Strona główna > Uncategorized > Bezimienni | Kalenji Ekiden 50

Bezimienni | Kalenji Ekiden 50

Jako, że jeszcze biegam w tych kapciach pozwolę sobie zacytować poniższy test.

Nic dodać nic ująć 🙂 Co do paznokcia także 🙂

„Kalenji Ekiden 50

Znalazłem kiesyś Kalenji Ekiden 50. Jak by na niego nie spojrzeć to najtańszy but biegowy świata. No może nie najtańszy całkowicie, ale najtańszy z tych, co posiadają jakąś rozpoznawalną markę. Kosztuje całe 49,99zł. Nie jest to dużo. To jest nic, jeśli chodzi o buty biegowe, ale to już nie jest bezimienny bazarowy bucik. But zasadniczo jak podaje producent „dla mężczyzn biegających rekreacyjnie po drogach asfaltowych i polnych”. Zasadniczo tak. Choć ja sam osobiście jego definicję mocno nagiąłem.

Wyglądem nie bije na kolana, chociaż minimalistyczna koncepcja z dużą ilością białego może się podobać. A już na pewno ładnie wyglądają w komplecie z białymi skarpetkami. Sporo siateczki, co da się odczuć w lato, gdy stopa ma w miarę sensowny przewiew. Oraz w zimę, gdy but po prostu szybko puści wodę do środka. Stopa leży w nim miękko i mimo że szwy nie są jakoś specjalnie ugłaskane to z reguły nic nie uwiera. Jedyne, do czego mógłbym się uczepić to szerokość i wykończenie języka. Nie wiem może jest za wąski, może mógłby być inaczej wszyty lub inaczej wykończony na brzegach… Faktem jest, że czasami uwiera w wierzch stopy.

Podeszwa miękka. Takie lubię i na to zwracałem uwagę pierwszy raz je zakładając i biegając między półkami Decathlonu. Wtedy pierwszy raz doświadczyłem, co to amortyzacja i pianka EVA. Moja przyzwyczajona do spartańskich warunków stopa czuła to aż za dobrze. A gdy wieczorem wyszedłem na trening czułem jakbym leciał. Tak miękko i sprężyście pod nogami jeszcze nigdy nie miałem. Czułem jakbym pierwszy raz założył buty. Czułem jakbym pierwszy raz biegał! Po serii bazarowych butów gdzie niemal wszystko, co leży w kartonach jest twarde jak drewniany chodak, zwracam na to uwagę. Teraz czuję jak stopa biegnie. Czuję podłoże pod nią.

Pierwsze Kalenji kupiłem na Maraton Warszawski. Na maratonie spisały się dobrze. No może prawie dobrze, bo odbiłem sobie paznokieć, którego uratować się nie dało i który w końcu zczarniał i zszedł. Nie wiem czy to od butów czy nie, bo następne setki kilometrów już nic się w nich nie działo. A co do samego biegania w maratonie to nie miałem z nimi najmniejszego problemu. Zero obtarć, pęcherzy i dyskomfortu na trasie. Po maratonie biegałem już tylko w tych Kalenji. Nawet po lesie. Początkowo było mi szkoda w białych butach zasuwać po leśnych błotach, ale wszystko jest do przełknięcia. Po pierwszym błocie już mi było ich mniej żal. Potem wpakowałem się w błoto po raz drugi, trzeci, czwarty i… sto czterdziesty trzeci. Wygląd butów przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Całą zimę w nich biegałem.

Upodliłem je tak, że mycie już nie pomagało. Ale co ciekawe dopiero po około 1400km zobaczyłem ubytki w siateczce. Na samym czubku z przodu lewego buta zaczęła się strzępić. Wnętrze? Lekko wydarte na piętach, równomiernie w obu butach. Ale tylko lekko, czyli tak, że póki, co w ogóle tego nie czuć podczas biegu. Podeszwa? Co ciekawe cała. Bieżnik się wytarł od biegania – to normalne – ale jest w dobrym stanie. Znaczenie mają tu też według mnie dwie rzeczy. Po pierwsze moja waga gdzie przy wzroście 190cm ważę średnio 76kg. Mniej kilogramów do przenoszenia to i buty dłużej wytrzymują. Po drugie to warunki, w jakich biegam. Głównie jest to las, czyli miękko. Nie zdzieram tak gumy z podeszew kręcąc się na twardym asfalcie tudzież jeszcze twardszej kostce brukowej. W efekcie, mimo że już z pierwotnej amortyzacji wiele nie zostało to dalej ich używam. Choć już teraz już tylko na trasy leśne, ale mimo wszystko nadal są niezastąpione w miejscach o wątpliwej nawierzchni.

A jeszcze warto wspomnieć o tej wątpliwej nawierzchni. Bo, jako że jest we mnie taki mały biegowy wariat to czasami biegam po lesie w sposób iście ekstremalny.

Że buty lądowały regularnie w jakimś mniejszym lub większym błocku – już pisałem. A że je regularnie zakopywałem je w głębokim śniegu, kiedy miałem dość dużych dróg i przedzierałem się tymi małymi. Tego jeszcze nie pisałem, ale to też wytrzymały. Albo, że topiłem je w lodowatej wodzie, kiedy zapragnąłem biegać zimą po mokradłach. Takie wariactwo zrobiłem, co prawda tylko raz i buty dosłownie zamarzły, ale… też wytrzymały.

A to wszystko o butach z Decathlonu za 50 zł, które – przypomnę – w opisie mają „dla mężczyzn biegających rekreacyjnie po drogach asfaltowych i polnych”. Całkiem nieźle.

Paweł Matysiak”

za pomocą Bezimienni | Kalenji Ekiden 50.

Reklamy
Kategorie:Uncategorized
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: