran maratonów  Gałkowo.pl

Od 5 km zaczęły się punkty odżywiania. Woda i power. Na 10 km miał być pierwszy punkt z bananami. Miałem w planie skorzystać. Niestety pierwszy zły sygnał. Bananów nie było. Skończyły się. Wcześniejszą grupa wszystko zjadła 🙂 Zacząłem się martwić. Nie miałem przy sobie żeli, ani niczego innego do jedzenia. Miałem tylko w butli Powerade na wszelki wypadek. Zakładałem odżywianie na trasie. Z dużymi obawami biegłem dalej. Nawet przyspieszyłem jeszcze trochę, aby zdarzyć prze innymi po banany (żart). Na szczęście na kolejnym punkcie już były. Ufff co za ulga.

Jest dobrze 🙂  http://www.ruciane-nida.pl/

15-30km
Na 15 kilometrze dogoniłem grupkę biegaczy w czerwonych koszulkach. Byli to Spartanie Dzieciom.
Pozdrawiam chłopaków serdecznie. Zwłaszcza Marcina, który co chwilę motywował swojego kolegę , krzycząc: „Mirek !!!
Biegło się bardzo dobrze w tej grupie. Na tyle dobrze, że biegłem za szybko: 5:30 to za dużo jak na moje założenia.
Z chłopakami i z  „Mirek dawaj !!„, przebiegłem przez połowę dystansu z czasem: 01:59:51. Było bardzo dobrze. I tak cały czas do przodu. Po drodze wyprzedzałem innych biegaczy, nasza grupka się kurczyła, aż w pewnym momencie wołanie Mirka nie miało sensu bo Mirka już z nami nie było. Został na tyłach….

30-42km
Gdzieś chyba około 32 kilometra kiedy było już ciężko odłączyłem się od grupy idąc bardziej do przodu. To był chyba mały błąd. Biegłem 5:30 – 5:45. Miałem siły. Dobrze się biegło. Niestety zemściło się na 36 km. Odcięło prąd. To była chyba „ściana”. Przyszedł duży kryzys. musiałem się zatrzymać przy punkcie z woda. Biegnąc powoli dalej zacząłem się zastanawiać czy nie odpuścić. Przyszły myśli co ja tu w ogóle robię. Po co tak się mecze. Po co ten maraton i to wszystko. Że już chyba nie będę biegł dalej w maratonach bo po jakiego grzyba… jakoś umysł wygrał i pozbierałem się.
38, 39 km to kilka podbiegów które były okropne. To już był prawdziwy koszmar. Było samo południe i słońce dawało się we znaki. Na szczęście sporą część trasy wiodła przez lasy. Na otwartej przestrzeni człowiek był atakowany przez tabuny wściekłych much i innego latającego paskudztwa. Chcąc, nie chcąc w słońcu biegłem szybciej, aby poczuć ulgę w cieniu pod osłoną drzew. Generalnie na tym odcinku baaardzo zwalniałem a na podbiegach przechodziłem do marszu.

Widząc 41 km udało się przyspieszyć. Zadziałała psychika. Przecież jestem tak blisko. Przyspieszaczem zdecydowanie na ostatnim kilometrze. Wykrzesałem resztki sił i pobiegłem poniżej 5:00 i to był dowód na to, że jednak chyba byłem w stanie złamać 4 godziny, gdybym jeszcze inaczej rozłożył siły. Na metę niesiony przez doping wbiegłem z czasem 04:04:55.  Byłem szczęśliwy 🙂

Organizacja
Normalnie to bym napisał teraz, że po przekroczeniu mety dostałem medal i napój…ale nie tu…nie na Maratonie Mazury. Po przebiegnięciu mety szybko złapała mnie pani, aby ściągnąć czip z buta. Po kilku sekundach podeszła pani z medalem. Super 🙂 A że po maratonie jakoś chciało mi się pić zacząłem się rozglądać na butelka wody. Niestety na próżno. Stół na mecie na którym, domniemam była woda stał pusty. Zdezorientowany poszedłem do biura zawodów zapytać gdzie można dostać wodę ponieważ chyba się skończyła. Dostałem informacje, że zaraz obok stadniny koni (było tam miasteczka maratońskie) jest restauracja i może tam….ale jazda pomyślałem :)… Olałem to, bo blisko miałem samochód gdzie miałem całą dużą butelkę wody mineralnej. Doczłapałem się do samochodu i się napiłem. Jak się potem zorientowałem to woda nie była jedyną gafa organizatorów. Niestety na mecie dostałem zły medal. Równolegle odbywał się bieg na 10 km Szlakiem Krutyni – tam biegła Kinga Rusin. Na mecie wolontariuszki chyba pomyliły medale i ci z „10” dostali trochę maratońskich i na odwrót. Fajnie, co? Ok, może się czepiam. Może brak wody na mecie i medal to duperele….ale jest mały niesmak. Pozostałe kwestie organizacyjne absolutnie bez zarzutu. Wszystko super, tylko ta cholerna woda….

Generalnie zawody na dobrym poziomie. Trasa przepiękna. Mazury są naprawdę wspaniałe.
Bardzo duże pochwały należą się za oznaczenie trasy. Trasa bardzo dobrze zabezpieczona. Wolontariusze, harcerze, policja, strażacy pilnujący, aby nikt nie zboczył z trasy. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem. Trochę się tego obawiałem przed maratonem  – jak widać bezpodstawnie.

Trasa biegu

Uchybienia organizacyjne są, nie da się ukryć. Widok Mazur jednak rekompensuje niedociągnięcia 🙂 Mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną wniosku i przy kolejnej edycji (o ile będzie, a mam nadzieję, że tak) poprawią to co wymaga poprawy.

Pozdrawiam z nową życiówka w maratonie 🙂

Wyniki:
http://www.domtel-sport.pl/insidethecode/files/3222-pl.pdf

Zdjęcia:
http://maratonmazury.pl/galeria

Reklamy

Maraton Mazury – wynik

Czerwiec 23, 2012 3 Komentarze

Poprawiona życiówka o ponad pół godziny i czas 04:04:55 🙂

Relacja wkrótce…

Kategorie:Zawody Tagi:

Katastrofa

Czerwiec 17, 2012 3 Komentarze

Inaczej tego nie można nazwać. Wczorajszy wynik w meczu z Czechami jest katastrofą. Nie będę oceniać trenera, drużyny i poszczególnych meczy. Od tego są „eksperci”.  Ja pomimo ogromnej sympatią do tej drużyny jestem zasmucony tym, że to już koniec naszego udziału w Euro 2012. Wielką szkoda. Mam tylko nadzieję że nowy trener nie rozsypie tej drużyny. Uważam, że podstawy są. Jest skład młodych i ambitnych chłopaków. Nawet Ci przyjezdni, pokazali jak grać z orzełkiem na piersi. Do sukcesu zabrakło……

Tutaj w trakcie przerwy w meczu z Grecją, kiedy było tak dobrze…

W bieganiu niestety także katastrofa. Za tydzień Maraton Mazury.
A ja musiałem zrezygnować z dwóch treningów w tym tygodniu oraz skrócić dzisiejsze wybieganie z dwóch godzin do jednej. Dlaczego…
Zatrucie pokarmowe. We wtorek stało się coś złego. Coś zjadłem. Najpierw ból brzucha, temperatura, a potem wielokrotna wizyta tam gdzie król chodzi piechotą. I tak do piątku. Od soboty jest lepiej. Niestety mam kłopot z apetytem.  Ciężko mi zjeść coś więcej.  A przecież teraz powinienem się „ładować”.
Dziś musiałem iść biegać. Aby choć trochę utrzymać formę. Nie było łatwo. Czułem się jak Polacy w meczu z Grecją. Bez prądu. Przed maratonem mam jeszcze dwa treningi – mam nadzieje, że będzie lepiej. Póki co jestem przerażony i już rozważam plan zejścia z trasy w razie czego, jak nie będę w stanie dalej biec.

No nic. Mam nadzieję, że problemy żołądkowe się już kończą. Mam nadzieję, że zdołam się naładować odpowiednio przed zawodami. Czekam z niecierpliwością na Mazury i nie chciałbym odpuszczać.

Mazury czekają…

Najwyżej jeśli nie sportowo, to będzie to przyjemnie spędzony weekend na Mazurach z moją rodzinką.

P.s. Pozdrawiam wszystkich „ekspertów”, którzy wypowiadają się w TV na temat polskiej piłki – co wy osiągnęliście grając na boiskach w reprezentacji…. ?

Kategorie:Treningi, Zawody

MECZ O WSZYSTKO

Czerwiec 15, 2012 Dodaj komentarz

 

Sektorówka będzie na stadionie – onet.pl

Kategorie:Uncategorized

Nie drażnij biegacza!

Czerwiec 9, 2012 3 Komentarze

Jak postępować z biegaczem – instrukcja dla normalnych ludzi.

1. Opis gatunku.

BIEGACZ jest stworzeniem nieszkodliwym, inteligentnym, sympatycznym i w ogóle miłym w obejściu, pod warunkiem, że się go nie rozdrażni. Wtedy potrafi zmienić się we wredną, mściwą bestię plującą jadem. Istnieje jednak prosta metoda na to, by biegacz był miły i kochany. Zawiera się w jednym zdaniu: NIE DRAŻNIJ BIEGACZA.

Biegacz na treningu stara się robić swoje i nie uprzykrzać życia innym. Dlatego wstaje o 5 rano, kiedy w parku spotyka tylko przedstawicieli swojego gatunku. Albo biega po nocy. Albo jedzie do lasu. Czasem jednak się nie da i musi publicznie trening uskutecznić. Wtedy stara się nie utrudniać egzystencji przedstawicielom niebiegających, ale oni swoje…

2. Jak postępować z biegaczem, gdy spotkasz go na drodze.

NIE BAW SIĘ W KIWANKĘ.

Biegacz biegnie dość szybko. Kiedy idziesz z przeciwka nie wpadaj w panikę i nie zaczynaj skakać z jednej strony ścieżki na drugą „o jezó, o jezó przecież mnie stratuje!”. NIE stratuje cię. W naszym kraju obowiązuje ruch prawostronny i tego się trzymaj. Zejdź na swoją prawą stronę. Biegacz ma oczy i zna zasady ruchu, gwarantuję ci, że też zbiegnie na swoją prawą stronę i tym samym miniecie się łagodnie i przyjemnie. A jeśli jeszcze powiesz biegaczowi coś miłego, na przykład „dzień dobry”, to on będzie cały szczęśliwy, uśmiechnie się, odpowie i będzie miło.

STÓJ JAK SŁUP

Jeśli się boisz, że nie zdążysz uciec z drogi biegaczowi, albo nie wiesz która to prawa strona, albo nie chcesz uciekać, albo cokolwiek innego stoi na przeszkodzie, żebyś zszedł biegaczowi z drogi zatrzymaj się. Stań jako ten słup i ani drgnij. Najlepiej jeszcze spojrzyj na biegacza wzrokiem lekko przestraszonym, wtedy on będzie wiedział, że się nie ruszysz i spokojnie, szerokim łukiem cię ominie. I nie zrobi krzywdy.

ŁAP PSA! I dzieci!

Biegacze zasadniczo nie mają nic przeciw psom. Część z nich ma własne. ALE, psy bywają niebezpieczne. Jeśli NIE WIESZ jak twój pies reaguje na biegaczy, albo wiesz, że nie reaguje dobrze (rzuca się do podgryzania, albo skacze z radości) przytrzymaj psa przez moment, biegacz cię ominie i psa takoż i wszystko będzie dobrze. Pies nikogo nie zje, nie przewróci a tobie nie grozi pozew od rozdrażnionego biegacza.

Uważaj na dzieci. Dzieci mają tendencję do raptownych zmian kierunku i biegacz widząc pędzącego z naprzeciwka krasnala prawie dostaje zawału, bo nie jest w stanie przewidzieć, w którą stronę ów krasnal popędzi. Najlepiej naucz swoje dziecię reakcji na widok biegacza, albo zwiększ czujność, gdy widzisz biegacza. Złap za rękę i nie puszczaj, dopóki biegacz was nie minie. Czasem biegacz zasuwa z taką prędkością, że trudno mu wyhamować gdy nagle dziecko wpadnie mu pod nogi, nawet gdyby bardzo chciał. A taki wypadek może skończyć się bardzo źle. Nie drzyj się na dziecko, bo wtedy zdezorientowane jest jeszcze mniej przewidywalne. Poza tym generalnie, nie drzyj się na dziecko. Bo później będzie musiało odreagować i wyrośnie na biegacza…

NIE CHODŹCIE ŁAWĄ

Oczywiście, że bardzo przyjemne jest sobie poplotkować z całym stadem znajomych w czasie spacerku, ale na litość, nie idźcie ławą, gdy biegacz zasuwa z przeciwka. Zasada zawsze ta sama – zejdź na prawą stronę! To nie boli, cała akcja zajmie jakieś osiem sekund, a masz pewność, że biegacz nie będzie mamrotał kurew pod nosem pod twoim adresem, po tym jak musiał się przebijać przez ławę.

REAGUJ NA OSTRZEŻENIA

„UWAGA!” krzyczy biegacz. Albo „Przepraszam!” A ty nic. Albo udajesz, że nie słyszysz, albo olewasz serdecznie prośbę. Idziesz środkiem ścieżki, biegacz dopędza cię i nie chcąc się przeciskać, zrobić ci krzywdy i wiedząc, że go nie widzisz (w końcu nie masz oczu na karku) krzyczy. A ty nic. No to się nie dziw, że cię zdzieli łokciem!

OSTRZEGAJ!

Jeśli jesteś kierowcą samochodu i wiesz, że na pewno się nie zatrzymasz, żeby puścić biegacza – zatrąb. Biegacz wtedy zwiększy czujność i nie wlezie Ci pod koła. Jeśli chcesz biegacza przepuścić – machnij ręką. Najlepiej kawałek przed przejściem dla pieszych, coby w miarę z dalekiej odległości widział już, że może biec, że nie zrobisz mu z tyłka garażu.

Jeśli jedziesz na rowerze – dzwoń, trąb, krzycz. Biegacz, nawet jak ma słuchawki, to najczęściej muzyka w nich jest na tyle cicho, że ostrzeżenie usłyszy.

NIE OBRAŻAJ SIĘ

Kiedy biegacz ma w nogach piętnaście kilometrów a przed sobą jeszcze na przykład osiem to trudno mu jest wyartykułować okrągłą prośbę z ozdobnikami w stylu „Przepraszam czy byłaby pani uprzejma zejść na prawą stronę ścieżki, gdyż chciałbym w niezakłóconym tempie kontynuować trening”. Już szybciej usłyszysz wspomnianą wyżej „Uwagę”, czasem nawet „Lewa wolna!” albo „Z drogi!”.

To nie jest dowód nieuprzejmości. Po prostu ostrzeżenie, które musi być szybkie, konkretne i zrozumiałe.

Nie obrażaj się też, jeśli biegacz ignoruje Twoje próby nawiązania konwersacji. Jeśli właśnie biegnie trening na tempo, czy leci po życiówkę – ostatnie o czym myśli to pogawędki. Jeśli chce pogadać, to na pewno to uczyni, ale raczej się nie zatrzyma.

NIE ZACZEPIAJ!

Jeśli chodzą Ci po głowie durne myśli, żeby biegaczowi, a szczególnie biegaczce walnąć jakiś głupi tekst – nie urzeczywistniaj ich. Bo go wkurzysz. Chcesz się drzeć i zaczepiać? Proszę bardzo, ale w miły sposób. Doping w postaci okrzyku „Brawo, tak trzymaj!” czasem potrafi zdziałać cuda i dodać skrzydeł, a biegacz będzie ci wdzięczny, bo może właśnie był na granicy paścia na pysk na dwudziestym kilometrze. A jeśli masz ochotę walnąć tekst o falujących pośladkach, albo że czupiradło biegnie, to nie radzę. Biegacze często wkurwliwi są, a biegaczki noszą gaz. I to silny gatunek, tak w ogólności.

SPRZĄTAJ KUPY!

Jeśli masz pieska i piesek narobi na ścieżce to proszę podnieść psie gówno i wyrzucić. Jeśli masz pieska i piesek narobi na ścieżce na oczach biegacza, a ty nie posprzątasz – biegacz się wkurzy. Jeśli masz pieska i piesek narobi na ścieżce, nie daj borze na oczach biegacza, a biegacz jeszcze przypadkiem wdepnie w owoc psiej pracy – biegacz się wkurwi. Bardzo. Wkurwiony biegacz to bardzo niebezpieczne stworzenie.

PODSUMOWANIE:

A niby dlaczego to ty masz ułatwiać biegaczowi życie? Czemu to on nie może się zatrzymać i mnie po ludzku ominąć? No kurna bo biegnie. Trening biegowy polega na tym, że się biegnie. Czasem zatrzymanie, choćby na 10 sekund wybija całkiem z rytmu i rozwala cały trening. Bieganie to jest pasja biegaczy, kochają to i bardzo im zależy na tym, żeby móc w spokoju swój sport uprawiać. Starają się nie uprzykrzać nikomu żywota, zatem i wy się postarajcie. To nie wymaga wiele.

Ten tekst pochodzi ze strony:

http://ruda-blondynka.pl/2012/05/22/nie-draznij-biegacza/

Kategorie:Porady Tagi:

Wczorajszy wieczór

Czerwiec 9, 2012 Dodaj komentarz

image

Kategorie:Uncategorized

Maj – podsumowanie, nowy plan i Euro

Czerwiec 7, 2012 1 komentarz

Maj

Czas na małe podsumowanie zeszłego miesiąca. Maj to okres startów na 5 km i przygotowań do czerwcowego Maratonu Mazury.  Na pierwszy ogień poszedł Bieg Konstytucji 3 Maja i pierwsza oficjalna życiówka na tym dystansie. Wyszło – 23:05.

Tydzień później nietypowe zawody GO Run i bieg górski na Górce Szczęśliwickiej na 5 km (w praktyce było to jakieś 4,20)

W tych zawodach mój wynik to 0:23:11. 
Podbiegi i szybki bieg był świetnym treningiem przed Accero Ekiden, gdzie biegłem z Blogacze II na 5 km. Tam był progres ale niewielki. Udało się nabiegać 0:22:59. Czyli kolejna poprawa. Bardzo się cieszyłem, że nie stoję w miejscu.  Z zawodów na zawody potrafię biec coraz szybciej.

Punkt kulminacyjny to Bieg Ursynowa. Co prawda był zaraz na początku czerwca, ale wrzucam go do posumowania majowego biegania.

Ta „piątka” to świetny wynik 0:21:50 🙂
Czas jest bardzo dobry, ale już mam ochotę na więcej. Wiem, że jest jeszcze szansa urwać parę sekund. W miesiąc poprawić się o ponad minutę to sporo. Fakt jest taki, że trasa na Ursynowie była naprawdę szybką. Stąd też pewnie udało się zyskać parę sekund.

Treningi

Cieszy mnie, że kilometrażowo jestem już teraz, tam gdzie byłem rok temu w szczycie sezonu (czyli sierpień, wrzesień). Biegam systematycznie co drugi dzień. W weekend, jak czas pozwala to dwa razy. Czyli wychodzi 4 razy tygodniowo. I tutaj pojawia się mały problem. Ostatni miesiąc próbowałem trenować wg Firsta. Tam są tylko trzy treningi w tygodniu. I tak drogą eliminacji, kolejny plan idzie w odstawkę. Po prostu nie leży mi ten plan. Jest ciekawy, trudny ale nie mogę powiedzieć, że realizuję go w 100%.

Nowy plan
Skoro stary plan poszedł w odstawkę, czas na nowy. I tutaj obiecałem sobie, że będę się go trzymać choćby nie wiem co. Plan ma mnie przygotować do Maratonu Warszawskiego  i podreperować jeszcze formę przed Maratonem Mazurskim.
Co ważne. Nowy plan to nie jest mój wymysł. Zgłosiłem się do prawdziwego trenera 🙂  Tak. Mam prawdziwy plan treningowy stworzony dla mnie. Biorąc pod uwagę moje możliwości i dotychczasowe osiągnięcia mój nowy (pierwszy) trener wygenerował plan ćwiczeń na czerwiec. Bardzo się z tego cieszę. Obecnie jestem po drugim treningu i muszę powiedzieć, że nie mogę się doczekać weekendowych wybiegań. Myślę, że nie ma co dalej kombinować z planami na własną rękę. Nie wiesz czy robisz dobrze czy źle. Nikt tego nie kontroluje. A teraz będę wiedział co robić i jak. A najważniejsze. Będzie ktoś, kto kontroluje i analizuje moje bieganie.
Więcej o trenerze i samym planie napiszę na koniec miesiąca. Po maratonie 🙂

Koko Koko Euro spoko
Trwa piłkoszał. Nie da się uciec od tematu Euro nawet na biegowym blogu.  Jutro wielki dzień. Początek UEFA EURO 2012. Mecz otwarcia – Polska – Grecja. Zaczyna się ciekawy okres w naszym kraju. Mieszkańcy miast, gdzie odbywaj się mecze muszą się przygotować na………….wszystko 🙂

Piłka nożna mnie interesuje. Ciekawią mnie rozgrywki ligowe. Wielkim kibicem na pewno nie jestem. Ale piłka jest mi bliska. Kibicuję mojej ligowej drużynie. Mam szczęście pracować w pewnej firmie, która jest sponsorem Euro 2012. Dzięki temu mam ten kawałek papierka na zdjęciu powyżej i jutro o 18.00 będę kibicował na Stadionie Narodowym naszym chłopakom. Trzymam kciuki za dobry występ Roberta Lewandowskiego, Rafała Murawskiego, Kuby, Łukasza Piszczka – za całą drużynę. Wierzę, że jesteśmy w stanie zajść naprawdę daleko…… 🙂

Polska !!!!! 🙂