Archiwum

Posts Tagged ‘trening’

Kaca nie ma – relacja z Półmaratonu Warszawskiego 2013

Marzec 29, 2013 5 Komentarzy

Półmaraton Warszawski 2013 już za nami. Ponad 10 tysięcy biegaczy przebiegło ulicami Warszawy. Kilka dni zajęło mi napisanie poniższej relacji. Oto ona 🙂

Dwa tygodnie temu pisałem jak się zabrać za tę połówkę i nie mieć potem kaca. Co czuje dziś –  po połówce? Z pewnością nie ma kaca. Jest dobre samopoczucie.

Co wyszło a co nie?

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. To jest pewne. Już myślę o następnym półmaratonie. Wcześniej pisałem, że super jest pobiec w granicach 1:47. Po zawodach mam przed oczami 1:40 🙂

Udało mi się pobiec z głowa. Cały dystans biegłem prawie równym tempem, tak jak chciałem. Do 17 km trochę poniżej 5km/min. Był plan przyspieszyć w drugiej połowie ale Belwederska szybko zweryfikowała te plany. Od tego momentu trochę zwolniłem do 5 z małym kawałkiem. Nie ukrywam – był kryzys, ale dałem radę. Chciałem pod koniec przyspieszyć jednak za bardzo nie udało się.

image

Na mecie zameldowałem się z czasem 1:46:15.
Ostatni kilometr starałem się mocno finiszować. Chciałem urwać paręnaście sekund aby złamać 1:46, ale zabrakło trochę dystansu i sił. Cieszę się, że zrobiłem życiówkę. Poprawiłem się o 7 minut w stosunku do zeszłego roku. Jest progres. Treningów nie było aż tak wiele jak powinno. Kilometraż nie za wielki, a jednak udało się. Jaki czas byłby gdybym więcej trenował….

O zawodach
Na starcie stawiałem się pól godziny przed biegiem. Wcześniej ogrzewałem się siedząc w aucie. Temat główny tego półmaratonu to pogoda. Planowałem biec w krótkich spodenkach. Niestety pogoda nie pozwalała na to. Założyłem długie legginsy oraz długą bluzę i na to klubową koszulkę szpikowa na krótki rękaw. Do tego chusta na szyję pożyczona od mojego prawie już trzyletniego synka, opaska na czoło i rękawiczki. Przed startem miałem na sobie folie NRC aby nie zmarznąć. Na nogach skarpety kompresyjne Compressport (dla mnie odkrycie sezonu – rewelacja. Żadnych bóli i niedogodności po zawodach). Przed zawodami zastanawiałem się czy pobiec w butach Brooks Cascadia zważywszy na śnieg, czy jednak w lekkich Nike Flyknit. Wybór padł na te drugie. Biegło się super. Trasa była sucha i nieoblodzona. Jedynie na mecie, a właściwie za nią było sporo śniegu i dość mokro. Buty spisały się świetnie. Są szybkie i lekkie. To jest ich zaleta. Buty zdały egzamin i niosły mnie ku mecie 🙂

543735_626842100662899_1012687225_n

Podczas tych zawodów pierwszy raz w swojej karierze biegowej skorzystałem z suplementacji w trakcie biegu. Wybór padł na Power Bomb firmy Powergym. Na pewno nie zaszkodziło a chyba pomogło. Pod koniec nie czułem charakterystycznego zmęczenia i miałem siły biec. Nie odcięło prądu z czym miałem wcześniej problem. Powerbomb zaaplikowałem sobie po 10 km przy punkcie odżywiania.

Wielkie dzięki dla wszystkich kibiców zgromadzonych na trasie. Doping był bardzo pomocny. Ogromny szacunek dla wszystkich wolontariuszy obsługujących zawody. W czasie gdy ja rozgrzewałem się podczas biegu oni stali lub podskakiwali w punktach odżywiania. W większości młodzież i dzieciaki. Wielkie dzięki !!! Do teraz widzę oblodzony kubek z woda 🙂

Materiał filmowy przygotowany przez Maratonfilm – polecam

Oczywiście zbliżając się do mety (jak prawie każdego) zmylił mnie czarny balon Adidasa. Także sądziłem, że jest to meta i jeszcze bardziej przyśpieszyłem. Było zdziwko. No, ale dzięki temu finiszowałem aż do samej, tej prawdziwej mety.

Zaraz za linią mety organizacja troszkę mogłaby być lepsza. Zabrakło komunikatu, że czipy można oddać dalej, przez co wiele osób zaraz za metą siadało i je zdejmowało. Dość daleko było do wody/izotonika. Trzeba było przejść przez dość spore zwężenie. Na pewno spore zamieszanie było w czasie gdy wbiegała większość zawodników kończąca z czasem około 2h. Bardzo cieszyłem się z gorącej herbaty. Pozytywnie zdziwiłem się widząc jabłka i makaron. Chodź akurat w ten zimny dzień ciepła pomidorowa była by lepsza. Zakładam jednak, że organizator mógł mieć kłopot z podaniem jej na ciepło.

Zawody fantastyczne. Obawy dotyczące organizacji startu były bezpodstawne. Wszystko przebiegło sprawnie. Dzięki Ci Fundacjo!

Co teraz? Myślę już o następnej połówce. Tym razem w Tarnowie Podgórnym – Bieg Lwa. Mam zamiar jak najbardziej zbliżyć się do 1:40. Wiem, że to możliwe. Teraz czas ciężkich treningów. Jak maja być wyniki to musi być pot i łzy 🙂

Reklamy

Połówka – jak ją wypić i nie mieć kaca ?

Marzec 19, 2013 8 Komentarzy

Szykuje się wielkie święto biegowe – 13 tysięcy zawodników. Mam nadzieje, że organizatorzy staną na wysokości zadania i start przebiegnie sprawnie. Są do tego dość spore obawy. Zwłaszcza, gdy z kilku pasów (start jest po obu stronach jezdni na moście) po wbiegnięciu na „rondo z palmą” zrobią się dwa pasy. No zobaczymy co to będzie….

601414_10151487501719763_1788576395_n

Jak to wypić i nie mieć kaca?
Mam plan. Pobiegnę świadomie 🙂 Chcę półmaraton rozegrać z głową. To będzie moja trzecia połówka. Pierwsza była dwa lata temu w Tarczynie. Dwie godziny biegania… to było trudne doświadczenie. Wysoka temperatura, otwarty teren, brak cienia. Czułem się jak boczek na patelni. Nie byłem przygotowany na takie warunki. Pod koniec moje uczestnictwo w tych zawodach nie miało wiele wspólnego z bieganiem.

Drugi to wiosna zeszłego roku i połówka w Warszawie. Tutaj także nie było za ciekawie. Źle rozłożyłem siły i pod koniec nie było wesoło. Udało się pobiec w 1:53. Gdybym lepiej rozegrał ten bieg z pewnością wynik byłby lepszy. Zdecydowanie za szybko pobiegłem pierwszą część zawodów.

Co teraz?
Patrząc na moje wyniki z jesieni to połówkę powinienem zrobić w 1:43. Ale wiem, że jestem jeszcze daleko od tamtej formy. Liczę po cichu na wynik w okolicach 1:47. Czy się uda? Czas pokaże. Mam jednak pretensje do siebie, że słabo przepracowałem zimę i myślę o 1:47 a nie np. 1:40… Najważniejsze to zacząć bardzo spokojnie. Będę się starał możliwie szybko zacząć biec swoim tempem. Przy takiej ilości biegaczy początkowo będzie mało miejsca i spory ścisk, więc nie będzie łatwo. W takich warunkach trzeba uważać na innych. W drugiej połowie mam zamiar znacznie przyspieszyć. Cel jest taki żebym miał sporo sił na druga polowe. Mam nadzieje, że uda mi się zrealizować założenia i na metę wbiegnę z uśmiechem zatrzymując zegarek z czasem 1:4x  (moja życiówka to skromne 1:53:25).

Przede mną jeszcze ważne treningi, aby na niedzielę być w optymalnej dyspozycji. Dziś podbiegi – 8×45 sek. a w czwartek interwały 8x2min. W zależności od samopoczucia w piątek albo 30 minut powoli albo wolne. Pogoda za oknem niestety nie rozpieszcza.
Zimo: wyp%^*@$%& !!!

O czy należy pamiętać w najbliższa niedzielę czyli kilka rad dla debiutantów:

– zapoznaj się z informatorem,
– przybądź na miejsce startu przynajmniej godzinę wcześniej. Będzie dużo ludzi, korki, kłopoty z parkowaniem… pamiętaj o tym. Sugeruję przybyć na miejsce publicznym transportem. W ten sposób zaoszczędzisz sobie stresu związanego  z szukaniem miejsca parkingowego,
– pamiętaj o obcięciu paznokci u stop parę dni wcześniej. Za długie mogą spowodować obicia i sińce,
– dobrze nasmarować wazeliną lub sudocremem miejsca narażona na otarcia. Faceci niech pamiętają o zaklejeniu sutków plastrem – czasami może to być przydatne (zwłaszcza gdy będzie padać deszcz – pod wpływem mokrej koszulki zwiększa się tarcie),
– rano śniadanie powinno być  lekkie ale pożywne,
– folia ratunkowa – do nabycia w aptece za parę złotych. Pogoda jest niepewna. Będzie pewnie parę stopni lub w okolicach zera. Ja się ubieram na krótkie spodenki plus bluza na długi rękaw. Rok temu biegłem w długich spodniach – było za gorąco. Aby nie zmarznąć przed startem będę miał na sobie folie, która potem złożę i wyrzucę.
– dobre nastawienie i dobry humor,

Apel – ustaw się w swojej strefie startowej, zgodnie z kolorem Twojego numeru startowego. Będzie dużo zawodników. Pamiętajmy, że nie biegniemy sami. Znasz swoje możliwość. Nie ustawiaj się za blisko startu.  Sprawmy aby dla każdego zawody były przyjemne. Szanujmy się. Niech to będzie nasze święto biegowe.
Powodzenia i do zobaczenia na mecie !!!

III Bieg Na Szczyt Rondo 1 2013 – relacja

Marzec 9, 2013 9 Komentarzy

Pierwszy start w tym roku (poza biegiem Policz się z Cukrzycą).  Najpierw jednak parę zdań wprowadzenia. Bieganie po schodach. Bieg Na Szczyt posiada rangę Masters Race. Zawody należą do grona najważniejszych tego typu biegów na świecie. W tym roku mieliśmy trzecią edycje tej imprezy w Polsce. Towerrunning jest popularny głównie za oceanem w USA.  Jednak to my Polacy mamy lidera Towerrunning World Cup 2013 –  Piotra Łobodzińskiego.

Co roku Bieg Na Szczyt organizowany jest w wieżowcu zlokalizowanym pod adresem Rondo ONZ 1 w Warszawie, należącym do firmy MGPA.

rondo1fot: rondo1.pl

20130309-135140.jpg

Całość opłaty startowej jest przekazana Stowarzyszeniu „SOS Wioski Dziecięce”.

Zawodnicy do pokonania mieli 38 pięter. Numeracja mówi o 37 piętrach. Jest mały haczyk – jest piętro 5 i 5a – nie wiem dlaczego.

Całkowita wysokość budynku: 192 m
Liczba pięter do pokonania: 37
Przewyższenie: 142m
Liczba schodów do pokonania: 836
Liczba schodów na 1 półpiętrze: 12
Liczba nawrotów: 76

Ze względu na ilość zawodników i wąską klatkę schodowa start odbywał się seriami z kilkunastu sekundowymi przerwami pomiędzy zawodnikami.

Przed startem, w biurze zawodów, odebrałem pakiet startowy. Miła niespodzianka. Była to bardzo fajna koszulka techniczna Reebok’a – już wiem, że latem będę w niej biegać na treningach. Oczywiście nie zabrakło imiennego numeru startowego, agrafek oraz izotonika. O godzinie 10:35 startowała moja grupa. Podszedłem do linii startu i ruszyłem. Miałem plan, który zakładał początkowo wspinać się powoli, tak aby zostały siły na koniec. Do 14 pietra szło dobrze 🙂 Potem tętno było już wysokie, oddech ciężki i zacząłem zwalniać. Do 25 piętra jeszcze biegłem. Udało mi się nawet wyprzedzić dwie osoby.  Potem jednak musiałem już przejść do marszu. Wtedy dwie inne osoby wyprzedziły mnie lewą stroną schodów. Wyszedłem na „zero”.  W okolicach 33 piętra widząc, że zostało już niewiele spróbowałem przyspieszyć. Udało się.
Na metę wbiegłem z czasem 07:08 co dało mi 260 miejsce w klasyfikacji mężczyzn. Zapisanych było ponad 500 zawodników. Na mecie zameldowało się 380 osób Panów oraz 92 Panie.  Mój wynik słaby bo słaby, ale jest 🙂

20130309-134830.jpgJa, na Szczycie 🙂

Wielkie podziękowania dla Pokojowego Patrolu oraz strażaków, którzy dopingowali zawodników na półpiętrach
Było to bardzo pomocne. Dzięki!

Zawody oceniam bardzo pozytywnie. Doskonała odskocznia od codziennych treningów biegowych. Idąc na zawody zastanawiałem się trochę –  co ja tutaj robię. Po zawodach wiem, że w przyszłym roku wystartuje jeszcze raz. Pod warunkiem, że uda mi się zapisać (zapisy na zawody trwały kilkadziesiąt minut). Bieganie po schodach to fajny trening siłowy. Przyda się zwłaszcza przed maratonem i Chudym Wawrzyńcem.

To były najkrótsze zawody w jakich brałem udział 🙂
Na górze (mecie) większość zawodników miała kłopot z kaszlem. Śmiesznie to wyglądało kiedy prawie każdy pokaszliwał. Ja do teraz, jak wezmę głębszy oddech to chce mi się kasłać. Ciekawie kiedy przejdzie… jedno jest pewne – moje płuca wykonały dziś kawał pracy przez te 7 minut 🙂

Następny start – Półmaraton Warszawski.

Chudy Wawrzyniec – cz.1 – wstęp

Styczeń 11, 2013 8 Komentarzy

Misja rozpoczęta. Teraz, przez pół roku będę Was męczyć informacjami na temat moich przygotowań do tego biegu. Jak już wiecie zapisałem się do Chudego Wawrzyńca. Chudy Wawrzyniec to bieg ultra w terenie górskim na dystansie ok 50 km i ok 80 km. Ja myślę o 50 km. Start: 4:30 nad ranem, limit czasu: 15 godzin 30 minut

profil_80

80-kilometrowa trasa prowadzi z Rajczy do Zwardonia, a później czerwonym i niebieskim szlakiem po granicznych grzbietach przez Wielką Raczę, Przegibek, Wielką Rycerzową, Oszust, Przełęcz Glinka, Krawców Wierch do Trzech Kopców, dalej żółtym szlakiem przez Halę Lipowską, Zapolankę do Ujsół. Uzbierało się na niej ponad 3000 metrów podejść i podbiegów. W większości prowadzi wśród lasów i po łąkach, teren wznosi się czasem tak stromo, że nawet najtwardsi będą musieli podpierać się nosem, innym razem – opada gwałtownie dając szansę na pokazanie swoich możliwości zagorzałym „downhillowcom”. Wąskie i kręte, graniczne ścieżki nie pozwalają się nudzić.

Dla tych, którzy będą chcieli zmierzyć się z biegiem ultra, ale w trochę krótszej wersji – czy to ścigając się na śmierć i życie o glorię i chwałę czy próbując swoich sił po raz pierwszy – przewidzieliśmy możliwość wyboru trasy 50 km przy Wielkiej Rycerzowej.  Stąd zielonym szlakiem będziemy biec przez Muńcuł do Ujsół. Na metę.

profil_50

Film kshysiekkshysiek z Chudego Wawrzyńca 2012

Pamiętam jak w zeszłym roku pojawiły się pierwsze informacje o nowym biegu górskim, o Chudym Wawrzyńcu. Chyba było to w serwisie bieganie.pl . Fajna nazwa, która się wywodzi z lokalnego święta. Hudy Wawrzyniec, to postać nawiązująca do Wawrzyńcowych Hud. Hudy to wielkie ogniska palące się w Ujsołach na cześć Św. Wawrzyńca na tydzień przed biegiem. Palenie ogniska, zgodnie z tradycją miało na celu przepędzić zarazę. Takie święto pogańsko-ludowo-religijne.

481768_316244065157009_1504872252_n    Zdjęcie z Chudego Wawrzyńca na okładce grudniowego Biegania.

Pamiętam jak Paweł pisał relacje z Biegu Rzeźnika. Pomyślałem wtedy: „może za rok, może za dwa ja też spróbuję”. Kilka dni temu w sumie przypadkiem natrafiłem na info o uruchomieniu zapisów na „chudego”. Zapisałem się. Dostałem maila z potwierdzeniem: „Dzięki – zgłosiłeś się.” Jaka konkretna informacja – już lubię organizatorów 🙂 Zawody te wydają się być dobre dla debiutanta. Jest możliwość przebiegnięcia krótszej, 50 km trasy. Ale czy bieg górski na 50 km może być dobry dla debiutanta? Wiem, że będzie bolało. Wiem, że będą to trudne zawody. Wiem także co czeka na mnie na mecie. Dla tego uczucia warto biec przez parę godzin w górach.


Ostatnie kilometry trasy 50+ video: SZYMON WOLEK

Teraz zaczynam okres przygotowawczy. Zarówno pod względem treningowym jak i organizacyjnym. Póki co szykuje się normalnie do wiosennego maratonu. Zwiększę jedynie ilość treningów z podbiegami i je wydłużę. Dołożę także ćwiczenia ogólne w domu lub na siłowni. Teraz muszę to zrobić. Pompki, brzuszki, przysiady i ćwiczenia z piłka. Sumienne rozciąganie. Jak to się łatwo pisze. Zobaczy jak będzie z wykonaniem. Wiem, że każdy kryzys na trasie jest konsekwencja złego treningu. Będę się przykładał do każdego treningu. Teraz podbieg na Agrykoli będzie moim przyjacielem. Górka Szczęśliwicka będzie miejscem cotygodniowej zabawy – w górę, w dól – w górę, w dół…

imagesZacznę także od przeczytania książki która parę miesięcy temu dostałem od Wydawnictwa Galaktyka. Książka „Jedz i biegaj” o Scott’cie Jurek. Jestem już (dopiero) na piędziesiątej stronie. Cieszę się ponieważ książka wciąga. Dobrze się czyta. To ważne. Książka jest wiadomo o kim. O najlepszym ultramaratończyku – Scott Jurek. Może dowiem się czegoś ciekawego. Może zapamiętam jakiś fragment, o którym sobie przypomnę będąc na trasie. Może doda mi sił w krytycznym momencie…

Przez najbliższe miesiące będę zastanawiać się nad sprzętem. Jakie buty, ubranie, czy brać kijki czy nie. Co i ile zabrać w plecaku. Będę czytać relacje i poradniki na ten temat. Będę pytać i szukać. Oczywiście będę się dzielić na bieżąco swoimi przemyśleniami. Liczę na Wasze komentarze i rady.

Udało mi się wstępnie przekonać ukochaną żonę na wyjazd. Co prawda jeszcze daleka droga do pełnej akceptacji ale krok do przodu jest 🙂 Muszę teraz tylko w okolicach Żywca znaleźć jakieś atrakcje turystyczne typu zamek lub klasztor. To ma być jedna z atrakcji dla naszego synka, który będzie miał w tym czasie trzy latka. Uwielbia rycerzy i tego typu klimaty. Przez jeden dzień będę niedyspozycyjny,  także muszę zorganizować czas mojej rodzinie. Będzie fajnie 🙂

Jutro pierwszy start w tym roku. Ale nie na czas. Policzę się z cukrzycą w ramach biegu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Trasa to niecałe 5 km. Pobiegnę sobie spokojnie…

Test Garmin Forerunner 610 – video recenzja

Styczeń 2, 2013 11 Komentarzy

Zegarek trafił do mnie już jakiś czas temu. Ze względu na okres roztrenowania nie miałem możliwości na maksa przetestować wszystkich funkcji i dobrodziejstw tego urządzenia. Recenzja miała się pojawić przed świętami. Niestety nadmiar spraw zawodowych pod koniec roku oraz późniejszy okres świątecznego rozleniwienia skutkuje tym, że recenzję Garmin’a czytacie dopiero teraz. Tekst ten to historia jak zostałem garminoholikiem. Czytając wiele opinii i recenzji na sieci, wiedziałem o tym, że jest to poważna choroba. Wirus Garmina przyjechał do mnie kurierem pod postacią odmiany Forerunner 610 w limitowanej wersji kolorystycznej. Jest to pierwszy Garmin, którym zostałem zainfekowany. Po kilku treningach mój organizm się poddał – zachorowałem.
Teraz rozumiem w pełni zachwyt nad produktami firmy Garmin. Czekam jeszcze tylko jeszcze na pierwszy kontakt z Suunto Ambit. Ale o tym kiedy indziej.

Video recenzja
Zapraszam do obejrzenia pierwszej video recenzji mojego autorstwa. Mam nadzieję, że przygotowany materiał się Wam spodoba. Ja ze swojej strony obiecuję kolejne video materiały oraz sukcesywną poprawę jakości prezentowanych filmów 🙂

GF610SE-1

forerunner-610

zdjęcie 3
zdjęcie 5

Zawartość opakowania
W moje ręce trafiła biało niebieska wersja Garmin Forerunner 610 HRM. Omawiany model posiada ekran dotykowy.
W opakowaniu znajdziemy:
– zegarek,
– czujnik pomiaru tętna z paskiem (z monitora nie korzystałem. Biegałem z czujnikiem Adidasa z miCoach, który bez problemu się sparował)
– ładowarkę USB oraz sieciową w dwóch wersjach,
– stick USB umożliwiający synchronizację z PC.
– instrukcję obsługi,

Wszystko bardzo ładnie opakowanie w pudełko.

Dane producenta:

Wymiary urządzenia, szer. x wys. x gł.: 4,57 x 6,35 x 1,42 cm (1,80 x 2,50 x 0,56 cala)
Wymiary wyświetlacza, szer. x wys.: przekątna 2,54 cm (1,0 cala)
Rozdzielczość wyświetlacza, szer. x wys.: 128 x 128 pikseli
Ekran dotykowy: tak
Waga: 72 g (2,54 uncji)
Bateria: bateria litowo-jonowa
Czas działania baterii: 4 tygodnie w trybie oszczędzania energii, 8 godzin w trybie treningu
Wodoszczelny: tak (IPX7)
Obsługa GPS: tak
Bardzo czuły odbiornik: tak

 

Zaawansowane funkcje

Narzędzia treningowe, takie jak nowa funkcja Virtual Racer™, mogą zmienić każdy trening w wirtualny wyścig. Funkcja pozwala ścigać się z poprzednimi najlepszymi wynikami lub spróbować pobić najlepszy wynik dla dowolnych aktywności przesłanych na stronę Garmin Connect™. Funkcja Virtual Racer uwzględnia zmienne prędkości i zaistniałe warunki w czasie rzeczywistym, dzięki czemu można naprawdę ścigać się ze swoim przeciwnikiem. Można także skorzystać z funkcji Virtual Partner® i porównać swoje wyniki z ustalonym przez siebie stałym tempem. Forerunner 610 oferuje także alerty wibracyjne z możliwością dostosowania, które można zastosować dla dystansu, kalorii, tętna lub rytmu. Po osiągnięciu wartości docelowych urządzenie delikatnie zawibruje.

zdjęcie 1

Wygląd zegarka
Zegarek prezentuje się bardzo dobrze. Widać solidne wykonanie i doskonale spasowanie materiału. Ta wersja kolorystyczna wygląda bardzo fajnie. Jest z pewnością oryginalna. Mi się jednak bardziej podoba czarny zegarek.

Obsługa zegarka jest prosta i intuicyjna. Mamy do dyspozycji przyciski z dostępem do podstawowych funkcji: włącznik – podświetlenie, strat – stop oraz międzyczas. Reszta ustawień jest dostępna z poziomu ekranu dotykowego. Początkowo zastanawiałem się jak to się sprawdzi i czy nie będzie przypadkowych „dotknięć”. Wszystko działa bez zarzutu i bardzo dobrze. Można powiedzieć, że jestem pod wrażeniem z małymi uwagami, które zobaczycie w video recenzji.

zdjęcie 4

Wielkość ekranu jest odpowiednia. Nie jest ani duży ani mały. Wszystko jest czytelne. Na kilku ekranach mamy dostęp do wszystkich informacji w trakcie biegu. Przełączenie działa bardzo płynnie i dobrze. Mamy możliwość zdefiniowania własnych ekranów. Do dyspozycji są cztery wiersze, gdzie możemy wyświetlić preferowane parametry biegu. Bez problemu ekrany można przełączyć w rękawiczkach. Edycja ustawień na ekranie już może być kłopotliwa. Mały kłopot mogą mieć także osoby z dużymi palcami. Ustawienie na przykład tempa biegu odbywa się poprzez przesunięcie małych cyferek. To jest chyba jedyna, mała wada ekranu dotykowego.

Funkcje
GPS

Działa bardzo dokładnie. Zegarek wyposażony jest w jeden z lepszych modułów GPS dostępnych na rynku. Co prawda nie biegałem zawodów na trasie z atestem, ale wydaje mi się że jego dokładność jest bardzo dobra. Mam porównanie do GPS z telefonu oraz krokomierza. Urzekł mnie pomiar i wykres podczas treningów na stadionie. Prawie idealne okrążenia. Brawo. Na endomondo nigdy takiego efektu nie uzyskałem. Tempo chwilowe wydaje się być odczytywane równie dokładnie. Opóźnienie jest niewielkie i spokojnie można analizować tempo krótkich interwałów.

mapa

Jedyny minus to pojawiające się czasami problemy ze złapaniem sygnału GPS. Zazwyczaj połączenie następowało po kilkunastu sekundach. Czasami jednak nie zaskoczył. Wtedy trzeba było poczekać chwile dłużej. Oczywiście spore znaczenie ma pogoda. W pochmurny, deszczowy dzień przyjdzie nam czekać najdłużej na złapanie fix’a.

Virtual Partner
Zegarek posiada funkcję wirtualnego partnera. Definiujemy zakładane tempo biegu. Na dedykowanym dla tej funkcji ekranie widzimy dwie postacie. Jedna to my a druga to nasz wirtualny duszek. Dzięki temu widzimy czy utrzymujemy zakładane tempo biegu czy nie. Jak bardzo tracimy lub jaką mamy przewagę. Bardzo przydatna funkcja jeśli chcemy utrzymać stałe tempo biegu lub ukończyć zawody z zakładanych czasie.

Powrót do startu
Bardzo fajna funkcja. Pozwala nam, podczas biegania w terenie, powrócić do miejsca startu. Działa to w ten sposób, że na starcie określamy jednym przyciskiem naszą pozycję. Gdy zapuścimy się za daleko w las lub pole, wybieramy opcję powrotu do miejsca startu. Wtedy zegarek pełni funkcję kompasu i pokazuje nam w którą stronę biec. Bardzo przydatne gdy odkrywamy nowe tereny poza miastem.

zdjęcie 2

Podświetlenie
Niby błahostka, ale jednak ważna rzecz. Tak jak nie trafia do mnie podświetlenie indiglo z Timex’a, tak podświetlenie w Garmin’ie jest doskonałe. Biegając po ciemku po włączeniu oświetlenie wszystkie informację są bardzo czytelne.

zdjęcie(2)

Serwis WWW
Porównując z tym co oferuje Timex ze swoim Training Peaks to strona Garmina wygląda bardzo dobrze. Jest bardzo funkcjonalna i czytelna. Znajdziemy tam wszystkie informacje bez zbędnych fajerwerków i flash’owych udziwnień. Strona nie jest przeładowana bajerami. Szybko się ładuje. W serwisie możemy zdefiniować treningi, interwały, które potem importujemy do zegarka. Kolejny plus.

Bez nazwy

Łączność z PC
Komunikacja z komputerem odbywa się bezprzewodowo za pomocą technologi ANT+. Zegarek łączy się z kluczem USB wpiętym do komputera. Zainstalowana aplikacja automatycznie synchronizuje nasze treningi ze stroną www http://connect.garmin.com

Podsumowanie

Garmin Forerunner 610 to bez wątpienia doskonały zegarek.

Za w miarę przystępna cenę dostajemy produkt wysokiej klasy. Urządzenie wyposażone w funkcje zarówno dla amatora jak i doświadczonego biegacza. Forerunner 610 może zostać naszym partnerem przez długi czas. Pomoże nam w trakcie treningu na stadionie oraz podczas biegania po leśnym terenie. Gdy się zgubimy, pomoże nam odnaleźć drogę do domu. Jest także dobrym kompanem podczas zawodów. Pozwoli nam utrzymać odpowiednie tempo. Łatwość użytkownika i prostota wykonania jest dobra cecha tego zegarka. Nie jest przeładowany ustawieniami. Z drugiej strony jest w nim wszystko co do szczęścia potrzeba.

Polecam.

Dziękuje firmie Garmin za udostępnienie zegarka na potrzeby powyższej recenzji. Smutno się z nim teraz rozstawać. Jestem chory – muszę iść chyba na odwyk i wyleczyć  się z choroby garminowej 🙂

Zapraszam do dyskusji na temat tego zegarka.
Na koniec zdradzę, że kolejny materiał video już powstaje i będzie nim recenzja Nike LunarGlide+4 Shield oraz porównanie ich do „zwykłych” lunarów4.

Kancelaria Sportowa Staszewscy – twój trener

Grudzień 3, 2012 Dodaj komentarz

Tydzień temu przedstawiłem Wam recenzje wirtualnego trenera miCoach. Teraz przyszedł czas na przedstawienie prawdziwego, żywego trenera.

Latem tego roku myśląc o Maratonie Warszawskim zacząłem szukać planu treningowego dla siebie. Chwile wcześniej próbowałem biegać wg Firsta, jeszcze wcześniej próbowałem sił z Daniels’em. Jednak czułem się trochę zagubiony w gąszczu informacji i miałem problem z doborem odpowiednich obciążeń treningowych. Zależało mi na dobrym przygotowaniu do jesiennego maratonu. Przeszukałem internet aby znaleźć rozwiązanie dla siebie. I tak po lekturze bloga Wojtka Staszewskiego natrafiłem na jego Kancelarie Sportowa. Poczytałem co ma Kancelaria do zaoferowania i się zgłosiłem.

Wojtek, właściciel Kancelarii jest znaną postacią w środowisku biegowym. Jest autorem bloga http://staszewskibiega.blox.pl/html, prowadzi w „Gazecie Wyborczej” akcję „Polska Biega„. Pisze regularnie dla czasopisma Bieganie. Jest bardzo dobrym zawodnikiem z życiówką 2:49 w maratonie. Przebiegł przeszło 40 maratonów. Wojtek cały czas „trzyma” poziom biegowy. Co dla nas najważniejsze – jest trenerem.

I tak powierzyłem swoje bieganie doświadczonemu zawodnikowi.

Oferta Kancelarii skierowana jest dla wszystkich. Od początkujących biegaczy po zawodowców startujących w zawodach.

Trening

Jak wygląda współpraca z Kancelarią?
Co miesiąc dostajemy nową rozpiskę zawierającą szczegółowy opis treningów na poszczególne dni. W zależności od tego jaki jest nasz główny cel, poszczególne treningi są ustawione tak aby w kluczowym momencie być u szczytu formy.

Tydzień treningowy dzielimy na 3 etapy (w zależności od tego ile razy w tygodniu chcemy i mamy czas biegać – jest to ustalane indywidualnie zaraz na początku). Podbiegi – wcześniej nie trenowałem podbiegów. Nie zdawałem sobie sprawy, że tak niepozorne ćwiczenie może mieć taki wpływ na nasza sile. Wiem o tym ze cotygodniowe serie podbiegów na Górce Szczęśliwickiej w dużym stopniu wzmocniły moje nogi. Teraz podbiegi w trakcie zawodów nie chcą są dla mnie straszne. Kolejny etap to interwały z krótkimi seriami gdzie ćwiczymy szybkość. Na weekend jak zawsze długie wybiegania. Baaaardzo wolne. Jak dla mnie za wolne. Początkowo nie moglem się przestawić aby biec 1,5 godziny w tempie 6:15 – 6:30 Ale w tym wolnym tempie jest metoda. Budujemy wytrzymałość. Przekonałem się o tym i już nie narzekam, że muszę wolno biegać.

Co jakiś czas Kancelaria organizuje wspólne treningi. Tutaj jest jedna rzecz, której mogę się przyczepić. Otóż brakuje spotkania z trenerem (od nowego roku ma się to zmienić) na samym początku współpracy. Ważne jest aby pokazać kilka istotnych kwestii na temat biegu. Jak np. technika. Biegacz amator nie wie np. jakie błędy popełnia podczas biegu. Sylwetka, ręce itp…. Taki pierwszy trening pod okiem trenera może być bardzo pomocny zwłaszcza dla biegacza stawiającego pierwsze kroki. Wiadomo, że jeśli już biegamy dość długo to ciężko nam się przestawić i pozbyć się złych nawyków.

Plusy są takie ze trener zawsze służy nam pomocą. Można zadzwonić, napisać, porozmawiać również o kwestiach okołobiegowych (porady, dieta, zdrowie). Jeśli istnieje taka potrzeba nasz plan treningowy jest modyfikowany na bieżąco.

Podsumowanie

Polecam wszystkim treningi z Kancelaria. Jest to płatne rozwiązanie ale naprawdę warto.
Porównywałem oferty innych firm i trenerów. Na tym tle Kancelaria jest jedna z tańszych firm, a ma do zaoferowania więcej niż inne tego typu instytucje. Także tym bardziej warto sprawdzić ich ofertę.

Ja zaczynam dalej trenować z Wojtkiem od styczna. szykując się na wiosenny maraton.

Teraz jestem w trakcie roztrenowania. Moje roztrenowanie jest na tyle duże, że nawet nie daje rady biegać dwa razy w tygodniu 😦 Generalnie do 15 grudnia będę odpoczywać. Natomiast od połowy miesiąca „uruchamiam”  się biegowo tak aby od stycznia wejść w plan przygotowujący mnie do Łodzi.

W najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać na blogu na temat skarpet kompresyjnych oraz recenzję Garmin 610.

Skoro teraz jestem w trakcie roztrenowania i wieczorami nie biegam to co robić, gdy zapada zmrok? 🙂
Ja siadam przed telewizor i oglądam serial o zombie – obecnie jestem na początku trzeciego sezonu. Polecam 🙂

a po zombie czas na American Horror Story – polecam zwłaszcza drugi sezon.

Kim byłem, kim jestem…

Listopad 1, 2012 7 Komentarzy

Kim byłem przed bieganiem?
Mężczyzna, 28 lat. Siedzący tryb życia. 87 kg wagi.

To był początek mojego biegania. Ale cofnijmy się jeszcze o kilka lat. Palacz – nałogowy. Od przeszło 10 lat. Paczka dziennie. Waga – jakieś 75 kg. Postanowiłem z tym skończyć. Skończyć z paleniem. Udało się zrzucić z dnia na dzień. W Nowy Rok. Takie postanowienie. Pierwsze tygodnie były trudne. Zacząłem więcej jeść. Postawiłem na dietę. Płatki, musli itp. Ale zamiast trzymać wagę, tyłem i to szybko. Jedząc płatki czułem się jak kaczka faszerowana grochem. Zima 2010 roku waga wskazywała prawie 87 kg. Tak. Odkąd rzuciłem palenie przytyłem przez 2 lata jakieś 12 kg. Spodnie się nie zapinały, ubrania były za małe. Czułem się źle we własnej skórze. Było naprawdę źle…

Postanowiłem coś z tym zrobić. Zacząłem biegać na wiosnę 2011. To był mój początek przygody z jakąkolwiek aktywnością sportową. Wcześniej ćwiczyłem na lekcjach Wf w liceum przysłowiowe „sto lat temu”. Już o tym pisałem, ale zaznaczę to jeszcze raz. Początki biegania były bardzo trudne. Straszne. Kilkanaście sekund biegu i stop. Postawiłem na 6 tygodniowy plan Pumy ze strony bieganie.pl (polecam początkującym!). Po kilku treningach moje kolana były obolałe. Chodzenie sprawiało mi ból. Wejście po schodach było dużym wyzwaniem. Ale udało się. Przetrwałem kryzys. Nie poddałem się. Wytrzymałem i zostałem „biegaczem” Po 5 tygodniach mogłem przebiec 30 minut bez zatrzymania 🙂 Wow 🙂

Tak zaczęła się moja przygoda z bieganiem.

Maraton Warszawski 2012

Kim jestem?
Teraz. Nadal mężczyzna 🙂 już 30 lat, aktywny fizycznie, 79 kg wagi.
1970 przebiegniętych kilometrów (stan na dziś).

Nadal walczę z wagą. Chciałbym wrócić do tego co było gdy paliłem. Co drugi dzień ładuję się dawką endorfin. Dzięki bieganiu czuje się znacznie lepiej psychicznie i fizycznie. Z pewnością bieganie mnie odmieniło. Nikogo nie trzeba przekonywać, że aktywność fizyczna jest zdrowa. Polecam każdemu.

Bieganie staje się coraz bardziej popularne. To jest fakt. Nie ważne czy biegasz dla siebie, czy dlatego, że bieganie jest modne (czy jest to sezonowy szał na bieganie – czy przeminie i zostaną tylko „prawdziwi biegacze” – kimkolwiek są). Ważne, że się ruszasz. Popularność biegania ma drugą stronę. Zawody. Coraz trudniej zapisać się na popularne biegi. Pakiety rozchodzą się w kilkadziesiąt lub kilka godzin od uruchomienia zapisów. Polecam udział w zawodach każdemu. Gdy pokonałem pierwsze 30 minut biegu chciałem mieć cel w bieganiu poza zrzuceniem wagi. Takim celem stały się zawody. W kartoniku na półce mam już 16 medali 🙂 Biegam dla siebie. Po to, aby pokonywać własne słabości. Podnosić poprzeczkę coraz wyżej. Jestem uzależniony. Kiedyś od papierosów – teraz od biegania. Jest to zdrowy narkotyk. Uzależnienie jest na tyle poważne, że będę biegać już chyba zawsze 🙂

Jak zacząć biegać?

Jeśli nie wiesz jak zacząć to polecam wcześniej wspomniany plan 6-cio tygodniowy Pumy
Natomiast, gdy już coś tam człapiesz i biegasz, a potrzebujesz motywacji i chciałbyś stworzyć sobie plan do biegania to polecam Tobie aplikację miCoach w zestawie (z pulsometrem lub pacerem). Już za kilkanaście dni na blogu pojawi się obszerna recenzja tego cuda. Czy da się zamknąć w elektronicznym pudełku Danielsa, Skarżyńskiego, Staszewskiego i FIRST’a? Niebawem się przekonamy 🙂