Strona główna > Zawody > V Praska Dycha – relacja

V Praska Dycha – relacja

Zacznijmy od tego, że już na początku sezonu planując starty wiedziałem, że na jesień będę biec w Praskiej Dyszce. Start w zeszłym roku wypadł bardzo dobrze. Miło wspominam organizacje, trasę i atmosferę. Do tego fakt, że jednym z organizatorów jest nasz maratończyk Mariusz Giżyński.
Poniżej link do relacji z zeszłego roku:

http://biegamblog.wordpress.com/2011/11/07/iv-praska-dycha-2011-relacja/

Ale zaraz.. dlaczego piszę teraz o tych zawodach skoro start planowałem na jesień. Otóż zawody odbyły się teraz. Organizatorzy połączyli bieg z obchodami rocznicy śmieci Marka Kotańskiego, założyciela Monaru. I tak zawody odbyły się w niedziele.
Co prawda organizatorzy zadbali o póżną godzinę startu, aby nie biec w samo południe, jednak pogoda okazała się bezlitosna. Tak jak ostatni tydzień był stosunkowo umiarkowany i można było myśleć o biciu rekordów w Parku Skaryszewskim, tak przyszło ocieplenie i w dzień startu było prawie 30 stopni. Trzeba było zweryfikować plany i założenia co do biegu. Na szczęście trasa biegu – pięć i pól okrążenia była zasłonięta przez liście drzew, dzięki czemu słońce nie dawało się tak mocno we znaki.

Start był tradycyjnie podzielony na dwie grupy (niewątpliwie zaleta tego biegu)
- Bieg Otwarty,
- Szybka Dycha – dla zawodników z czasem poniżej 46 minut

Ja biegałem w pierwszej grupie z życiówką z zeszłego roku (Bieg Niepodległości): 48:08

Pierwsze dwa kilometry ruszyłem dość szybko z czasem poniżej 5:00. Pobiegłem na tyle szybko, że na 3 kilometrze lalo się ze mnie i czułem już zmęczenie. Na tych zawodach planowałem zrobić życiówkę. Ale to było kiedy pogoda była nie tak afrykańska. Przed samym biegiem idąc na zawody z osobistymi kibicami (synek i moja lepsza polowa) chciałem pobiec w okolicach życiówki. Na 4 kilometrze dalej biegnąc 4:30 – 4:40 myślałem już o tym aby zmieścić się w 50 minutach – wiedziałem, że mam zapas i jest szansa zmieścić się w tym słabym czasie.

Na 5-6 km przyszedł mój ulubiony moment. Kryzys. Tak jak rok temu zastanawiałem się co ja tu robię i chyba będzie trzeba zejść z trasy ponieważ to nie ma sensu – taka chwila słabości.
Na szczęście pozbierałem się. Pomimo złego samopoczucia cały czas utrzymywałem tempo 4-30 – 4-45. Zacząłem odliczać kilometry. Stawiać sobie mały cel. Aby dobiec do 7km….myślałem tylko o tym: „7,7,7,7,7…. „. Gdy minąłem siódmy kilometr w głowie miałem tylko „8,8,8,8,8″. Przy jednym z kółek zobaczyłem żonę z synkiem. Synek ma dwa lata, więc jeszcze nie mówi za dużo, ale słyszałem od małżonki „dawaj tatuś, dawaj !!!” to dodało mi sił.

Gdy minąłem 9 km i widziałem na zegarku 42-43 minuty wiedziałem, że jest dobrze. Że bieg nie jest przegrany. Na 600 metrów przed metą postanowiłem jeszcze zawalczyć bardziej i przyspieszyć ile się da. Ruszyłem mocno. Ile sił. Widziałem (co prawda słabo, bo biegam bez okularów a wadę wzroku mam) przed metą na zegarze upływający czas. Zmieniające się cyfry z „46 na 47″. Wpadłem na metę. Ledwo żyłem…
Odebrałem bardzo ładny medal. Napiłem się wody.

Po odpoczynku, wróciliśmy do domu. Byłem zmęczony :)
Na stronie Datasport sprawdziłem wyniki – mój czas 47:01. Super pomyślałem. Bardzo się ucieszyłem, poprawiłem życiówkę o minutę.
Wieczorem przyszedł SMS z pełnymi wynikami. 46:56 czas netto hura !! Złamałem 47 :) Super.
Jaki byłby czas, gdyby było chłodniej? Już sobie ostrze zęby na Biegnij Warszawo. Co prawda będzie masa ludzi ale będzie też lepsza pogoda do bicia rekordów. Uda się złamać 46 w tym sezonie? Byłoby super.

V Praska Dycha zakończona. Tradycyjnie na najwyższym poziomie organizacyjnym. Dziękuje organizatorom, uczestnikom i kibicom, których było dużo. Dziękuję za bardzo fajne zawody.

Teraz humorystycznie dlaczego pobiegłem życiówkę:
- numer startowy przypiąłem tymi samymi agrafkami, którymi miałem zamocowany numer na Biegu Ursynowa, gdzie była życiówka na 5km
- założyłem skarpetki Asics w których biegam tylko na zawodach :)
- był jeszcze jeden punkt, ale już nie pamiętam co to było :(

About these ads
Kategorie:Zawody Tagi: , ,
  1. Sierpień 22, 2012 o 7:49 am

    To wszystko przez te skarpetki, na pewno :) ! Gratki za życiówkę, na jesieni spróbujemy obaj je pobić w Biegnij Warszawo chociaż nie wiem czy w tym tłumie to się uda…

  1. No trackbacks yet.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 151 other followers

%d bloggers like this: