Archiwum

Archive for the ‘Porady’ Category

Brooks Cascadia 8 – recenzja – As trialowych ścieżek

Maj 25, 2013 6 Komentarzy

W tej chwili biegam głównie w dwóch parach butów. W fantastycznych Nike Flyknit One oraz fenomenalnych trialowych Brooks Cascadia 8, których recenzję znajdziecie poniżej.

ResizedImage500292-cascadia8

Pierwsze wrażenie

Czy można się zachwycać nad parą butów do biegania? Wiele czasu zabrało mi znalezienie odpowiednich słów jakimi można opisać te buty. Zacznijmy od początku. Jest to moje pierwsze spotkanie z obuwiem marki Brooks. Wiedziałem, że produkty tej firmy mają uznanie w środowisku biegaczy, sam jednak nie byłem do końca pewien czego się spodziewać. Dzięki uprzejmości firmy 4Run w moje ręce trafił najnowszy model Brooks Cascadia 8.  Po otworzenia pudełka i wyciągnięciu butów doznałem szoku. Urzekł mnie ich kolor i wygląd. Piękne czerwono-żółte buty. Mogą się podobać, rzucają się bowiem w oczy i o to chodzi. But jest kolorowy i bardzo fajnie zaprojektowany pod względem wizualnym. W butach się jednak biega a nie na nie patrzy. Pierwszy trening był bardzo ciekawym doznaniem, to co zaraz na początku poczuła moja stopa to bardzo dobre dopasowanie. Wizualnie but nie jest obszerny i szeroki. W porównaniu z Nike czy Asisc jego budowa jest stosunkowo wąska. But jest jednak idealnie dopasowany, a stopa ma sporo komfortu  wewnątrz buta.

 Plan testowania

Buty przyszło mi testować w okresie zimowo-wiosennym. Dość długa zima i spore ilości śniegu obecne jeszcze wczesną wiosną pozwoliły mi solidnie sprawdzić buty w różnych warunkach. Począwszy od świeżego śniegu poprzez deszcz, błoto i chlapę po suchy piasek i temperaturę niemal 30 stopni. Ponieważ mieszkam w centrum dużego miasta siłą rzeczy część treningów odbywała się w terenie miejskim, natomiast do miejsca dla którego but ten jest stworzony, czyli leśnych bezdroży i pagórków, miałem parę kilometrów. Udało mi się pobiec w kilku zawodach przełajowych i sprawdzić buty podczas startu. Moim głównym celem do testów było przebiegnięcie jak największej ilości kilometrów w mieszanym terenie, łącznie z długimi wybieganiami, ponieważ but ten ma przynieść mi sukces podczas sierpniowego Chudego Wawrzyńca – górskiego biegu ultra na dystansie ponad 80 km. Na takie zawody jedzie się tylko ze sprawdzonym sprzętem.

Opis producenta

Firma Brooks stworzyła Cascadię do pokonywania piaszczystych bezdroży. Model ten dedykowany jest do biegów ultra oraz rajdów w trudnym terenie. But posiada wiele rozwiązań takich jak technologia DNA, która w inteligentny sposób pozwala dopasować amortyzację do indywidualnych cech biegacza, czy też system dostosowania się do podłoża PiVot, który zmniejsza niebezpieczeństwo utraty kontaktu z powierzchnią na nierównym terenie. Muszę przyznać, że to naprawdę działa. W tych butach, podczas nawrotów i szybkich ostrych zakrętów, czułem jak but trzyma się nawet na piasku, gdzie w normalnym bucie, noga by wpadła w poślizg i odjechała. Natomiast system HPR dodatkowo zapewnia odporność na ścieranie. Wiele kilometrów pokonanych na drodze asfaltowej to potwierdza – podeszwa jest taka jaka była w momencie wyjęcia z pudełka butów za pierwszym razem.  Jestem pod wrażeniem.

Raport z terenu

Treningi w Brooksach zaczynałem w lutym. Praktycznie środek zimy i pełno śniegu. Buty bardzo dobrze się sprawdziły w takich warunkach. Śmiało można biegać w nich w głębokim śniegu i błocie pośniegowym, kontakt ze śniegiem bowiem nie powodował mokrych skarpetek. Jednak wpadnięcie w sporą kałużę schowaną pod świeżym lodem, siłą rzeczy, psuło trening. Oczywiście na lodzie ciężko zachować równowagę, ale nie ma butów bez kolców, w których można biegać interwały po lodzie.  Najważniejsze dla mnie było bardzo dobre trzymanie podłoża podczas ćwiczenia kilkusetmetrowych podbiegów po śniegu. To ważne, że noga nie uciekała i stopa się nie ślizgała. Zwieńczeniem zimowych testów był Bieg Łosia w Puszczy Kampinoskiej. Zawody odbywały się na początku kwietnia więc wszyscy sądzili, że będzie już ciepło. Nic z tych rzeczy. Puszcza przywitała nas śniegiem. To był trudny sprawdzian dla butów, praktycznie 18 km w głębokim śniegu. Ja jednak czułem stabilność. Dzięki temu z powodzeniem mogłem wyprzedzać innych zawodników, a buty po raz kolejny zdały egzamin i miło mnie zaskoczyły.

W końcu przyszła wiosna, zrobiło się ciepło i można było pobiec w las. Ziemia i Cascadia 8. Idealne połączenie. Do tego skarpety kompresyjne i można hasać po lesie przez kilka godzin. Podczas pokonywania leśnych podbiegów czułem jak but wgryza się w ziemię. W trakcie szybkiego zbiegania z górki czułem tak ważną w tym momencie stabilność stopy i trzymanie podłoża. Ważne jest to, że pomimo wąskiej budowy buty i – jakby to nazwać – mocnego dopasowania masz świadomość dobrego prowadzenia buta. Stopa ma sporo przestrzeni w bucie, przez co można zareagować w momencie kontaktu z kamieniem lub korzeniem.

Letnim testem butów były zawody górskie na 5 km. Sporo ostrych podbiegów i zbiegów. Podłoże to asfalt, kostka brukowa, piasek, trawa i ziemia. I kolejne miłe zaskoczenie. Świetne trzymanie butów na suchym piachu, podczas pokonywania szybkich zakrętów but doskonale trzymał się podłoża. Urzekło mnie to. Rok temu brałem udział w podobnych zawodach, biegnąc w zwykłych butach i pamiętam jak się momentami ślizgałem się i traciłem podłoże. Teraz tego nie było.

Podsumowanie i ocena

W butach przebiegłem łącznie prawie 400 km. Różne warunki pogodowe. Różna nawierzchnia. Na początku tej recenzji zapytałem czy można się zachwycić nad parą butów do biegania. Otóż można. Ja jestem zachwycony tymi butami. Początkowo zachwycił mnie ich wygląd, a potem właściwości biegowe. But doskonale nadaje się do pokonywania bezdroży i trudnego terenu.

Nie napisałem o rzeczy dość istotnej, przynajmniej dla mnie. Każde nowe buty u mnie wiążą się z otarciami i bąblami. Ale nie w Cascadiach. Idealnie dopasowały się do mojej stopy. Zero, nic. Żadnych obtarć ani odcisków.

Mały drobiazg: sznurówki. Są tak zrobione, że ani razu się nie rozwiązały. Inne buty wiele razy rozwiązywały mi się w trakcie treningu. Zwłaszcza gdy były mokre. Z Brooksami nie miałem tego problemu.

Jak pisałem wcześniej buty wizualnie prezentują się bardzo dobrze. Nie ma problemu z ich konserwacją. Czyszczą się łatwo i przyjemnie. Dzięki temu można cieszyć oczy ich ciągle świeżym wyglądem.

Szukałem jakiejś wady w tych butach. Nie znalazłem. Nawet ich cena nie jest wadą. Uważam, że dobry produkt musi mieć swoją cenę. Buty kosztują około 450 zł.

But polecam wszystkim którzy chcą pokonywać leśne i górskie szlaki. Stworzony jest do biegania po bezdrożach. Tak więc jeśli szukasz butów do biegania uważam, że Brooks Cascadia 8 jest trafnym wyborem. Wiem o tym, że poprowadzą mnie do zwycięstwa (ukończenia w sensownym czasie) podczas sierpniowych zawodów ultra.

PUNKTY

KRYTERIA

OCENA

NA

PRZEWIEWNOŚĆ/IZOLACJA

4,5

5

AMORTYZACJA

5

5

PRZYCZEPNOŚĆ

5

5

KOMFORT

5

5

TRWAŁOŚĆ/WYTRZYMAŁOŚĆ

5

5

WAGA

5

5

WYGLĄD/DESIGN

5

5

OCZEKIWANIA

5

5

STOSUNEK CENA-JAKOŚĆ

5

5

RAZEM

44,5

45

Powyższa recenzja została napisana dla 4Run.pl
Buty do kupienia w sklepie sklep.4run.pl

top_logo

Reklamy

Bieg Łosia – relacja, Chudy Wawrzyniec – cz.2/1 – przygotowania

Kwiecień 6, 2013 2 Komentarze

Mam Łosia, ale tego prawdziwego nie widziałem...
Plan był inny. To miał być bieg w temperaturze około kilkunastu stopni (oczywiście na plusie). Miało być zielono i przyjemnie. Miała być piękna, świeża trawa. Miał to być typowy bieg trialowy po lasach Puszczy Kampinoskiej.

Niestety wszyscy widzą jak jest z pogoda. Nie ma sensu się rozpisywać na ten temat. Tak więc tegoroczna edycja Biegu Łosia odbyła się w iście zimowej scenerii. Śnieg po kostki, temperatura delikatnie na plusie.

Bieg Łosia to dość nietypowe zawody ze względu na dystans – 17 km. Taka oryginalność cieszy. Dobrze, że organizator na sile nie skraca, ani nie wydłuża dystansu. Taka formuła to plus tych zawodów. Organizatorem zawodów są ekobiegi.pl Na starcie pojawiło się około 300 zawodników. Start i meta zarazem zlokalizowana była w Dziekanowie Leśnym.

Zawody te traktowałem jako szybszy trening. Forma testu przed sierpniowym „Chudym”. Nie nastawiałem się na czas. Założyłem, że w 1:30 powinno się udać przebiec 17km i poprosiłem małżonkę, aby czekała na mnie z synkiem na na mecie około 11:30 (pomyliłem się jak się potem okazało o niecały kwadrans).

Wstępnie planowałem pobiec w końcu w krótkich spodenkach. Niestety po raz kolejny trzeba było założyć długie legginsy. Na nogi założyłem trialowe Brooks Cascadia 8, które mam od 4run.pl. Zawody te miały być testem tych butów – tylko aura miała być inna. Tak czy inaczej, w śniegu po raz kolejny buty zdały egzamin. Pod koniec kwietnia przeczytacie szczegółową recenzje na stronie 4run.pl oraz na moim blogu. Nierozłącznym towarzyszem Brooks’ów są skarpety Compressport, które dziś przeszły test wchłaniania wody 🙂 Czas i dystans na zawodach z powodzeniem odmierzał Garmin Forerunner 210.

Start

Ustawiłem się dalszej części stawki. Punkt godzina 10.00 ruszyliśmy. Ustawienie się daleko, okazało się w sumie głupim pomysłem. Trasa była wąska. Może inaczej. Trasa była szeroka ale udeptany fragment trasy był wąski. Po bokach śnieg ponad kostki. To spowodowało, że przez pierwsze kilka kilometrów biegliśmy gęsiego. Jeden za drugim. Ten kto wyprzedzał, płacił cenę znacznego wzrostu tętna. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, że delikatnie przyspieszając i hasając w śniegu można tak szybko wejść w „czerwona strefę”. Było ciężko. Parę razy ja wyprzedzałem, parę razy mnie wyprzedzali. Około 6-7 km zawodnicy się bardziej rozbiegli i było więcej miejsca.

bieg łosiafot. Piotr Krawczyk

Półmetek
Gdzieś około ósmego kilometra znajdował się punkt odżywczy. Była woda, ciepła herbatka, ciastka, rodzynki oraz morele. Ja zjadłem jedno ciasteczko, wypiłem dwa kubki wody i zaaplikowałem Powerbombę.
Tempo było wolne, tętno wysokie i cały czas masa śniegu. Wszędzie biało. Momentami jednak „puszcza wodę puszczała” i było bardzo mokro. Jeszcze będąc na 14 -15 km myślałem o tym, żeby ostatni kilometr finiszować. Nie miałem sił. Pierwszy raz na zawodach wbiegałem na metę normalnie. Tak jak biegłem. Bez szaleńczego finiszu.
Wbiegłem z czasem około 01:44:50

bieg łosiafot. ekobiegi.pl

Na mecie czekał na mnie bardzo ładny medal oraz kochana niebiegająca (na razie) małżonka oraz synek. Padłem, po chwili powstałem i zjadłem bardzo dobre spaghetti w sosie bolońskim.

Świetne zawody i świetna organizacja. Wszystko ach i och. I to wszystko za 30 zł opłaty startowej. Cud, miód, orzeszki. Ja akurat należałem do tych szczęśliwców, którzy wygrali w konkursie Sport Guru i pakiet miałem za free (dzięki tym, którzy na mnie wtedy zagłosowali 🙂 )

Mój prawie 3 letni synek także pozytywnie ocenia zawody. Co prawda łosia nie spotkał ale za to odwiedził stadninę koni. Dostał także swój pierwszy medal. Będzie z niego biegacz 🙂

zdjęcie(2)fot. małżonka. Dwa Łosie 🙂 Synek na zdjęciu nie płacze tylko się szczerzy do zdjęcia 🙂

Co ma Bieg Łosia do Chudego Wawrzyńca?

Sporo. Na tych zawodach uświadomiłem sobie parę ważnych rzeczy. Muszę jeszcze więcej biegać w terenie. Bardzo ważne jest wzmocnienie mięśni brzucha i pleców. Ogólnie ćwiczenia ogólnorozwojowe. Tak, aby podczas trudnego biegu nie mieć kłopotów z utrzymaniem odpowiedniej sylwetki. Ważna jest praca całego ciała i odpowiednia ekonomika biegu. Muszę popracować nad techniką pokonywania podbiegów. Nie mogę tracić tyle sił na tych fragmentach trasy. Tutaj było dużo śniegu i trzeba było wysoko unosić nogi, ale na „Chudym” może być np. błotniście i ślisko. Buty w śniegu prawie całkowicie przemokły. Muszę pamiętać i koniecznie zabrać zapasowe skarpetki. Ich przebranie na trasie może być (będzie) konieczne. Powinienem także pamiętać o tętnie. Lepiej biec wolniej, niż za szybko. I stara ale bardzo ważna zasada. Na początku biec powoli i trzymać się grupy. Nie wyrywać się do przodu bo to nie ma sensu. Tutaj nie biegnie się na czas.
Kolejnym etapem przygotowań do zawodów będzie majowy bieg na 10 km – Bieg Szczęścia.
Acha. Mój oficjalny czas to: 01:45:25. Byłem 119 na 217 zawodników na mecie. Warto zaznaczyć, że zawody wygrał człowiek (chyba) nie z tej ziemi z czasem 01:13:24 !! Kosmos totalny!!!

Połówka – jak ją wypić i nie mieć kaca ?

Marzec 19, 2013 8 Komentarzy

Szykuje się wielkie święto biegowe – 13 tysięcy zawodników. Mam nadzieje, że organizatorzy staną na wysokości zadania i start przebiegnie sprawnie. Są do tego dość spore obawy. Zwłaszcza, gdy z kilku pasów (start jest po obu stronach jezdni na moście) po wbiegnięciu na „rondo z palmą” zrobią się dwa pasy. No zobaczymy co to będzie….

601414_10151487501719763_1788576395_n

Jak to wypić i nie mieć kaca?
Mam plan. Pobiegnę świadomie 🙂 Chcę półmaraton rozegrać z głową. To będzie moja trzecia połówka. Pierwsza była dwa lata temu w Tarczynie. Dwie godziny biegania… to było trudne doświadczenie. Wysoka temperatura, otwarty teren, brak cienia. Czułem się jak boczek na patelni. Nie byłem przygotowany na takie warunki. Pod koniec moje uczestnictwo w tych zawodach nie miało wiele wspólnego z bieganiem.

Drugi to wiosna zeszłego roku i połówka w Warszawie. Tutaj także nie było za ciekawie. Źle rozłożyłem siły i pod koniec nie było wesoło. Udało się pobiec w 1:53. Gdybym lepiej rozegrał ten bieg z pewnością wynik byłby lepszy. Zdecydowanie za szybko pobiegłem pierwszą część zawodów.

Co teraz?
Patrząc na moje wyniki z jesieni to połówkę powinienem zrobić w 1:43. Ale wiem, że jestem jeszcze daleko od tamtej formy. Liczę po cichu na wynik w okolicach 1:47. Czy się uda? Czas pokaże. Mam jednak pretensje do siebie, że słabo przepracowałem zimę i myślę o 1:47 a nie np. 1:40… Najważniejsze to zacząć bardzo spokojnie. Będę się starał możliwie szybko zacząć biec swoim tempem. Przy takiej ilości biegaczy początkowo będzie mało miejsca i spory ścisk, więc nie będzie łatwo. W takich warunkach trzeba uważać na innych. W drugiej połowie mam zamiar znacznie przyspieszyć. Cel jest taki żebym miał sporo sił na druga polowe. Mam nadzieje, że uda mi się zrealizować założenia i na metę wbiegnę z uśmiechem zatrzymując zegarek z czasem 1:4x  (moja życiówka to skromne 1:53:25).

Przede mną jeszcze ważne treningi, aby na niedzielę być w optymalnej dyspozycji. Dziś podbiegi – 8×45 sek. a w czwartek interwały 8x2min. W zależności od samopoczucia w piątek albo 30 minut powoli albo wolne. Pogoda za oknem niestety nie rozpieszcza.
Zimo: wyp%^*@$%& !!!

O czy należy pamiętać w najbliższa niedzielę czyli kilka rad dla debiutantów:

– zapoznaj się z informatorem,
– przybądź na miejsce startu przynajmniej godzinę wcześniej. Będzie dużo ludzi, korki, kłopoty z parkowaniem… pamiętaj o tym. Sugeruję przybyć na miejsce publicznym transportem. W ten sposób zaoszczędzisz sobie stresu związanego  z szukaniem miejsca parkingowego,
– pamiętaj o obcięciu paznokci u stop parę dni wcześniej. Za długie mogą spowodować obicia i sińce,
– dobrze nasmarować wazeliną lub sudocremem miejsca narażona na otarcia. Faceci niech pamiętają o zaklejeniu sutków plastrem – czasami może to być przydatne (zwłaszcza gdy będzie padać deszcz – pod wpływem mokrej koszulki zwiększa się tarcie),
– rano śniadanie powinno być  lekkie ale pożywne,
– folia ratunkowa – do nabycia w aptece za parę złotych. Pogoda jest niepewna. Będzie pewnie parę stopni lub w okolicach zera. Ja się ubieram na krótkie spodenki plus bluza na długi rękaw. Rok temu biegłem w długich spodniach – było za gorąco. Aby nie zmarznąć przed startem będę miał na sobie folie, która potem złożę i wyrzucę.
– dobre nastawienie i dobry humor,

Apel – ustaw się w swojej strefie startowej, zgodnie z kolorem Twojego numeru startowego. Będzie dużo zawodników. Pamiętajmy, że nie biegniemy sami. Znasz swoje możliwość. Nie ustawiaj się za blisko startu.  Sprawmy aby dla każdego zawody były przyjemne. Szanujmy się. Niech to będzie nasze święto biegowe.
Powodzenia i do zobaczenia na mecie !!!

Test Garmin Forerunner 610 – video recenzja

Styczeń 2, 2013 11 Komentarzy

Zegarek trafił do mnie już jakiś czas temu. Ze względu na okres roztrenowania nie miałem możliwości na maksa przetestować wszystkich funkcji i dobrodziejstw tego urządzenia. Recenzja miała się pojawić przed świętami. Niestety nadmiar spraw zawodowych pod koniec roku oraz późniejszy okres świątecznego rozleniwienia skutkuje tym, że recenzję Garmin’a czytacie dopiero teraz. Tekst ten to historia jak zostałem garminoholikiem. Czytając wiele opinii i recenzji na sieci, wiedziałem o tym, że jest to poważna choroba. Wirus Garmina przyjechał do mnie kurierem pod postacią odmiany Forerunner 610 w limitowanej wersji kolorystycznej. Jest to pierwszy Garmin, którym zostałem zainfekowany. Po kilku treningach mój organizm się poddał – zachorowałem.
Teraz rozumiem w pełni zachwyt nad produktami firmy Garmin. Czekam jeszcze tylko jeszcze na pierwszy kontakt z Suunto Ambit. Ale o tym kiedy indziej.

Video recenzja
Zapraszam do obejrzenia pierwszej video recenzji mojego autorstwa. Mam nadzieję, że przygotowany materiał się Wam spodoba. Ja ze swojej strony obiecuję kolejne video materiały oraz sukcesywną poprawę jakości prezentowanych filmów 🙂

GF610SE-1

forerunner-610

zdjęcie 3
zdjęcie 5

Zawartość opakowania
W moje ręce trafiła biało niebieska wersja Garmin Forerunner 610 HRM. Omawiany model posiada ekran dotykowy.
W opakowaniu znajdziemy:
– zegarek,
– czujnik pomiaru tętna z paskiem (z monitora nie korzystałem. Biegałem z czujnikiem Adidasa z miCoach, który bez problemu się sparował)
– ładowarkę USB oraz sieciową w dwóch wersjach,
– stick USB umożliwiający synchronizację z PC.
– instrukcję obsługi,

Wszystko bardzo ładnie opakowanie w pudełko.

Dane producenta:

Wymiary urządzenia, szer. x wys. x gł.: 4,57 x 6,35 x 1,42 cm (1,80 x 2,50 x 0,56 cala)
Wymiary wyświetlacza, szer. x wys.: przekątna 2,54 cm (1,0 cala)
Rozdzielczość wyświetlacza, szer. x wys.: 128 x 128 pikseli
Ekran dotykowy: tak
Waga: 72 g (2,54 uncji)
Bateria: bateria litowo-jonowa
Czas działania baterii: 4 tygodnie w trybie oszczędzania energii, 8 godzin w trybie treningu
Wodoszczelny: tak (IPX7)
Obsługa GPS: tak
Bardzo czuły odbiornik: tak

 

Zaawansowane funkcje

Narzędzia treningowe, takie jak nowa funkcja Virtual Racer™, mogą zmienić każdy trening w wirtualny wyścig. Funkcja pozwala ścigać się z poprzednimi najlepszymi wynikami lub spróbować pobić najlepszy wynik dla dowolnych aktywności przesłanych na stronę Garmin Connect™. Funkcja Virtual Racer uwzględnia zmienne prędkości i zaistniałe warunki w czasie rzeczywistym, dzięki czemu można naprawdę ścigać się ze swoim przeciwnikiem. Można także skorzystać z funkcji Virtual Partner® i porównać swoje wyniki z ustalonym przez siebie stałym tempem. Forerunner 610 oferuje także alerty wibracyjne z możliwością dostosowania, które można zastosować dla dystansu, kalorii, tętna lub rytmu. Po osiągnięciu wartości docelowych urządzenie delikatnie zawibruje.

zdjęcie 1

Wygląd zegarka
Zegarek prezentuje się bardzo dobrze. Widać solidne wykonanie i doskonale spasowanie materiału. Ta wersja kolorystyczna wygląda bardzo fajnie. Jest z pewnością oryginalna. Mi się jednak bardziej podoba czarny zegarek.

Obsługa zegarka jest prosta i intuicyjna. Mamy do dyspozycji przyciski z dostępem do podstawowych funkcji: włącznik – podświetlenie, strat – stop oraz międzyczas. Reszta ustawień jest dostępna z poziomu ekranu dotykowego. Początkowo zastanawiałem się jak to się sprawdzi i czy nie będzie przypadkowych „dotknięć”. Wszystko działa bez zarzutu i bardzo dobrze. Można powiedzieć, że jestem pod wrażeniem z małymi uwagami, które zobaczycie w video recenzji.

zdjęcie 4

Wielkość ekranu jest odpowiednia. Nie jest ani duży ani mały. Wszystko jest czytelne. Na kilku ekranach mamy dostęp do wszystkich informacji w trakcie biegu. Przełączenie działa bardzo płynnie i dobrze. Mamy możliwość zdefiniowania własnych ekranów. Do dyspozycji są cztery wiersze, gdzie możemy wyświetlić preferowane parametry biegu. Bez problemu ekrany można przełączyć w rękawiczkach. Edycja ustawień na ekranie już może być kłopotliwa. Mały kłopot mogą mieć także osoby z dużymi palcami. Ustawienie na przykład tempa biegu odbywa się poprzez przesunięcie małych cyferek. To jest chyba jedyna, mała wada ekranu dotykowego.

Funkcje
GPS

Działa bardzo dokładnie. Zegarek wyposażony jest w jeden z lepszych modułów GPS dostępnych na rynku. Co prawda nie biegałem zawodów na trasie z atestem, ale wydaje mi się że jego dokładność jest bardzo dobra. Mam porównanie do GPS z telefonu oraz krokomierza. Urzekł mnie pomiar i wykres podczas treningów na stadionie. Prawie idealne okrążenia. Brawo. Na endomondo nigdy takiego efektu nie uzyskałem. Tempo chwilowe wydaje się być odczytywane równie dokładnie. Opóźnienie jest niewielkie i spokojnie można analizować tempo krótkich interwałów.

mapa

Jedyny minus to pojawiające się czasami problemy ze złapaniem sygnału GPS. Zazwyczaj połączenie następowało po kilkunastu sekundach. Czasami jednak nie zaskoczył. Wtedy trzeba było poczekać chwile dłużej. Oczywiście spore znaczenie ma pogoda. W pochmurny, deszczowy dzień przyjdzie nam czekać najdłużej na złapanie fix’a.

Virtual Partner
Zegarek posiada funkcję wirtualnego partnera. Definiujemy zakładane tempo biegu. Na dedykowanym dla tej funkcji ekranie widzimy dwie postacie. Jedna to my a druga to nasz wirtualny duszek. Dzięki temu widzimy czy utrzymujemy zakładane tempo biegu czy nie. Jak bardzo tracimy lub jaką mamy przewagę. Bardzo przydatna funkcja jeśli chcemy utrzymać stałe tempo biegu lub ukończyć zawody z zakładanych czasie.

Powrót do startu
Bardzo fajna funkcja. Pozwala nam, podczas biegania w terenie, powrócić do miejsca startu. Działa to w ten sposób, że na starcie określamy jednym przyciskiem naszą pozycję. Gdy zapuścimy się za daleko w las lub pole, wybieramy opcję powrotu do miejsca startu. Wtedy zegarek pełni funkcję kompasu i pokazuje nam w którą stronę biec. Bardzo przydatne gdy odkrywamy nowe tereny poza miastem.

zdjęcie 2

Podświetlenie
Niby błahostka, ale jednak ważna rzecz. Tak jak nie trafia do mnie podświetlenie indiglo z Timex’a, tak podświetlenie w Garmin’ie jest doskonałe. Biegając po ciemku po włączeniu oświetlenie wszystkie informację są bardzo czytelne.

zdjęcie(2)

Serwis WWW
Porównując z tym co oferuje Timex ze swoim Training Peaks to strona Garmina wygląda bardzo dobrze. Jest bardzo funkcjonalna i czytelna. Znajdziemy tam wszystkie informacje bez zbędnych fajerwerków i flash’owych udziwnień. Strona nie jest przeładowana bajerami. Szybko się ładuje. W serwisie możemy zdefiniować treningi, interwały, które potem importujemy do zegarka. Kolejny plus.

Bez nazwy

Łączność z PC
Komunikacja z komputerem odbywa się bezprzewodowo za pomocą technologi ANT+. Zegarek łączy się z kluczem USB wpiętym do komputera. Zainstalowana aplikacja automatycznie synchronizuje nasze treningi ze stroną www http://connect.garmin.com

Podsumowanie

Garmin Forerunner 610 to bez wątpienia doskonały zegarek.

Za w miarę przystępna cenę dostajemy produkt wysokiej klasy. Urządzenie wyposażone w funkcje zarówno dla amatora jak i doświadczonego biegacza. Forerunner 610 może zostać naszym partnerem przez długi czas. Pomoże nam w trakcie treningu na stadionie oraz podczas biegania po leśnym terenie. Gdy się zgubimy, pomoże nam odnaleźć drogę do domu. Jest także dobrym kompanem podczas zawodów. Pozwoli nam utrzymać odpowiednie tempo. Łatwość użytkownika i prostota wykonania jest dobra cecha tego zegarka. Nie jest przeładowany ustawieniami. Z drugiej strony jest w nim wszystko co do szczęścia potrzeba.

Polecam.

Dziękuje firmie Garmin za udostępnienie zegarka na potrzeby powyższej recenzji. Smutno się z nim teraz rozstawać. Jestem chory – muszę iść chyba na odwyk i wyleczyć  się z choroby garminowej 🙂

Zapraszam do dyskusji na temat tego zegarka.
Na koniec zdradzę, że kolejny materiał video już powstaje i będzie nim recenzja Nike LunarGlide+4 Shield oraz porównanie ich do „zwykłych” lunarów4.

Kancelaria Sportowa Staszewscy – twój trener

Grudzień 3, 2012 Dodaj komentarz

Tydzień temu przedstawiłem Wam recenzje wirtualnego trenera miCoach. Teraz przyszedł czas na przedstawienie prawdziwego, żywego trenera.

Latem tego roku myśląc o Maratonie Warszawskim zacząłem szukać planu treningowego dla siebie. Chwile wcześniej próbowałem biegać wg Firsta, jeszcze wcześniej próbowałem sił z Daniels’em. Jednak czułem się trochę zagubiony w gąszczu informacji i miałem problem z doborem odpowiednich obciążeń treningowych. Zależało mi na dobrym przygotowaniu do jesiennego maratonu. Przeszukałem internet aby znaleźć rozwiązanie dla siebie. I tak po lekturze bloga Wojtka Staszewskiego natrafiłem na jego Kancelarie Sportowa. Poczytałem co ma Kancelaria do zaoferowania i się zgłosiłem.

Wojtek, właściciel Kancelarii jest znaną postacią w środowisku biegowym. Jest autorem bloga http://staszewskibiega.blox.pl/html, prowadzi w „Gazecie Wyborczej” akcję „Polska Biega„. Pisze regularnie dla czasopisma Bieganie. Jest bardzo dobrym zawodnikiem z życiówką 2:49 w maratonie. Przebiegł przeszło 40 maratonów. Wojtek cały czas „trzyma” poziom biegowy. Co dla nas najważniejsze – jest trenerem.

I tak powierzyłem swoje bieganie doświadczonemu zawodnikowi.

Oferta Kancelarii skierowana jest dla wszystkich. Od początkujących biegaczy po zawodowców startujących w zawodach.

Trening

Jak wygląda współpraca z Kancelarią?
Co miesiąc dostajemy nową rozpiskę zawierającą szczegółowy opis treningów na poszczególne dni. W zależności od tego jaki jest nasz główny cel, poszczególne treningi są ustawione tak aby w kluczowym momencie być u szczytu formy.

Tydzień treningowy dzielimy na 3 etapy (w zależności od tego ile razy w tygodniu chcemy i mamy czas biegać – jest to ustalane indywidualnie zaraz na początku). Podbiegi – wcześniej nie trenowałem podbiegów. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak niepozorne ćwiczenie może mieć taki wpływ na nasza sile. Wiem o tym ze cotygodniowe serie podbiegów na Górce Szczęśliwickiej w dużym stopniu wzmocniły moje nogi. Teraz podbiegi w trakcie zawodów nie chcą są dla mnie straszne. Kolejny etap to interwały z krótkimi seriami gdzie ćwiczymy szybkość. Na weekend jak zawsze długie wybiegania. Baaaardzo wolne. Jak dla mnie za wolne. Początkowo nie moglem się przestawić aby biec 1,5 godziny w tempie 6:15 – 6:30 Ale w tym wolnym tempie jest metoda. Budujemy wytrzymałość. Przekonałem się o tym i już nie narzekam, że muszę wolno biegać.

Co jakiś czas Kancelaria organizuje wspólne treningi. Tutaj jest jedna rzecz, której mogę się przyczepić. Otóż brakuje spotkania z trenerem (od nowego roku ma się to zmienić) na samym początku współpracy. Ważne jest aby pokazać kilka istotnych kwestii na temat biegu. Jak np. technika. Biegacz amator nie wie np. jakie błędy popełnia podczas biegu. Sylwetka, ręce itp…. Taki pierwszy trening pod okiem trenera może być bardzo pomocny zwłaszcza dla biegacza stawiającego pierwsze kroki. Wiadomo, że jeśli już biegamy dość długo to ciężko nam się przestawić i pozbyć się złych nawyków.

Plusy są takie ze trener zawsze służy nam pomocą. Można zadzwonić, napisać, porozmawiać również o kwestiach okołobiegowych (porady, dieta, zdrowie). Jeśli istnieje taka potrzeba nasz plan treningowy jest modyfikowany na bieżąco.

Podsumowanie

Polecam wszystkim treningi z Kancelaria. Jest to płatne rozwiązanie ale naprawdę warto.
Porównywałem oferty innych firm i trenerów. Na tym tle Kancelaria jest jedna z tańszych firm, a ma do zaoferowania więcej niż inne tego typu instytucje. Także tym bardziej warto sprawdzić ich ofertę.

Ja zaczynam dalej trenować z Wojtkiem od styczna. szykując się na wiosenny maraton.

Teraz jestem w trakcie roztrenowania. Moje roztrenowanie jest na tyle duże, że nawet nie daje rady biegać dwa razy w tygodniu 😦 Generalnie do 15 grudnia będę odpoczywać. Natomiast od połowy miesiąca „uruchamiam”  się biegowo tak aby od stycznia wejść w plan przygotowujący mnie do Łodzi.

W najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać na blogu na temat skarpet kompresyjnych oraz recenzję Garmin 610.

Skoro teraz jestem w trakcie roztrenowania i wieczorami nie biegam to co robić, gdy zapada zmrok? 🙂
Ja siadam przed telewizor i oglądam serial o zombie – obecnie jestem na początku trzeciego sezonu. Polecam 🙂

a po zombie czas na American Horror Story – polecam zwłaszcza drugi sezon.

Adidas miCoach – Twój trener osobisty – test, recenzja

Listopad 18, 2012 1 komentarz

Czym jest miCoach – to nic innego, jak osobisty trener elektroniczny.

Wstęp
Moja przygoda z aplikacją zaczęła się od ściągnięcia na telefon iPhone darmowej aplikacji miCoach z iTunes.
https://itunes.apple.com/pl/app/micoach/id383809424?mt=8 Wygenerowałem swój pierwszy plan i zacząłem biegać 🙂

Jest kilka możliwości rozpoczęcia przygody z miCoach. Pierwsza i najprostsza to właśnie telefon iPhone z pobraną aplikacją. Dzięki gps w telefonie i poleceniom wydawanym przez słuchawki, możemy w pełni realizować treningi w oparciu o tempo biegu. Jest to najtańsza opcja trenowania z miCoach. Kosztuje 0 zł. Jedynie trzeba posiadać iPhone’a (lub telefon z systemem Android z gps – nie testowałem). Jeśli chcemy wzbogacić swoje treningi o pomiar tętna, wtedy do telefonu możemy dokupić przystawkę miCoach connect do iPhone’a. Koszt około 250 zł – ciężko dostać. Widziałem tylko w jednym adidas CONCEPT STORE. W GO Sport np. nie ma. Można także zakupić zestaw do iPhone’a z sensorem do buta (Speedcell – wtedy treningi są oparte o tempo). Od niedawna jest także dostępna przystawką działająca w technologi Bluetooth, która może działać z Androidem.  Tak naprawdę to jest sam czujnik tętna – bluetooth.

miCoach Pacer

Ostatnia opcja to zakup miCoach Pacer. Cały zestaw do biegania bez telefonu. Czyli czujnik tętna, słuchawka, oraz speedcell do pomiaru szybkości. Opcja droga, około 500 – 600 zł. Tutaj pojawia się pytanie czy nie lepiej dołożyć jeszcze para stówek i kupić np.  Garmina z GPS 🙂

Czym jest miCoach
miCoach to nasz trener. miCoach to portal www. Serwis ten to serce systemu. Telefon czy pacer jest tylko narzędziem, które komunikuje się z serwisem http://www. System treningowy został opracowany przez Grega McMillana – guru trenerów amerykańskich 🙂

Dla kogo
miCoach jest przeznaczony dla ludzi uprawiających wiele dyscyplin sportowych. Ja napiszę o bieganiu.
Serwis www daje nam możliwość utworzenia treningu dla rożnych poziomów zaawansowania. Początkujący biegacz wygeneruje plan aby przebiec pierwsze 10 km. Jest możliwość utworzenia planu aby zrzucić zbędne kilogramy, poprawić szybkość. Poza treningami biegowymi można zaplanować treningi uzupełniające. Jest tego naprawdę sporo. Dobra rzecz to wiele poziomów zaawansowania. Plany mogą nam pomóc ukończyć maraton np. w 2:30 🙂

miCoach to idealne narzędzie dla początkujących, którzy potrzebują planu, kontroli i systematyczności w treningach.

Jak zacząć:
http://micoach.pl/content/view/jak-zaczac

Sprzęt

iPhone z zestawem miCoach Connect

Zestaw miCoach Connect. W pudelku otrzymujemy czujnik pomiaru tętna oraz bardzo wysokiej jakości pasek do zamocowania czujnika. Biegałem w Timex’ie, Garmin’ie, Polarze oraz Sigmie. Naprawdę pasek Adidasa robi różnice. Gdzieś w jakiejś recenzji czytałem pochwały na ten temat – potwierdzam. Muszę przyznać, że pasek Adidasa jest najbardziej ergonomiczny ze wszystkich, w których biegałem wcześniej.
W pudełku jest oczywiście także przystawka do telefonu, która ma za zadanie odczytać pomiar z czujnika. Wszystko działa w technologii ANT+ . Design małej przystawki idealnie pasuje do iPhone. Tutaj info dla użytkowników nowego telefonu iPhone 5.  Ze względu na inne łącze nie będą oni w stanie podłączyć miCoach Connect. Dla nich pozostaje nowa wersja miCoacha działająca w technologii Bluetooth. Nie wiem czy jest już dostępna na polskim rynku oraz ile kosztuje, ale ważne, że jest.

Treningi

Po zdefiniowaniu naszego celu i określeniu ile razy w tygodniu chcemy biegać, system ustala nam treningi.
W skrócie można je podzielić na 3 typy. Interwały w czerwonej strefie, biegi z narastającą prędkością (z szybkim finiszem) oraz długie wybiegania w zielonej strefie.

Trening w czerwonej strefie oparty o GPS

Jednym z typów treningu są interwały. Krótkie odcinki w czerwonej strefie przy maksymalnym wysiłku. Idąc na trening możemy wybrać czy trenujesz w oparciu o tętno czy o tempo. Interwały moim zdaniem (i Bartka) należy biegać wg tempa. Tętno nie zdąży spaść do odpowiedniego poziomu po zakończeniu serii. Z drugiej strony pomiar gps jest na tyle niedokładny, że opóźnienie w podaniu aktualnego tempa jest tak spore, że te treningi wykonujemy trochę na wyczucie. Widać to na screenie powyżej, gdzie „falowanie” jest spore.  Tutaj widać przewagę zestawu pacer, gdzie pomiar szybkości odbywa się za pomocą czujnika w bucie i pomiar tempa jest natychmiastowy.

Trening oparty o tętno

Powyżej przykład treningu opartego o strefy tętna. Ładny wykres i ocena na koniec treningu 100%.  Czyli w 100% zrealizowałem trening i trzymałem się założonych stref 🙂

Mój plan

W miCoach wygenerowałem sobie dwa plany. Pierwszy miał mnie przygotować do Biegu Niepodległości. Biegałem z nim prawie miesiąc. Zważywszy na to, że ostatni tydzień przed zawodami byłem chory i zrobiłem tylko jeden trening, a udało mi się pobiec w 47:17 (nadal byłem trochę przeziębiony) to uważam, że miCoach dobrze przygotował mnie do zawodów. Teraz jestem w trakcie planu do Półmaratonu Mikołajów w Toruniu, który mam zamiar pobiec na początku grudnia.
Plan jest ciekawy. Poszczególne treningi są urozmaicone. To jest plus. Treningi nie są łatwe. Wymagają od nas włożenia wysiłku. A przecież o to chodzi. Moim zdaniem brakuje podbiegów. Jest to ważny element treningu. Wierze w to,  że pomaga budować sile i polepszyć wyniki.  Z drugiej strony w jaki sposób miałby zostać zdefiniowane podbiegi w miCoach? Tutaj się kłaniają ograniczenia programu. Z jednej strony można modyfikować plan poprzez przesunięcia treningów między poszczególne dni. Nie można jednak utworzyć własnego treningu. I to jest największa wada tej aplikacji. Brak możliwości dodania własnego treningu oraz brak możliwości edycji poszczególnych treningów. Czasami są dni kiedy nie masz czasu biec przez półtorej godziny i chcesz skrócić trening. Możesz dodać jedynie własny trening na zasadzie free run.

Przed rozpoczęciem treningu mamy możliwość wyboru ulubionej playlisty oraz zakresu instrukcji wydawanych przez trenera. Komendy, które otrzymujemy w trakcie treningu są zrozumiałe i czytelne. Miły głos informuje na co kilometr o czasie, tempie oraz o strefie, w której aktualnie jesteśmy. Gdy w trakcie treningu przekraczamy zakres tętna lub tempa (w zależności wg którego parametru trenujemy) głos w słuchawkach informuje nas aby zwolnić, lub przyśpieszyć.

Strefy

Na końcu, ale rzecz najistotniejsza. Od tego powinien zacząć się tekst. Treningi realizujemy w oparciu o określone strefy.  I tu jest problem. Można wyznaczyć strefy na wyczucie lub w oparciu o posiadaną wiedzę o swoim organizmie (tak jak ja – ale czy dobrze to zrobiłem?). Można skorzystać z Assessment workout. Jest to dobre rozwiązanie, ale trzeba je wykonać dokładnie i to najlepiej kilka razy (kilka dni przerwy). Chodzi o to, że za pierwszym razem zrozumiemy, gdzie jest nasza czerwona strefa. Wtedy –  z tą wiedzą cały pomiar będzie bardziej dokładny za drugim razem.
Idealnym rozwiązaniem jest oczywiście wykonanie badań wydolnościowych i określenie progów przemian beztlenowych oraz określenie HRmax. Jednak kto z początkujących biegaczy (a miCoach jest głownie dla nich) będzie wydawał parę stów na takie badanie?
Gdy jesteśmy już po kilku treningach i stwierdzamy, że w danej strefie jest za lekko lub za ciężko, mamy możliwość zmodyfikowana poszczególnych stref.

Ustalanie stref

Posumowanie

Minusy
–  brak możliwości utworzenia własnych treningów,
– konieczność dokładnego określenia stref dla uzyskania optymalnych efektów treningu (do końca to nie jest wada, jednak błędne określenie stref może się zakończyć nieefektywnym treningiem),
– stosunkowo wysoka cena Pacer’a

Plusy
– prostota,
– możliwość wygenerowaniu planu dla wielu stopni zaawansowania i najpopularniejszych dystansów,
– ćwiczenia uzupełniające,
– wysokiej jakości czujnik tętna z paskiem,

Chcesz przebiec pierwsze zawody na 10 km lub półmaraton? Nie wiesz jak się przygotować – miCoach jest dla Ciebie.
Jeśli jesteś początkującym lub już trochę doświadczonym  biegaczem i przeraża Ciebie ilość różnych planów treningowych dostępnych w internecie to miCoach jest dla Ciebie. Jeśli masz dylemat czy trenować z FIRST’em, czy Danielsem. Jeśli obawiasz się, że nie dasz rady „trzymać” się planu to miCoach jest dla Ciebie. W trakcie treningu nie ma taryfy ulgowej. Biegając interwały z rozpisanym treningiem na kartce, gdy zabraknie Ci sił to po prostu odpuszczasz. miCoach Ci na to nie pozwoli. Będziesz dostawał komendy do ucha, które zmobilizują Ciebie do zakończenia treningu.

Moim zdaniem miCoach to bardzo dobry produkt. Jest to idealny prezent dla biegacza stawiającego pierwsze kroki lub takiego, który gubi się w ilości rożnych planów treningowych. Zaawansowani biegacze także znajdą coś dla siebie. Jednak brak modyfikacji poszczególnych treningów może być mała wadą dla tych, którzy mają swoją wizję trenowania i nie chcą się w 100% podporządkować wirtualnemu trenerowi.
Jeśli masz iPhone’a lub androida – nie zastanawiaj się dłużej. Ściągaj aplikację, wygeneruj plan i idź pobiegać…. 🙂

Na zakończenie wielkie dzięki dla adidas Running Polska za udostępnienie miCoach‚a do testów.

Testy, testy, testy – idealny prezent dla biegacza

Listopad 14, 2012 Dodaj komentarz

Nadchodzi czas świątecznych testów i recenzji. W kilku najbliższych tygodniach postaram się przybliżyć Wam kilka produktów, które mogą być doskonałym prezentem na święta. Oczywiście prezentem dla biegacza 🙂

Na opublikowanie czekają materiały dotyczące:

Trening z miCoach – wirtualny trener

Kancelaria Sportowa Staszewscy – plan treningowy na wiosenny maraton

Garmin Forerunner® 610 Special Edition – zegarek biegowy z GPS

COMPRESSPORT® Full Socks – skarpety kompresyjne na długie wybiegania

Nike Free Run+ 3 Shield – buty do biegania na zimę

Recenzja miCoach ukaże się na dniach. Już teraz mogę napisać, że ten zestaw ma moją rekomendację jako idealny prezent dla początkującego biegacza amatora. 

Kontynuując temat treningowy powstaje tekst na temat współpracy z Kancelarią Sportową Wojtka Staszewskiego.  Zima to początek okresu przygotowawczego do przyszłego sezonu. Bardziej zaawansowani biegacze potrzebują dobrego planu treningowego aby zmierzyć się z przyszłorocznymi maratonami. W obszernym materiale przeczytacie moje pozytywne opinie na temat współpracy z Wojtkiem i o tym jak mnie przygotował do Maratonu Warszawskiego.

Na początku grudnia (zdążycie jeszcze kupić ukochanemu biegaczowi na gwiazdkę taki wspaniały prezent) test cudnego zegarka. Jest wspaniały (pierwsze wrażenia). Już teraz rozumiem na czym polega garminoholizm 🙂 Wczoraj biegałem pierwszy raz z Forerunner 610 i cholernie mi się spodobał.

Na koniec – recenzja skarpet kompresyjnych. Dzięki uprzejmości COMPRESSPORT POLSKA Sp. z o.o. jestem w trakcie testowania czarnych Full Socks. Zastanawiałem się na ile takie skarpetki mogą być użyteczne dla przeciętnego biegacza. Czy faktycznie działają, czy to tylko placebo? Właśnie to sprawdzam. Także w grudniu przeczytacie kilka zdań na temat nowych butów Nike Free Run+ 3 Shield. Butów do biegania w zimie.

Niestety chyba nie zobaczycie recenzji zegarka W. Kalenji 500 SD . Muszę się bardzo zmusić, żeby napisać kilka zdań o tym „sprzęcie”. A może napiszę, jako przestrogę, że nie warto wydawać prawie 400 zł na takie coś.

Zapraszam do zadawania pytań pod tym wątkiem jeśli chcecie coś wiedzieć o wyżej wymienionych „produktach”.