Strona główna > Zawody > VII LOTTO Bieg Ursynowa 2013 – relacja

VII LOTTO Bieg Ursynowa 2013 – relacja

Najważniejszy start tego roku na dystansie 5 km. Bieg Ursynowa. Otwarte Mistrzostwa Polski w Biegu Ulicznym na 5 km. Bardzo dobra organizacja i szybka trasa. Czego chcieć więcej? Otóż wyniku drogi Panie…

zdjęcie

Miesiąc temu pobiegłem na „piątkę” w Biegu Konstytucji w czasie 22:42. Miałem w planie na Ursynowie poprawić wynik z zeszłego roku. Pobiec szybciej niż 21:50.
Zanim napiszę o samych zawodach, to najpierw kilka zdań o planie treningowym – którego nie ma. Generalnie trzymam się założeń z zeszłorocznego planu od Wojtka Staszewskiego, który przygotował mnie do Maratonu Warszawskiego. Nie ukrywam, że wprowadzam swoje modyfikacje głowie pod kątem sierpniowego Chudego Wawrzyńca (dłuższe wybiegania i więcej siły biegowej) – wiem, że truję na blogu z tymi zawodami ale musicie zrozumieć, że to jest mój cel na 2013 i całe bieganie jest właśnie  podporządkowane, aby ten cel dobrze zrealizować 🙂 Wiem także,  że dobre przygotowanie do Chudego zaowocuje w końcu złamaniem 4h w maratonie na jesień.

Kontynuując. Nie specjalnie trenowałem pod 5 km. Miałem nadzieję, że skoro mój staż biegowy jest większy niż 365 dni temu to wynik powinien przyjść sam. Niestety nie przyszedł. Nie zrobiłem życiówki. Wyrównałem ją. Pobiegłem dokładnie tak samo jak w zeszłym roku, co do sekundy. 21:50. Nie będę za bardzo rozpisywał się nad tymi zawodami, doskonale zorganizowanymi. W zawodach uczestniczyło wielu szybkich biegaczy,  łącznie z czołówką polskiego biegania: Arkadiusz Gardzielewski (14,04), Artur Kozłowski (14,13), Dominika Nowakowska (16,07), Agnieszka Mierzejewska (16,35); gość honorowy: Lidia Chojecka, a na stoisku jednego ze sponsorów szeregowa Iwona Lewandowska. Naprawdę super, że można się ścigać z takim zawodnikami. Świetna sprawa.

Start zaplanowany został na 12.00. Sobota, 25 stopni. Gorąco.  W takich warunkach ciężko o jakiś fenomenalny wynik. Nie można jednak zwalać wszystkiego na pogodę. Przecież inni biegli w takich samych warunkach a zrobili życiówki.

Ustawiłem Virtual Partnera w Garminie na 4:22, czyli na takie tempo, jakie miałem w zeszłym roku. 3,2,1 start. Przeszło półtora tysiąca biegaczy wystartowało. Biegnę szybko, jest dobrze. Mijam pierwszy kilometr. Wyprzedzam wolniejszych od siebie, choć ustawiłem się w dobrej strefie. Jak zwykle na zawodach są ludzie, którzy za nic mają zasady. Byle stać jak najbliżej startu,  co z tego, że biegnę ledwo: 5:30. Chwilę później mijam drugi kilometr. Nagle małe (właściwie to duże – nie spodziewałem się tego) zaskoczenie na drodze. Kilka metrów przede mną gwałtownie zatrzymuje się jeden zawodnik i zaczyna na środku trasy wiązać buta. Szok! Mi udaje się go wyminąć, ale kilku zawodników wpada wprost na niego. Padają niecenzuralne słowa. Nie dziwię się. Jak można tak nie mieć wyobraźni? Przecież logiczne jest, że za tobą biegną ludzie. Zbiegaj na lewą lub prawą stronę jak chcesz się zatrzymać. Nie można nagle z tempa 4:30 stanąć w miejscu. Nie na zawodach, gdzie biegnie spora ilość zawodników. Czasami na innych blogach pojawiają się porady dla początkujących (i nie tylko) biegaczy. Niektóre rady mogą wydawać się banalne. Życie pokazuje, że nie ma banalnych porad.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Biegnie się dobrze, ale zarazem robi się ciężko. W głowie myśl, że teraz szybko 3 km „bez historii” (bez myśli), potem powalczy się trochę na 4 km a dalej to już finisz. Virtual Partner pokazuje 30 sekund przewagi. Jestem na 3 km. Jest dobrze z czasem, nawet bardzo ale ze mną jest źle. Czuję, że zaczynam zwalniać. Po nawrocie na alei KEN, gdzie do mety zostaje jakieś 1,8 km, przewaga spada do 10 sekund. Często patrzę na Garmina. Za często. Zamiast skupić się na biegu i na walce, analizuje cyfry. Patrzę jak uciekają sekundy. Leszek miał dobrze, że nie zabrał zegarka ze sobą. Chyba dzięki temu pobiegł tak świetnie. Nie kalkulował, nie liczył, nie patrzył na czas. Po prostu biegł.

Z daleka widać budynek Urzędu Dzielnicy Ursynów. Tam jest meta. Jakieś 1,5 km. Długa prosta. Garmin pokazuje 5, a chwilę potem 0 przewagi. Dupa myślę. Nie będzie życiówki. Na chwilę próbuje uspokoić tempo i oddech. Biegnę na „0” z założeniem, że na koniec przyspieszę. Na 500 metrów przed metą staram się przyspieszyć. Przyspieszam. Wpadam na metę. Zegarek pokazuję chyba 21:53. Widocznie tylko na tyle było mnie stać tego dnia. Dostaję medal i wodę. Po chwili przychodzi SMS z wynikiem. 21:50. „Ku#;); mać” pomyślałem. Wyrównałem życiówkę. Na „piątkę” jestem tam,  gdzie byłem rok temu…

Advertisements
Kategorie:Zawody Tagi: , , ,
  1. Czerwiec 16, 2013 o 7:53 pm

    Robiłeś jakieś akcenty pod tą piątkę, czy podszedłeś „z marszu” z treningu do Chudego Wawrzyńca?
    Da się gdzieś zobaczyć Twoje treningu, na run-log albo innym portalu?

    Pozdrawiam
    Adam

    • Czerwiec 17, 2013 o 7:06 am

      Generalnie z marszu. We wtorek robiłem podbiegi. Jedynie w czwartek zrobiłem sobie 10×100 na stadionie, aby jeszcze popracować nad szybkością. Generalnie moje treningi nie wyglądają tak jakbym chciał ale to temat na inny post. Większość treningów jest na endo. http://www.endomondo.com/profile/1484891

  2. Czerwiec 17, 2013 o 11:07 am

    Gratulacje Marcin! Wynik przecież dobry a że niedosyt jest – to dobrze, będzie większa motywacja na przyszłość 🙂
    Co do braku garmina – ja nadal myślę ze mi zegarek pomaga ale z drugiej strony zawodowcy tego nie używają… Moze to niepotrzebne?
    Skoro treningi robisz pod Wawrzyńca to straciłeś trochę prędkości. A że życiówkę wyrównałeś to oznacza że jesteś trochę dalej niż rok temu. Jak byś dołożył interwały teraz (ale takie 1km albo dłuższe) to myślę że szybko ta życiówka by się zdezaktualizowała 🙂

  3. Ava
    Czerwiec 17, 2013 o 8:35 pm

    Hej, no skoro z marszu i bez treningów szybkościowych to masz pewne wytłumaczenie i nie ma się co stresować. Biegasz pod co innego, więc pewnie dlatego taki wynik pomijając że było GO-RĄ-CO 🙂 Ale jak jużpo Chudym dołożysz interwały, to wyczeszesz taki wynik na 5km że 21:50 pójdzie w niepamięć 🙂

  4. Czerwiec 20, 2013 o 7:47 am

    Chyba rzeczywiście coś w tym jest, żeby na zawodach nie polegać za bardzo na technice. Kenijczycy nawet maratony biegają „na czuja”. Nas, amatorów mogłoby to sporo kosztować, ale piątkę czy dychę, wydaje mi się, spokojnie można na wyczucie pobiec. Zwłaszcza, że masz już za sobą więcej niż 365 dni biegania 😉 A życiówkę jeszcze nie raz połamiesz… Ty anarchisto 😉

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: