Archiwum

Posts Tagged ‘maraton’

Chudy Wawrzyniec – cz.1 – wstęp

Styczeń 11, 2013 8 komentarzy

Misja rozpoczęta. Teraz, przez pół roku będę Was męczyć informacjami na temat moich przygotowań do tego biegu. Jak już wiecie zapisałem się do Chudego Wawrzyńca. Chudy Wawrzyniec to bieg ultra w terenie górskim na dystansie ok 50 km i ok 80 km. Ja myślę o 50 km. Start: 4:30 nad ranem, limit czasu: 15 godzin 30 minut

profil_80

80-kilometrowa trasa prowadzi z Rajczy do Zwardonia, a później czerwonym i niebieskim szlakiem po granicznych grzbietach przez Wielką Raczę, Przegibek, Wielką Rycerzową, Oszust, Przełęcz Glinka, Krawców Wierch do Trzech Kopców, dalej żółtym szlakiem przez Halę Lipowską, Zapolankę do Ujsół. Uzbierało się na niej ponad 3000 metrów podejść i podbiegów. W większości prowadzi wśród lasów i po łąkach, teren wznosi się czasem tak stromo, że nawet najtwardsi będą musieli podpierać się nosem, innym razem – opada gwałtownie dając szansę na pokazanie swoich możliwości zagorzałym „downhillowcom”. Wąskie i kręte, graniczne ścieżki nie pozwalają się nudzić.

Dla tych, którzy będą chcieli zmierzyć się z biegiem ultra, ale w trochę krótszej wersji – czy to ścigając się na śmierć i życie o glorię i chwałę czy próbując swoich sił po raz pierwszy – przewidzieliśmy możliwość wyboru trasy 50 km przy Wielkiej Rycerzowej.  Stąd zielonym szlakiem będziemy biec przez Muńcuł do Ujsół. Na metę.

profil_50

Film kshysiekkshysiek z Chudego Wawrzyńca 2012

Pamiętam jak w zeszłym roku pojawiły się pierwsze informacje o nowym biegu górskim, o Chudym Wawrzyńcu. Chyba było to w serwisie bieganie.pl . Fajna nazwa, która się wywodzi z lokalnego święta. Hudy Wawrzyniec, to postać nawiązująca do Wawrzyńcowych Hud. Hudy to wielkie ogniska palące się w Ujsołach na cześć Św. Wawrzyńca na tydzień przed biegiem. Palenie ogniska, zgodnie z tradycją miało na celu przepędzić zarazę. Takie święto pogańsko-ludowo-religijne.

481768_316244065157009_1504872252_n    Zdjęcie z Chudego Wawrzyńca na okładce grudniowego Biegania.

Pamiętam jak Paweł pisał relacje z Biegu Rzeźnika. Pomyślałem wtedy: „może za rok, może za dwa ja też spróbuję”. Kilka dni temu w sumie przypadkiem natrafiłem na info o uruchomieniu zapisów na „chudego”. Zapisałem się. Dostałem maila z potwierdzeniem: „Dzięki – zgłosiłeś się.” Jaka konkretna informacja – już lubię organizatorów 🙂 Zawody te wydają się być dobre dla debiutanta. Jest możliwość przebiegnięcia krótszej, 50 km trasy. Ale czy bieg górski na 50 km może być dobry dla debiutanta? Wiem, że będzie bolało. Wiem, że będą to trudne zawody. Wiem także co czeka na mnie na mecie. Dla tego uczucia warto biec przez parę godzin w górach.


Ostatnie kilometry trasy 50+ video: SZYMON WOLEK

Teraz zaczynam okres przygotowawczy. Zarówno pod względem treningowym jak i organizacyjnym. Póki co szykuje się normalnie do wiosennego maratonu. Zwiększę jedynie ilość treningów z podbiegami i je wydłużę. Dołożę także ćwiczenia ogólne w domu lub na siłowni. Teraz muszę to zrobić. Pompki, brzuszki, przysiady i ćwiczenia z piłka. Sumienne rozciąganie. Jak to się łatwo pisze. Zobaczy jak będzie z wykonaniem. Wiem, że każdy kryzys na trasie jest konsekwencja złego treningu. Będę się przykładał do każdego treningu. Teraz podbieg na Agrykoli będzie moim przyjacielem. Górka Szczęśliwicka będzie miejscem cotygodniowej zabawy – w górę, w dól – w górę, w dół…

imagesZacznę także od przeczytania książki która parę miesięcy temu dostałem od Wydawnictwa Galaktyka. Książka „Jedz i biegaj” o Scott’cie Jurek. Jestem już (dopiero) na piędziesiątej stronie. Cieszę się ponieważ książka wciąga. Dobrze się czyta. To ważne. Książka jest wiadomo o kim. O najlepszym ultramaratończyku – Scott Jurek. Może dowiem się czegoś ciekawego. Może zapamiętam jakiś fragment, o którym sobie przypomnę będąc na trasie. Może doda mi sił w krytycznym momencie…

Przez najbliższe miesiące będę zastanawiać się nad sprzętem. Jakie buty, ubranie, czy brać kijki czy nie. Co i ile zabrać w plecaku. Będę czytać relacje i poradniki na ten temat. Będę pytać i szukać. Oczywiście będę się dzielić na bieżąco swoimi przemyśleniami. Liczę na Wasze komentarze i rady.

Udało mi się wstępnie przekonać ukochaną żonę na wyjazd. Co prawda jeszcze daleka droga do pełnej akceptacji ale krok do przodu jest 🙂 Muszę teraz tylko w okolicach Żywca znaleźć jakieś atrakcje turystyczne typu zamek lub klasztor. To ma być jedna z atrakcji dla naszego synka, który będzie miał w tym czasie trzy latka. Uwielbia rycerzy i tego typu klimaty. Przez jeden dzień będę niedyspozycyjny,  także muszę zorganizować czas mojej rodzinie. Będzie fajnie 🙂

Jutro pierwszy start w tym roku. Ale nie na czas. Policzę się z cukrzycą w ramach biegu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Trasa to niecałe 5 km. Pobiegnę sobie spokojnie…

Nawadniam się… (kilka rad przed maratonem)

Wrzesień 22, 2012 2 komentarze

…dużo pije – jak to brzmi 🙂 Jest to ważne przed startem. Tak samo od kilku dni zaczynam trochę więcej jeść. Należy zmagazynować energię potrzebna na niecałe cztery godziny biegu.
Zostały 4 dni.

Biegowo czuje się bardzo dobrze. Jestem przygotowany. Prawie pół roku przygotowań pod wrześniowy maraton musi przynieść efekty.

Niestety  zdrowotne nie jest dobrze. Przyplątało się coś do mnie. Czuje gardło no i ten „suchy” mały kaszelek. Od kliku dni się zanosiło na to. Czułem, że coś idzie. Mam nadzieję,  że uda mi się szybko wyleczyć przez te 4 dni. Mam nadzieję, że choroba się nie rozwinie.  Dziś jeszcze interwały.  Jak mnie nie zabiją to znaczy, że dam radę.

Poniżej kilka rzeczy o których należy pamiętać przed startem. Weteranem nie jestem – to będzie mój trzeci maraton, więc coś tam już wiem 🙂 Taka check lista:

dużo pić na kilka dni przed startem, dobrze się nawodnić. Tak samo warto jeść dużo makaronowych posiłków 🙂

– dzień przed startem przygotować rzeczy, buty, numer startowy, agrafki, sprawdzić czy wszystko dobrze leży, czy pasek od pulsometru nie ciśnie lub nie jest za lużny, czy pas biodrowy jest dobrze naciągnięty, warto mieć ze sobą karteczkę do kogo zadzwonić w razie wypadku (omdlenia itp),

– patrząc na prognozę pogody to zakładamy krótki rękaw i krótkie spodenki. Nawet jak będzie początkowo chłodno, to podczas biegu szybko zrobi się nam ciepło 🙂 Jeśli poranek będzie faktycznie bardzo chłodny to warto mieć ze sobą folię ratunkową z apteki. W ten sposób ogrzejemy się podczas oczekiwania na start. A przy takiej ilości biegaczy i starcie falami, swoje pewnie odczekamy Nie ma startu etapami. Wszyscy startują razem 🙂

– oczywiście, oczywista oczywistość – biegniemy tylko w sprawdzonych rzeczach. Nie zakładamy nowych ciuchów oraz nowych butów. Tylko sprawdzone na długich wybieganiach buty. Inaczej Twój maraton zamieni się w cierpnie.

– mężczyźni muszą pamiętać o zaklejeniu sutków plastrami – inaczej będzie lała się krew. Tak samo należy posmarować inne miejsca narażone na obtarcia wazeliną lub sudocremem. Ja smaruję także stopy i palce u stóp 🙂

– na trasie podczas biegu należy korzystać z wody i jedzenia. Nawet jak nie chce Ci się pić to pij 🙂 Dobrze nie rzucać się od razu na pierwszy stół tylko przebiec kawałek dalej. Pamiętajmy, że nie biegniemy sami. Szanujmy innych biegaczy.

– żele – ja nie biorę, ale jeśli ktoś chce skorzystać to tylko pod warunkiem, że wcześniej wypróbował dany żel podczas długiego wybiegania. Inaczej skończysz maraton w „Toi Toju”,

– pamiętajcie – maraton rozgrywa się w głowie. Prawdziwe bieganie zaczyna się dopiero po 30 km. Nie daj się ponieść emocją na starcie. Szybki początek to wolny koniec. Jeśli za szybko zaczniesz to możesz być pewien, że ostatnie kilometry będą koszmarem. Jest zasada aby drugą połowę przebiec szybciej niż pierwszą. Po starcie nie pchaj się do przodu tylko delektuj się zawodami, pomachaj mieszkańcom, uśmiechnij się.  Do 4-5 km będzie pewnie tłum i ścisk.

To chyba z grubsza tyle, jak mi się coś przypomni to napiszę,

Na stronie Kancelarii Sportowej w łatwy sposób możesz obliczyć czas oraz tempo w jakim biec aby uzyskać oczekiwany wynik.

Do zobaczenie na mecie BOHATERZY 🙂

Maraton – na miesiąc przed startem

Wrzesień 2, 2012 1 komentarz

Został już niecały miesiąc do startu w Maratonie Warszawskim. Przygotowania idą dobrze. Myślę, że nawet bardzo dobrze. W sierpniu nabiegałem 180 km, co jest moim rekordem jeśli chodzi o miesięczny dystans. Czy to mało, czy to dużo – na tym etapie mojego rozwoju biegowego chyba jest ok.  Jako, że cały czas się wciągam w bieganie to jestem przekonany, że w przyszłym roku o tej porze będzie więcej  Zdecydowanie więcej 🙂 z 250 km 🙂

Parę dni temu dostałem plan treningowy na wrzesień. Wygląda bardzo ambitnie. Dużo fajnych treningów. Nie jest monotonny. Oj dzieje się 🙂

Cel na maraton jest ambitny. Minimum to złamanie 4 godzin. Każdy gorszy czas będzie porażka. 3:55 – 3:50 – z takim czasem muszę być na mecie. Wszystko co lepiej będzie bardzo dobrym rezultatem i moim małym sukcesem.
Po dobrych wynikach na 5 i 10 km jest apetyt na dobry wynik. Mam nadzieje, że podczas najbliższego startu kontrolnego w pół maratonie uda się pobiec w granicach 1:48 co będzie dobrym prognostykiem 🙂

A tak swoja droga już myślę gdzie pobiegnę na wiosnę…Trzeba już zaplanować jakiś wyjazd. Może jakiś maraton zagraniczny…..Paryż, Wiedeń… Hmm…

Jesienny maraton i takie tam

Lipiec 1, 2012 Dodaj komentarz

Dokładnie za 84 dni punkt kulminacyjny tego sezonu biegowego, czyli Maraton Warszawski.

Z mną udany start na Mazurach, gdzie pobiegłem z czasem 04:04:55. Apetyt na wynik na jesień jest spory. 3:40 – 3:45 – to jest ambitny cel. O 3:30 mogę jeszcze pomarzyć. W przyszłym roku.

W lipcu start kontrolny na 10 km w XXII Bieg Powstania Warszawskiego (w poniedziałek ruszają zapisy – http://wosir.waw.pl/imprezy/823). W sierpniu długie wybiegania a we wrześniu start w połówce w Tarczynie. Taki jest plan na najbliższy czas.

Konsekwentnie trenuje zgodnie z planem przygotowanym przez Wojtka Staszewskiego (Kancelaria Sportowa).


W 100% ufam temu co mi rozpisał i treningi wykonuje bardzo sumiennie. Mam nadzieję, że przyniesie to pozytywny wynik w Maratonie Warszawskim, czego owocem będzie mocne złamanie 4 godzin.  Trener wyznaje zasadę długo i wolno lub krótko i szybko. Tylko, że to wolno w moim przypadku jest takie wolne że hej 🙂 Ale czego się nie robi dla efektów. Ufam i wierzę, że jet w tym cel.  Sam na pewno lepiej bym nie trenował.

W czerwcu pobiłem rekord jeśli chodzi o przebiegnięty dystans. Nabiegałem 176 km. Czy to dużo czy mało. Nie wiem 🙂

Od czerwca trenuję z Wojtkiem. Tydzień biegowy składa się z czterech treningów. Każdy jest inny. Są podbiegi, są interwały, długie wybiegania, ćwiczenia, rozciąganie….słowem wszystko 🙂

Już niedługo obiecany test zegarka Timex IRONMAN® RACE TRAINER . Przebiegłem z nim Maraton Mazurski i muszę przyznać, że był dzielnym kompanem podczas przygotowań jak i samego biegu.

Maraton Mazury – relacja

Czerwiec 27, 2012 14 komentarzy


O Maraton Mazury 2013 ->
https://biegamblog.wordpress.com/2013/04/25/maraton-mazury-2013/

Maraton Mazury,
Piękne widoki, piękna trasa i ładny wynik: 04:04:55  (netto: 04:04:43). Nowa życiówka poprawiona o 35 minut 🙂

Ale od początku,
pomysł startu ma Mazurach zrodził się błyskawicznie, kiedy zobaczyłem na portalu biegowym pierwszą informację o tym biegu. Po krótkiej ale burzliwej naradzie z małżonką stwierdziliśmy, że spędzimy czerwcowy weekend na Mazurach. Na listę zapisałem się bardzo szybko. Skutkowało to otrzymaniem fajnego numeru startowego: „10”

Plan:
Nie miałem jakiegoś konkretnego celu co do czasu. Po cichu chciałem się zbliżyć do 4 godzin. Gdzieś tam miałem nadzieję na czas poniżej 4 godzin, ale chaos w planie treningowym oraz zatrucie pokarmowe tydzień przed maratonem studził moje emocje. Chciałem ukończyć maraton w dobrym nastroju i podziwiać piękno Mazur.

Przygotowania:
Cały czerwiec biegałem wg. Wojtka Staszewskiego 🙂 Teraz po maratonie sądzę, że to był bardzo dobry krok. Wiem już, że do Maratonu Warszawskiego również będę biegł zgodnie z wytycznymi trenera.

VIP

Maraton Mazury był organizowany przez małżonkę Pana Piotra Kraśko z TVP, który także brał udział w biegu. Maraton zakończył z czasem 5:15:28 – brawa za wytrwałość. Nie zabrakło innych ludzi świata show biznesu. Biegła w zawodach na 10 km – Kinga Rusin, na zdjęciach widziałem także Edytę Herbuś no i prowadząca pogodynkę Dorotę Gardias, która prowadziła relacje w Dzień Dobry Tvn. Takie oto były te zawody 🙂

http://dziendobry.tvn.pl/video/co-kinga-rusin-robila-w-galkowie,1,newest,49304.html

Dzień przed startem:
Na Mazurach zjawiliśmy się całą rodzinką w piątek rano. Baza była 10 km od Gałkowa, gdzie znajdowała się linia startu i mety. Jako, że pogoda dopisała w piątek wieczorem zrobiliśmy sobie grilla i tłuste kiełbaski popijaliśmy złotym napojem 🙂 Nawadniałem się 🙂

Dzień startu

Pogoda bardzo ładna, świeciło słońce. Około 17 stopni. Przyjemnie. Start był zaplanowany na 8.30. Na miejscu zjawiłem się parę minut przed 8. Nie wiem czy piątkowe nawadnianie miało na to wpływ, ale na miejscu uzmysłowiłem sobie, że zapomniałem zabrać kilka istotnych rzeczy takich jak… bananek, aby zjeść na pół godziny przed startem, no i rzeczy najważniejszej czyli plastrów na sutki. Na szczęście miałem wazelinę i dość obficie posmarowałem wszystkie miejsca narażone na otarcia. Po rozgrzewce ustawiłem się na starcie w końcowej grupie. Biegaczy było niecałe 180 osób. Na chwilę przed startem spiker ogłosił, że start będzie opóźniony o 15 minut ze względu na wejście na żywo w Tvn. Czad 🙂

Przed startem – zdjęcie Gałkowo.pl

0-15km
Ruszyłem. Chcąc przebiec maraton w zakładanym czasie postanowiłem zacząć naprawdę wolno. Na poziomie 6 min/km. Po mniej więcej dwóch kilometrach spojrzałem za siebie i zobaczyłem, że jestem prawie ostatni 🙂 Fajnie 🙂 Delikatnie przyspieszyłem. Udało się minąć kilku biegaczy. Gdzieś na 7 km uciąłem sobie krótką pogawędkę ze starszym panem, który miał za sobą o ile dobrze zrozumiałem…. 137 maratonów. Podziwiam.

Biegnę, przede mną weteran maratonów  Gałkowo.pl

Od 5 km zaczęły się punkty odżywiania. Woda i power. Na 10 km miał być pierwszy punkt z bananami. Miałem w planie skorzystać. Niestety pierwszy zły sygnał. Bananów nie było. Skończyły się. Wcześniejszą grupa wszystko zjadła 🙂 Zacząłem się martwić. Nie miałem przy sobie żeli, ani niczego innego do jedzenia. Miałem tylko w butli Powerade na wszelki wypadek. Zakładałem odżywianie na trasie. Z dużymi obawami biegłem dalej. Nawet przyspieszyłem jeszcze trochę, aby zdarzyć prze innymi po banany (żart). Na szczęście na kolejnym punkcie już były. Ufff co za ulga.

Jest dobrze 🙂  http://www.ruciane-nida.pl/

15-30km
Na 15 kilometrze dogoniłem grupkę biegaczy w czerwonych koszulkach. Byli to Spartanie Dzieciom.
Pozdrawiam chłopaków serdecznie. Zwłaszcza Marcina, który co chwilę motywował swojego kolegę , krzycząc: „Mirek !!!
Biegło się bardzo dobrze w tej grupie. Na tyle dobrze, że biegłem za szybko: 5:30 to za dużo jak na moje założenia.
Z chłopakami i z  „Mirek dawaj !!„, przebiegłem przez połowę dystansu z czasem: 01:59:51. Było bardzo dobrze. I tak cały czas do przodu. Po drodze wyprzedzałem innych biegaczy, nasza grupka się kurczyła, aż w pewnym momencie wołanie Mirka nie miało sensu bo Mirka już z nami nie było. Został na tyłach….

30-42km
Gdzieś chyba około 32 kilometra kiedy było już ciężko odłączyłem się od grupy idąc bardziej do przodu. To był chyba mały błąd. Biegłem 5:30 – 5:45. Miałem siły. Dobrze się biegło. Niestety zemściło się na 36 km. Odcięło prąd. To była chyba „ściana”. Przyszedł duży kryzys. musiałem się zatrzymać przy punkcie z woda. Biegnąc powoli dalej zacząłem się zastanawiać czy nie odpuścić. Przyszły myśli co ja tu w ogóle robię. Po co tak się mecze. Po co ten maraton i to wszystko. Że już chyba nie będę biegł dalej w maratonach bo po jakiego grzyba… jakoś umysł wygrał i pozbierałem się.
38, 39 km to kilka podbiegów które były okropne. To już był prawdziwy koszmar. Było samo południe i słońce dawało się we znaki. Na szczęście sporą część trasy wiodła przez lasy. Na otwartej przestrzeni człowiek był atakowany przez tabuny wściekłych much i innego latającego paskudztwa. Chcąc, nie chcąc w słońcu biegłem szybciej, aby poczuć ulgę w cieniu pod osłoną drzew. Generalnie na tym odcinku baaardzo zwalniałem a na podbiegach przechodziłem do marszu.

Widząc 41 km udało się przyspieszyć. Zadziałała psychika. Przecież jestem tak blisko. Przyspieszaczem zdecydowanie na ostatnim kilometrze. Wykrzesałem resztki sił i pobiegłem poniżej 5:00 i to był dowód na to, że jednak chyba byłem w stanie złamać 4 godziny, gdybym jeszcze inaczej rozłożył siły. Na metę niesiony przez doping wbiegłem z czasem 04:04:55.  Byłem szczęśliwy 🙂

Organizacja
Normalnie to bym napisał teraz, że po przekroczeniu mety dostałem medal i napój…ale nie tu…nie na Maratonie Mazury. Po przebiegnięciu mety szybko złapała mnie pani, aby ściągnąć czip z buta. Po kilku sekundach podeszła pani z medalem. Super 🙂 A że po maratonie jakoś chciało mi się pić zacząłem się rozglądać na butelka wody. Niestety na próżno. Stół na mecie na którym, domniemam była woda stał pusty. Zdezorientowany poszedłem do biura zawodów zapytać gdzie można dostać wodę ponieważ chyba się skończyła. Dostałem informacje, że zaraz obok stadniny koni (było tam miasteczka maratońskie) jest restauracja i może tam….ale jazda pomyślałem :)… Olałem to, bo blisko miałem samochód gdzie miałem całą dużą butelkę wody mineralnej. Doczłapałem się do samochodu i się napiłem. Jak się potem zorientowałem to woda nie była jedyną gafa organizatorów. Niestety na mecie dostałem zły medal. Równolegle odbywał się bieg na 10 km Szlakiem Krutyni – tam biegła Kinga Rusin. Na mecie wolontariuszki chyba pomyliły medale i ci z „10” dostali trochę maratońskich i na odwrót. Fajnie, co? Ok, może się czepiam. Może brak wody na mecie i medal to duperele….ale jest mały niesmak. Pozostałe kwestie organizacyjne absolutnie bez zarzutu. Wszystko super, tylko ta cholerna woda….

Generalnie zawody na dobrym poziomie. Trasa przepiękna. Mazury są naprawdę wspaniałe.
Bardzo duże pochwały należą się za oznaczenie trasy. Trasa bardzo dobrze zabezpieczona. Wolontariusze, harcerze, policja, strażacy pilnujący, aby nikt nie zboczył z trasy. Naprawdę jestem pod dużym wrażeniem. Trochę się tego obawiałem przed maratonem  – jak widać bezpodstawnie.

Trasa biegu

Uchybienia organizacyjne są, nie da się ukryć. Widok Mazur jednak rekompensuje niedociągnięcia 🙂 Mam nadzieję, że organizatorzy wyciągną wniosku i przy kolejnej edycji (o ile będzie, a mam nadzieję, że tak) poprawią to co wymaga poprawy.

Pozdrawiam z nową życiówka w maratonie 🙂

Wyniki:
http://www.domtel-sport.pl/insidethecode/files/3222-pl.pdf

Zdjęcia:
http://maratonmazury.pl/galeria

Maraton Mazury

Maj 20, 2012 2 komentarze

Za miesiąc będę stał na lini startu do I Maratonu Mazurskiego. To będzie mój drugi start na tym królewskim dystansie. W tym roku planowałem jeszcze maraton w Łodzi, jednak z powodu nieodpowiedniego przygotowania odpuściłem.
Jeziora Mazurskie to na tyle atrakcyjna okolica, że muszę tam być 🙂 Całkiem przypadkiem znalazłem te zawody. Długo się nie zastanawiałem. Po uruchomieniu zapisów pojawiłem się na liście startowej. Byłem chyba 4 albo 5 zapisaną osobą.

Wiem że może być ciężko. To nie jest miejski maraton. Lasy, łąki, pola, szosa – to będzie teren walki z dystansem. Może być naprawdę gorąco. Trasa nie ma atestu PZLA z powodu zbyt zróżnicowanego podłoża, także ewentualną życiówka nie będzie oficjalna 🙂

Trasa: Zróżnicowana, płaska, asfalt 50%, utwardzone drogi gruntowe i trawiaste 20%

Start ten traktuje jako przygotowanie do głównego celu na ten rok jakim jest Maraton Warszawski i mocne połamanie 4 godzin.
Na zawody jadę z całą rodzinką. Spędzimy kilka dni na Mazurach. A ja sobie w niedzielę pobiegnę maraton 🙂

Trasa

Krajobraz, jeziora, wszystkie te widoki… na pewno będzie przepięknie 🙂 ahh, już nie mogę się doczekać 🙂
Na trzydziestym-którymś kilometrze, kiedy będę umierał na trasie skąpany w słońcu i lejącym się żarze z nieba, widok Mazurskich jezior z pewnością doda mi ochłody.

Na ten moment zapisanych jest około 150 osób. Nie spodziewam się tłumów. Możliwe, że przez większość trasy będę biegł sam. Fajnie, ja, mazury, słońce, i 42 km 🙂

Na liście startowej zidentyfikowałem Pana Piotra Kraśko – z Wiadomości TVP – fajnie, do zobaczenia na trasie 🙂

Cel na ten maraton ? Dobrze się bawić, czerpiąc przyjemność z biegania i pobytu na Mazurach. Na pewno ukończyć maraton. Jak się uda w okolicach 4 godzin to będę zadowolony.

Zapisy:
 http://www.domtel-sport.pl/zgloszenia_masowe/index.php?LP_impr=12

Strona maratonu:
 http://maratonmazury.pl/

Zapraszam serdecznie i do zobaczenia na mecie 🙂 Oby pogoda dopisała.

Zdjęcia pochodzą ze strony organizatora. 

Kategorie:Treningi, Zawody Tagi: , ,

FIRST – program treningowy – wstęp

Kwiecień 4, 2012 Dodaj komentarz

Po sukcesie ( a właściwie porażce) w warszawskiej połówce i decyzji o darowaniu sobie startu w Łodzi, przyszedł czas na nowy – konkretny plan treningowy. Wybrałem 16 tygodniowy program FIRST. Dużo dobrego czytałem i wiedziałem na temat tego planu.
Z powodu startu w Maratonie Mazurskim w czerwcu, będę musiał skrócić go o dwa tygodnie.
Dziś jestem po drugim Run Workout i muszę powiedzieć, że czuje satysfakcje z wykonanego treningu. Na razie jest dobrze. Czuje, że realizacja planu poprawi moją szybkość. Jest to ważne ponieważ w maju cztery starty ( XXII Bieg Konstytucji 3 Maja, GO Run, Puchar Maratonu – 10 km oraz sztafeta Accreo Ekiden)

W weekend napisze trochę więcej na temat programu FIRST i podsumuje pierwszy tydzień.